www.kartkazpodrozy.blog.onet.pl
Kartka z podróży – ścieżki camino…
25 lip
Czy państwo może osaczyć człowieka? Czy może pełnić taką rolę jaką pełni psychopata w horrorze albo filmie kryminalnym? Czy można państwo obsadzić w takiej roli? Chyba tak, bo często czujemy liźnięcie leku przed bezosobowym państwem. Dwa lata temu napisałem mini powieść o osaczaniu, łamaniu człowieka przez państwo. Na kanwie historii, które mi opowiadano i własnych doświadczeń starałem się zmierzyć z tym poczuciem bezradności i lęku, które wzbudza bezkarna, nieograniczona władza. Zapłaciłem za ten tekst o strachu, prowokacji i zdradzie depresją – pewnie dlatego nigdy go już później nie poprawiałem ani nie uzupełniałem. Po prostu bałem się znów w nim zanurzyć. Dziś kilka fragmentów z tej powieści.
„ …Wracał do domu zmagając się z przeszywającym wiatrem, który przyniosła ze sobą odwilż. Zamyślony nie zwrócił uwagi na zaparkowany na poboczu, nieznany samochód. Nagle błysk, krótkie mrugnięcie reflektorów jak perskie oko puszczone w kierunku ciemnego lasu. Po chwili odpowiedź spod ściany niewidocznych drzew. Zalśniły z daleka światła drugiego, stojącego w mroku samochodu. To był tylko moment, krótka chwila po której droga znów zatonęła w ciemności. Ale ten krótki błysk był znakiem, że go znaleźli. Mrugnęli – byli, czekali. Przywitali go. Kpiąco błyskając rzucili – Cześć, Witaj, Jesteśmy… . Znaleźliśmy cię, wkrótce się znów zobaczymy….”
( … )
„ …Wstał i trzęsąc się z zimna wypatrywał samochodów stojących przy drodze. Wokół pusto, psy spały spokojnie. Może nocne mruganie świateł to tylko złudzenie pijanego mózgu – pocieszał się patrząc na las. Może to żarty romansujących nocami dzieciaków? Chciał w to wierzyć, więc wyglądał raz po raz na uśpioną drogę, lecz cierń lęku wbity pod sercem ciągle kłuł niepokojąco….”
( … )
„ …Pomachał jej na pożegnanie, to był miły spacer. Zapomniał się na chwilę. Dopiero skrzynka z wystającymi ze szpary kopertami przypomniała mu o ostrożności. Zerknął na drogę – pusto. Zmęczone gonitwą psy jak zwykle przepychały się do furtki nie zwracając uwagi na to co się dookoła dzieje. Szkoda czasu na listy i wezwania, przecież i tak nie odpisze, nie pójdzie. Machinalnie przerzucił kolorowe koperty do kubła. Słomka tkwiła w drzwiach tam gdzie ją rano upchnął, więc spokojnie nacisnął klamkę….”
( … )
„ …Nadbiegły psy. Podekscytowane, skakały do rąk zwracając na siebie uwagę. Najwyraźniej chciały mu coś pokazać. Chwilę miotały się wokół ognia a potem pobiegły na łąkę, w kierunku sosen za którymi krył się płot oddzielający gospodarstwo od lasu. Przecisnął się przez drapiące, sosnowe gałęzie i ruszył w ślad za ujadaniem wzdłuż ogrodzenia. Za graniczną sosną siatkę rozcięto na całej wysokości. Napięte druty rozszerzyły szparę pozwalając swobodnie przecisnąć się na drugą stronę dorosłemu mężczyźnie. Ktoś zadał sobie wiele trudu – siatkę upleciono z twardych, stalowych drutów. Równe ślady cięcia wskazywały, że użył ciężkich nożyc. To nie cążki do obcinania paznokci – nie nosi się takich nożyc w kieszeniach marynarki. Ten kto pruł musiał się więc do włamania wcześniej przygotować, znaleźć to ukryte miejsce, wybrać narzędzie i rękawice, bo latem siatkę wysmarował gęstym, wżerającym się w skórę smarem grafitowym. Na ściółce ani śladu butów, ani przewróconego kamienia, złamanej gałązki. „Zrobili to dziś” – myślał. Pewnie spłoszył ich wracając wcześniej z lasu. A może na razie tylko rozpruli siatkę licząc, że tego nie zauważy? Może chcą wejść przez zniszczony płot nocą? Może nie pasuje im podjeżdżać nad ranem samochodami, tłuc w drzwi i budzić wrzaskami sąsiadów? Czy to zresztą ważne. Istotne było, że znalazł przejście, które z wysiłkiem wycięli i pokrzyżował im plany. Zamierzali to ukryć, lecz nic z tego nie wyszło. Z szopy przyniósł nożyce, kombinerki i ciężki kłąb drutu kolczastego. Potem, kalecząc palce, fastrygował siatkę kolczastym drutem. Zszywał ją jak pęknięte na dupie spodnie. Gdy spiął wszystkie oczka, przeciągnął drut na górny brzeg siatki i obwinął go kłującymi pętlami. Gdy skończył drutowanie, odszedł kilka kroków i ocenił robotę. „Pięknie” – pomyślał. „Zupełnie jak w koncentracyjnym obozie….”
