P6270368

Celnik Mateusz czyli Mateusz Lewi dołączył do Jezusa, podobnie jak Maria Magdalena – uliczna prostytutka – jeszcze w Galilei. Chyba się dobrze znali – to może tłumaczyć dlaczego Mateusz/Lewi po śmierci nauczyciela bronił jej pozycji w grupie przed rządnym władzy Piotrem. Ojcem Mateusza był Alfeusz a jego imię pochodzi od hebrajskiego imienia Mattaj lub Mattanja, co oznacza „dar Jahwe”. Ewangeliści – Marek i Łukasz – nazywają Mateusza najpierw “Lewi, synem Alfeusza” a dopiero później wymieniają go jako Mateusza. Prawdopodobnie Chrystus biorąc go ze sobą w drogę nadał mu to imię – dodam, że oryginalne i rzadko spotykane w Piśmie. Lewi pochodził z wpływowej i bogatej rodziny – dlatego miał dobrą państwową posadę. Był poborcą ceł i podatków w Kafarnaum – jednym z większych handlowych miasteczek nad jeziorem Genezaret. Niektórzy twierdzą że dochrapał się nawet funkcji kierownika i naczelnika celników w Galilei. Posada był dobrze płatna aczkolwiek niewdzięczna – ludzie pogardzali celnikami bo ściągali oni od nich horrendalne opłaty na rzecz Rzymian. Pobór podatków i ceł, jak każda państwowa robota sprzyjał też bezkarnej korupcji, której Lewi ze współpracownikami się oddawał. Celnikami pogardzano do tego stopnia, że każdy kto wchodził z nimi nawet w najmniejszy kontakt stawał się nieczysty i musiał poddawać się stosownym obmyciom.

O życiu Mateusza Celnika niewiele wiadomo. Pierwsze i właściwie jedyne rzetelne informacje dotyczą przełomu psychicznego, którego doznał w Kafarnaum. Tam właśnie Jezus spotkał go w komorze celnej a później powołał na swojego Apostoła. Nastąpiło to tuż po cudownym uzdrowieniu paralityka, którego Chrystus kazał spuścić uczepionego na linie przez otwór zrobiony w suficie domu. O tym cudzie było głośno, więc Lewi również musiał o tym słyszeć. Część badaczy Pisma twierdzi, że Mateusza Celnika mogły zainfekować buntem mowy pokutne Jana Chrzciciela. W każdym razie pewnego dnia razie na wezwanie Chrystusa rzucił robotę – jak to się teraz mówi „bez wypowiedzenia” i zaprosił go na pożegnalną imprezę do swojego domu w której udział brali również jego współpracownicy – celnicy. Jak pisałem wyżej urzędnicy ci uznawani byli za nieczystych i kontakt z nimi ograniczano do minimum. Znajduje to wyraz również w Ewangeliach. Jednak Jezus czasami odnosił się do nich życzliwie – odwiedzał ich, nawet z nimi jadał. Zachęcał w ten subtelny i wyrafinowany sposób do buntu a raczej biernego oporu. Taktyka rozmiękczania milością przynosiła skutki co widać na przykładzie Mateusza. Tak opisuje to w swej Ewangelii Łukasz – „ Potem wyszedł i zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: “Pójdź za Mną”. On zostawił wszystko, wstał i chodził za Nim. Potem Lewi wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: „Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?” Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników”.

Zastanawiające jest tło psychologiczne tego powołania. Dobrze oddaje ten moment obraz Caravaggio „Powołanie św. Mateusza”

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Caravaggio,_Michelangelo_Merisi_da_-_The_Calling_of_Saint_Matthew_-_1599-1600_(hi_res).jpg&filetimestamp=20100518155059

Obraz przedstawia grupę celników zajętych w ciemnym kącie knajpy rozdziałem pochodzących z łapówek pieniędzy. Scena uderza realizmem – nietrudno wyobrazić sobie w takiej sytuacji współczesnych celników, policjantów czy urzędników. Do pomieszczenia wchodzi Jezus w towarzystwie Piotra. Jezus wyciągniętą ręką wskazuje na Mateusza a jego twarz wyraża zdecydowanie – zapewne przed chwilą padły słowa – „Pójdź za Mną”. Mateusz siedzący w środku grupy jest zaskoczony. Niezdarnie naśladuje gest Chrystusa i kieruje rękę na własną pierś, jakby upewniał się czy to o niego chodzi.

Jak sądzę Jezus wybrał Mateusza, bo ten umiał pisać i mógł opisywać jego drogę i myśli. Pewnie wyczuł w nim też rodzące się wątpliwości. A czemu Mateusz zdecydował się na desperacki akt porzucenia lukratywnej państwowej roboty i wybór życiowej niewiadomej? Nie przekonuje mnie to, że jego praca była podła i ludzie nim gardzili. Ludzie państwa mają grubą skórę, dla pieniędzy i władzy zrobią wszystko – sprzedadzą nawet własne matki. Powody były głębsze – Mateusz chyba zwątpił w sens swojego życia. Tak kiedyś opisałem ten stan – „Czy ma odpowiedzieć Baskom, trzymanym twardo pod butem hiszpańskiego państwa, że jest urzędnikiem innego państwa? Że jest psem państwa tresowanym do trzymania ludzi w posłuchu? Czy zrozumieją, że czuje się jak celnik opisany w Piśmie, który stracił wiarę w to co robi? A może nigdy tej wiary w sobie nie miał? Przecież był urzędnikiem w stanie rozkładu, podobnie jak w stanie rozkładu było państwo, od którego brał pieniądze za służbę. ( … )Sam był odtrącony, czuł się przecież od lat jak uchodźca we własnym kraju. Był uchodźcą, był wykluczony – tylko sam jeszcze nie wiedział, czy z konieczności, czy z własnego wyboru. Odtrącony, ale bezpieczny, bo ukryty za maską psa pilnującego państwowego porządku. Kto by się domyślał, patrząc w oczy psa jazgoczącego na łańcuchu, jakie myśli zwierzę w sobie kryje? Kto nad tym się zastanawiał omijając z daleka psa i jego obsraną zagrodę?„ Tak więc Mateusz nic naprawdę nie miał, nie miał po co żyć – każda zmiana, wybór były lepsze aniżeli trwanie w inercji egzystencjalne na celnym posterunku. Zostawiając wszystko zaczynał nowe życie. Droga z Jezusem była jego odrodzeniem.

Po śmierci Chrystusa pozostał przez jakiś czas w Palestynie – napisał tam pierwszą Ewangelię o odzyskiwaniu wolności. Nigdy nie wrócił na państwową posadę. Z obudzoną w sercu wolą życia ruszył dalej w drogę. Podobno przeszedł Etiopię, Pont, Persję, Syrię i Macedonię. Podobno zginął od miecza. Jego kości znajdują się ono obecnie w Salerno. Miejsce to jednak nie stało się jednak powszechnie znanym sanktuarium. Nie wiem czemu uznaje się go za męczennika. Czy można cierpieć mając takie życiowe credo – „Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał i uwolnił od wszelkiego ucisku.”