P7080567

W dzisiejszej internetowej Gazecie Wyborczej ( 2010-07-28 ) ciekawy i inspirujący do przemyśleń artykuł Tomasza Bieleckiego pt „Polacchizzati”. Jest to korespondencja z południowo włoskiego miasteczka Pomigliano d’Arco do którego koncern Fiata przeniósł produkcję swych samochodów z Tychów. Aby nie likwidować istniejącego dotąd zakładu koncern Fiata wymusił na włoskich związkach zawodowych wprowadzenie organizacji pracy podobnej jak w Tychach. Pracownicy zgodzili się w referendum pracować na trzy zmiany (dotychczas były dwie) aż do niedzielnego świtu Dotychczas tydzień pracy kończył się w piątek. Zgodzili się również na nadzwyczajne nadgodziny przy dużych zamówieniach, na dokładniejszą kontrolę zwolnień lekarskich, krótsze przerwy na posiłki i ograniczenie prawa do strajku. Zgodę wymusiła perspektywa likwidacji fabryki a więc wysłanie na bruk blisko 5,5 tysiąca włoskich pracowników Fiata i 10 tysięcy ludzi z lokalnych zakładów obsługujących produkcję. Koncern nie pozostawił robotnikom żadnych złudzeń – obok straszenia bezrobociem sycono ich opowieściami opowieściami o Polakach z Tychów rwących się do pracy w noce i niedziele. W Pomigliano nie ma innej alternatywy pracy aniżeli fabryka Fiata – dzięki niej ludzie mają pracę od dziesięcioleci.

Polacchizzati oznacza „spolakowanie”. “Spolakowanie” dla Włochów jest synonimem „niewolnictwa”, jakiemu ulegli wcześniej Polacy. To główny temat związkowych wieców, knajpianych kłótni i niedzielnych kazań w Pomigliano d’Arco i kilkunastu miasteczkach wokół Wezuwiusza, którym przysłuchiwał się autor materiału – Tomasz Bielecki. Oto fragmenty reportażu.

Tychy, Polska, a potem, niestety, Chiny. Wyzysk. To wszystko tutaj przyjdzie. Ale wcześniej nas zniszczy. ( … )

Plac Primavera w Pomigliano d’Arco. Duszno, 40 stopni, idzie burza. Dzwony już dawno biły na południe. Dwoje młodych Włochów pędzi przez plac z dokumentami. – To polacchizzati. Dali się spolakować, to niech się męczą – objaśnia 39-letni Gianluca Pagano, były pracownik fabryki Fiata. ( … )

Sjesta, w barze przy Viale Alfa Romeo odpoczywa kilkunastu robotników. – Głosowaliśmy „tak”, bo wykręcono nam ręce – zapewniają. ( … )

Pytam, czy Pomigliano dogoni Tychy, najwydajniejszą fabrykę Fiata w całej Europie. – Mówią, że jesteśmy leniwi. A może to wy, Polacy, macie nie po kolei w głowie? Zastanawiacie się, po co tak harujecie? – odpowiada Raffaelle, sympatyk związku zawodowego FIOM, który wzywał, by w referendum głosować „nie”.

Żona Raffaellego tłumaczy, że przed laty zgodziła się na ślub i troje dzieci z mężczyzną, który codziennie wraca do domu na noc, a nie w niedzielę nad ranem. We Włoszech zdarzają się fabryki pracujące na trzy zmiany, ale jej mąż na to się nie pisał, nie do takiej fabryki szedł pracować za ojcem i dziadkiem.

- Godził się na mniejsze pieniądze w zamian za więcej życia. Tak, im mniej pracujemy, tym jesteśmy szczęśliwsi. Czy to nienormalne? – pyta 36-letnia Agnese.

Agnese pokazuje dwa sklepiki pod jej balkonem przy Via Ercole Cantone. Mimo sjesty oba są otwarte. – Cztery godziny przed sjestą i cztery po niej: tak było od zawsze. Tak zbudowaliśmy nasz bogaty przecież kraj. A teraz? Ośmiogodzinny dzień pracy to przeżytek? Ile godzin one pracują dziennie? Kto je obiad z ich dziećmi? – Agnese wskazuje uwijające się sprzedawczynie.

Model Pomigliano” – jak włoskie media nazywają wymuszanie zmian kontraktów pracowniczych pod groźbą przeniesienia produkcji do tańszych krajów – wywołuje coraz większy opór. Zwłaszcza że Fiat właśnie ogłosił, że nowego minivana chce produkować w Serbii, co może być przygrywką do kolejnej zmiany kontraktów robotników.

Przeciw przenoszeniu produkcji za granicę protestuje watykański dziennik “L’Osservatore Romano”. Szef najpoczytniejszej gazety „La Repubblica” Ezio Mauro przestrzega, że „model Pomigliano” może wyzerować prawa pracowników wywalczone przez związki zawodowe w zachodniej Europie w latach 70.

Strzeżcie się, bo wkrótce i was w tej Polsce czy Serbii wyprą tańsi Azjaci – mówi Gianluca Pagano. Jutro też przyjdzie na plac Primavera, by cieszyć się jeszcze niespolakowanym życiem.

Przeniesienie produkcji samochodów z Tych do Pomigliano d’Arco oznacza zmniejszenie produkcji o około 250 tysięcy sztuk rocznie, likwidację linii produkcyjnych i masowe zwolnienia nawet 2 tysięcy osób, które mogą zacząć się już w najbliższych miesiącach. Wyprowadzkę Pandy z Tychów ostatecznie potwierdził 14 kwietnia dyrektor generalny koncernu, Sergio Marchionne prezentując nową strategię dla formy. Zgodnie z projektem “Fabbrica Italia”, w 2014 roku liczba produkowanych we Włoszech fiatów wzrośnie z 650 tysięcy do 1,4 miliona. Polski nadzór, który wcześniej wymusił wyzysk w fabryce w Tychach jak zwykle nie komentuje wydarzeń. Związki zawodowe z Tych jak zwykle ślą błagalne listy do rządu. Rząd jak zwykle milczy. Pracownicy, którzy wcześniej – jak zwykle – dali się „spolakować” nie rozumieją dlaczego mają być zwolnieni.

Całość materiału z gazety Wyborczej pod linkiem.

http://wyborcza.pl/1,75477,8185015,Polacchizzati.html