( … )
„ …Szczeniak leżał lekko przysypany porannym śniegiem. Gdyby nie brązowe łaty nie odróżniałby się od czystej bieli pokrywającej jak wykrochmalona pościel śpiący jeszcze ogród. Obok niego przywarowała suka. Chyba była przy nim gdy zdychał, bo nie zauważył jej śladów na świeżym śniegu. Podniosła łeb i dotknęła zimnym, wilgotnym nosem jego palców. Pogłaskał ją, popatrzył w brązowe ślepia. Nie rozumiała co się stało. Nie mogła pojąć dlaczego ten biało-rudy podrostek, którego wyniańczyła i nauczyła jak przetrwać w lesie leży w bezruchu pachnąc śmiercią. Dlaczego nie biega jak każdego dnia obszczekując przejeżdżające ciężarówki? Miała puste oczy. „To dobrze” – pomyślał. „Przynajmniej ta śmierć jej nie męczy”. Klęknął przy psie, szczeniak miał zamglone ślepia. Sprawiał wrażenie, że patrzy gdzieś w dal, przed siebie. Jeszcze nie stężał i przelewał się przez ręce, gdy go podniósł. W kudłach osłaniających białe kły zastygły pęcherzyki białej piany. Nie wyglądało na to by, pies miał bolesny koniec, raczej zasnął odurzony mocną dawką narkotyku. Ktoś, trując go nocą, nie chciał by wył i rzęził konając. Ktoś nie chciał, by agonia psa go obudziła. Przytulił szczeniaka jakby był żywy, tak jak przytulał go bawiąc się z nim w trawie. Uścisnął go mocno na pożegnanie. Kundel był zbyt ufny. Jego matka ocalała, bo nie wierzyła obcym, nawet gdy starali się głaskać i przerzucać przez płot pachnące smakołyki. Przeżyła dlatego, że nie jadła z cudzej ręki.
Postanowił pochować go tam gdzie im było najlepiej. Wybrał miejsce na łące, przy ognisku. Pies tężał na mrozie zasypywany płatkami śniegu. Ostrożnie ułożył go na boku, pyskiem w kierunku drzew. Chciał by tego ranka, gdy kopał mu grób, pies mógł po raz ostatni spoglądać na las. Zlodowaciała ziemia nie poddawała się szpadlowi. Spocił się, zadyszał, znów rozbolała go stopa. Nadeszła rezygnacja odbierająca siły. „Co im pies zawinił, czemu go otruli …?” Beznadziejne pytania, na które odpowiedzi były oczywiste. Zaklął czując kurczące żołądek liźnięcie nienawiści. Bluznął z głębi serca. Znał ludzi, wiedział do jakiej podłości są zdolni, ale zabicie psa dotknęło go swym okrucieństwem. „Co innego wiedzieć” – myślał – „a co innego poczuć na własnej skórze”. Nie miał już sił by zmagać się ze zmarzliną, więc zebrał kilka obłamanych przez wiatr gałęzi i między rozgarniętym śniegiem rozpalił ogień. Później skulony czekał z przytuloną do nóg suką aż żar ogniska roztopi zlodowaciałą ziemię i pozwoli mu wykopać dół. Śnieg ciągle padał zasypując zamarzającego szczeniaka….”
( … )
„ …Huk podkutych butów, bluzg – jak świder pod zmrużone powieki wbiło się światło latarek. Zimne, wyłamujące zęby żelazo w ustach. Smak smaru i krwi. Zbudził się gdy wyłamywali drzwi. Kilka chwil wcześniej zatłukli sukę. Rozespana, półprzytomna z jazgotem rzuciła się ku przyczajonym przy ścianach domu ciemnym postaciom. Kopniak trafił ją wprost w wilgotny nos i ogłuszył nagłym błyskiem bólu. Potoczyła się pod orzech jak bezkształtny kłąb sierści. Tam, na zaspie dosięgła ją pałka. Raz, drugi, trzeci… , znieruchomiała z pyskiem w aureoli ciemnej krwi. To przespał – otworzył oczy dopiero gdy wyrwane z zawiasów drzwi głucho grzmotnęły o kamienną posadzkę. Potem już tylko stukot podkutych butów, błysk latarek i zimny dotyk stali wbijającej się w rozgorączkowaną twarz. I wrzask, niekończący się bluzg gdy zwalali go z łóżka na podłogę i skuwali wykręcone do tyłu ręce. To było jak tandetny sen, jak kryminalna fabuła puszczana ludziom do kolacji ku pokrzepieniu drżących ze strachu serc. To było jak codzienny telewizyjny spektakl, jak zdjęcia z pierwszych stron szmatławych gazet. Kątem oka patrzył jak miotają się po domu rozwalając meble, tratując wszystko co staje im na drodze. I ciągły bluzg, łomot butów, brzęk rozbijanego szkła. Czarno – czarne buty, czarne mundury, czarne kominiarki. Gdy sprawdzili już pokoje i przetrząsnęli kąty rozdzwoniły się telefony. Krótkie hasła, krótkie meldunki. Już po robocie – zrozumiał ze strzępów zdań – już spokojniej. Adrenalinę wiszącą w powietrzu wywiewało przez rozbite drzwi w mroźną noc. Teraz kamera, włączyli żarówki wzmacniając światło latarkami. Czuł, że go filmują: brudne stopy, kostkę owiniętą pożółkłym bandażem, oszczane gacie i rozgrzebane łóżko. Wyszło nie tak jak trzeba, więc kopniak w obrzmiałą nogę a gdy skulił się z bólu powtórka. Potem, gdy zdjęcia ich zadowoliły, rozkuli go, pozwolili się ubrać i masować do woli obolałe od kajdanek przeguby. A oni zsunęli z twarzy kominiarki, pokazali spocone twarze i zmęczeni, metr po metrze, rozwalać zaczęli mieszkanie. Niewiele gadali, to dla nich nie była pierwszyzna. Już nie budzili strachu, patrzył na nich jak na brygadę facetów nawykłych do codziennej, brudnej roboty. Patrzył jak się kręcą, słuchał głuchego stukotu spadających się z półek książek, trzasku odrywanych framug i desek. Nagle brzęk fiolek i buteleczek – to poleciała na podłogę zawartość szuflady z lekami. I nagły krzyk, wezwanie – coś znaleźli. Znów załomotały na podłodze ciężkie bojowe buty. A potem na powrót kamera filmująca coś rozłożonego na pokrytym ceratą stole. „O tym mi chciała powiedzieć, gdy wymykała się nocą do domu” – pomyślał. Tego się nie spodziewał. Poczuł lęk – sądził, że ona tylko donosi.
Za oknem już jasno, minęła trzecia godzina rewizji. Przez szybę obserwował martwego psa i myślał, że jest sam, że nikt już z nim nie pozostał. Ale gdzieś, w głębi duszy, tkwił w nim jeszcze nocny sen. Jeszcze grzały go strzępy obrazów piasku, fal i słońca. Myślał o śnie, odtwarzał go. Starał się zapamiętać nocną wizję, bo wiedział iż tylko ona pozwoli mu przeżyć nadchodzące, trudne miesiące. Mężczyźni kończyli swą pracę, zbierali broń, nasuwali na twarze wełniane, bandyckie czapeczki. Znów wykręcone do tyłu ręce i chłodny ucisk kajdanek. Gdy zgięli go w pół poczuł nagły ból ramion. Zwiotczał. Jeszcze kurtka na głowę i ślepy, nieporadny bieg po lodzie do stojącego za furtką samochodu z usłużnie otwartymi drzwiami. Powtórka – znów zdjęcia nie wyszły. A później jeszcze jedna. „Kurwa, kiepski ze mnie aktor” – myślał gdy wywlekali go po raz trzeci z domu….”
( … )
„ …Pusto, bezruch, wieś jak wymarła. Ludzie zamknięci, zabarykadowani w domach czekali aż konwój samochodów z przyciemnianymi szybami odjedzie pozostawiając po sobie mgiełkę sinych spalin snujących się nad ziemią w mroźnym powietrzu. Tylko czasem drgały w oknach firanki świadcząc o tym, że ktoś patrzy i zapamiętuje niespodziewaną wizytę ludzi z miasta Doświadczali kolejny raz dotyku państwa – tak przecież w historii już bywało i doświadczenia te uczyły ich nieufności. Stały spektakl, zmieniały się tylko samochody – najpierw wojskowe gaziki i ciężarówki, potem wołgi, polonezy a teraz wypasione zachodnie fury. A w zmieniających się markach samochodów przyjeżdżali wciąż tacy sami młodzi i silni faceci różniący się od siebie tylko mundurami – po wojnie wojskowo – zielonymi, później milicyjnie – niebieskimi a teraz policyjnie – czarnymi….”
Archiwum internetu pełne jest filmów z zatrzymań i rewizji. Większość bohaterów tych spektakularnych akcji sprzed kilku lat jest na wolności – sądy odrzuciły sfabrykowane przez państwo zarzuty. Nie ma sensu do tych historii wracać i przypominać ludzkiego upokorzenia. Więc dla ilustracji filmowej tekstu wciąż aktualna, państwowa reklamówka.
http://www.youtube.com/watch?v=_-KaOg5blmw&feature=related
118 Responses for "osaczenie"
Hirundo
sądzę ,że chłopaki również
cieszę się ,może uda mi się z Ciebie zrobić romantyczkę “sowy” i będziemy o tej samej godzinie szamać to samo
no burbonem nie pogardzę
Ałło
nie wiem jak Maleństwo to robi , ale zanim Kartek napisze post , ja dostaję od niej demoty . Czy ten lekarz jest potrzebny naszemu państwu
http://demotywatory.pl/1503167/Ten-rosyjski-hydraulik#comments
Nietoperzyco – do Sowy wybiorę się w środę lub w piątek – już mam chrapkę, a wiadomo, że oczekiwanie wzmaga apetyt. Nie jestem miłośniczką słodyczy, więc lubię prawdziwe smakołyki –
Kartko – dzisiejszy temat przytłacza – myślę, że głównie z tego powodu, że u nas siły porządkowe kojarzą się z opresyjnością, zamiast także z opiekuńczością. Jako osobie aspołecznej nie klei mi się dywagowanie na zadany temat. Spodziewam się raczej dryfu w stronę sugerowanego hedonizmu – choć pewności nie mam
Hirundo
zdecydowanie ja też dryfuje
Lui
jak na froncie Ty -ząb , pokonujesz przeciwnika ?!!
Nietoperzyco – TUbylcy pewnie grillują, świętują imieniny Krzysztofa, Jakuba, Anny i Grażyny – niektórzy wybrzydzają, że karp taki ościsty, inni wyjadają okruszki – dzień ma się ku końcowi – ale TU wszystko przed nami – TUbylcy przybędą syci, rozbawieni, “draśnięci” odrobiną “czegoś mocniejszego” – musimy nadrobić – Twoje zdrowie, Moja Droga Nietoperzyco –
Hirundo
zdrowie nieustające
Nietoperzyczko – widziałaś????
– skrzydlate są postępowe, gdy sobie przypomną
Nietoperzyco – możemy dać jazzu, póki chata wolna
podoba mi się wstęp do luzu –
Dawaj, kochana, te gołąbki, ja wystawiam frankfurterki, sałatkę z pomidorów i papryki, oliwki, fetę, mozarellę i pieczarki faszerowane – zanim rozstawimy – przepijam do Ciebie pastisem z wodą – na apetyt – zdrowie
Hirundo
http://www.youtube.com/watch?v=I-W5ND6wj_A
Nietoperzyco – no i jak –
może powtórzymy “zastrzyk” dobrego humoru
http://www.youtube.com/watch?v=RzOcFtg4IxE&feature=related
Witajcie
No, już po kolacji. Dziś młoda fasolka z własnych upraw. Sporo jej zjadłem, więc pies dostał ekstra mój przydział parówki. Ale mimo, że się napchałem zielonym obawiam się, że wkrótce będę głodny.
Jeszcze tylko uwaga do tekstu. Nie jest to kartka publicystyczna o złych gliniarzach. Kilka politycznych napomknięć w tekście i ilustracja filmowa miały tylko przybliżyć Czytelnikom do polskich realiów sprzed kilku lat bardziej uniwersalny problem. Chodziło tylko o to czy można napisać historię kryminalną czy horror w którym w roli psychopaty osaczającego bohatera występuje państwo – jego umundurowani czy cywilni urzednicy. W klasycznych historiach tego typu prześladują bohaterów psychopaci – indywidualnie lub grupowo (np gang motocyklowy). Państwo zwykle jest tym dobrym, aniołem zbawcą, ktory ochrania w finale osaczonego bohatera i wymierza sprawiedliwość złu.
Mnie chodziło o odwrócenie ról i schematu. Prześladuje i osacza panstwo, nikt nie wymierza sprawiedliwości a wszyscy dookoła udają, że nic nie widzą bo się boją. Jasne, że to nie jest krzepiąca historia ale chociaż prawdziwa – moim zdaniem.
Oczywiście zamiast policji mogą być komornicy, pracownicy socjalni, lekarze z publicznego szpitala albo np nauczyciele. Chodziło mi tylko o to, że powinna to być grupa bezkarna czyli owo symboliczne panstwo.
Kłaniam się
Józef K.
Karto
dobry i wesoły wg Maleństwa to może być Myron Bolitar Cobena
Witaj Torlinie
No wlaśnie. Czy trzeba być Żydem wyrwanym z diaspory, wychowywanym wśród Niemców i żyjącym w czeskiej Pradze, by tak świat ( jasno) wokół siebie widzieć?
Przeczytałem gdy wróciłem z ryb. To już było jakiś czas temu – tak myślę, władza deprawuje i nie każdy powinien mieć jakąkolwiek władzę, bo nie każdy się do tego nadaje. Z drugiej strony jakaś ta władza powinna być. A u nas przysłowia: pies psa nie ugryzie, kruk krukowi oka nie wykole, kurwa kurwie łba nie urwie, ręka rękę myje – prokurator, kurwa i złodziej jedno jest… Wszyscy to widzą, wszystkich to irytuje, wszyscy się odwracają a gdy sami zostają władzą, są tacy sami – ci co by nie byli, władza zostać nie chcą – jakąkolwiek.
A ryby nie brały – trzy godziny podstawiania robaka pod pyski i nic! Właściciel karmił w piątek, to się obżarły na grubo, potem przyszło ochłodzenie i teraz tego co zjadły nie trawią – muszą się przestawić na inne warunki – trudno wyskoczymy w środku tygodnia
Komentarz wyjasniajacy intencje dzisiejszej kartki nie mial na celu moderowania dyskusji na dowód czego przesyłam muzykę
http://www.youtube.com/watch?v=pDrFOu2nvZs&feature=related
Dyszczu
coś się ta opowieśc nie klei , zjadłeś sam rybke , po cichu , przed przyjaciółmi
Rybkę lubię ponad wszystko, ale aż taki wredny to nie jestem, żeby się nie podzielić – innym razem – może wreszcie mój czas i ochota do jedzenia rybek zbiegnie się z czasem i ochotą rybek do jedzenia robaczków
Kartku
przeczytałam post , niestety Niunia też i jest wstrząśnieta , mówi ,że wiecej do Ciebie nie zajrzy .Horrory możesz sobe pisać , ale psy zostaw w spokoju , skup sie na ludziach
Dyszczu
czy Ty zauważyłes jak zastawiła stól Hirunda
No dobra, wyciągam wiadro ogórków i anyżówkę
Oczywiście też tłustą czosnkową i chudą jałowcową
Z ryb to chyba tylko zabłąkany w butli na wodę kiełż ze źródła, ale to skorupiak, to nie wiem do czego go zaliczyć – owoc zdrojowy?
)
Kartek zapodał niezły horror, ale wcale za dużo nie przesadził. Kiedyś mieliśmy wizytę policjantów, na których nasza suka zawarczała, bo nie podobało się jej, że traktują domowników apodyktycznie. Usłyszałem że mam natychmiast uspokoić psa – psa trzymałem za obroże i zapytałem panów jakim prawem wchodząc zaproszeni do cudzego mieszkania śmią takim tonem mówić i to w dodatku bez powodu? Na to pan policjant powiedział, żebym się nie mądrzył bo mi psa ZASTRZELI a ja żebym z nim wyszedł na korytarz, to on mi pokaże co ja sobie mogę! Powiedzmy sobie szczerze – dobry był człowiek, bo mógł tą sukę zastrzelić, mnie na glebę, żonę w pysk a dzieci do policyjnej izby dziecka, gdzie by je wydupczył jakiś zboczony kolega policjanta nie bacząc na protesty niejakiego Palikota, bo ten niegodny jest z racji machania kutasem i pistoletem z plastiku.
Dyszczu
nieżle brzmi , anyżówka również .Czy te policjanty to …..
owoc zdrojowy
http://www.youtube.com/watch?v=dSknwg1FXeM
Dyszczu, to ty pędzisz też anyzówkę? Kiedyś się spiłem anyżówką. Tyle dobrego, że chuch ze dwa dni miałem niezwykle świeży.
A historia z suką dobra. Też miałem sukę, ktora podobnie na mundurowych reagowała. Nawet na listonoszy.
Powiedzmy, że MAM anyżówkę
Nietoperzyco
Hirunda gdzieś zniknęła ale stół został. To można jeść? Bo po fasolce już głodny jestem a frankfurterki kusza. I nie wiem czy wypada tak sięgać bez niej.
Witam
Dopiero siadłam do kompa.
Nietoperzyco, Michel Buble – zdecydowanie tak.
Ale straszna ta dzisiejsza kartka.
Przygnębiająca.
Kartko – napisałeś tekst bardzo przekonujący, bo szybko weszłam w sytuację bohatera. Obrazowy opis śmierci szczeniaka, “cerowania” płotu – i zupełna samotność bohatera oddziałują na wyobraźnię – to dowód na Twoje umiejętności.
Wydaje mi się, że państwo ma wszelkie instrumenty osaczenia obywatela – nie tylko poprzez służby porządkowe. Wymienieni przez Ciebie we wpisie komornicy, lekarze, nauczyciele często nieświadomie są źródłem niezasłużonych stresów, jakie serwują ludziom. W naszym kraju opresyjność tkwi już w pozornie neutralnym języku urzędowym. Kreuje on obywatela jako przedmiot a nie podmiot. Jest to rażąca pozostałość z PRL-u, którą tak trudno jest dostrzec. Jest powielana jako “wzór pisma” i dlatego ta gangrena toczy nas dalej i nieustająco. Często urzędnik uśmiecha się jako człowiek, ale pismo, które redaguje, nie wskazuje na życzliwość. Nam nie przeszkadza bezosobowość i nakazowość, ponieważ jako obywatele nie zaznaliśmy niczego lepszego, a nasi dziadkowie już odeszli. Oni dla władzy przez krótki okres XX-lecia międzywojennego byli “Szanownymi Panami”, których urzędnicy przepraszali i dziękowali za poświęconą uwagę – tak było i tak powinno znowu być. A nie jest, bośmy przywykli
… Miałam przymusową przerwę techniczną – odcięcie od netu. Ciekawa jestem, w którą stronę poszła dyskusja…
Witaj Alla
To tylko kartka – nie ma się co przejmować. Kartki są różne, więc czasem muszą być straszne. Ale w tej historii, ktorej fragmenty dziś podalem są też miłe sceny – np milosne. Choć nie ukrywam, że po to pisalem te miłe sceny, by w efekcie było jeszcze straszniej. Opublikuje kiedyś fragment tych miłych.
Tez chciałam podpisać – Józef K. – bo wyraźnie sie TU uzasadnia jego obecnośc dzisiaj .
Zaraz wrócę – bo mnie wkurzenie Dyszcza kręci – wyrażasz nasze i psie uczucia niemal tak wyraziście jak Kartka –
Na stół dostawiam flachę bourbona – to nie była obiecanka cacanka
Wrócę – tylko podkarmie Pożeracza, który sie znekał gmeraniem w kompie, net mi odcinając –
Wam doniosłam sere camemberek i jajka, które można z majonezem wcinać
Kartku
wypada siegać , wypada a i Hirunda sie odnalazła
Dyszczu
wystarczy Twoje zapewnienie ,ze MASZ
Hirundo
zaproś Pożeracza do stołu , a nie podkarmiaj go z boku , aha dajesz mu rarytaski na przekupienie
Ałło
http://www.youtube.com/watch?v=Aln-zOWc9mg&feature=related
Kartko,
Czyli to tak jak w życiu – wszystkie kolory tęczy. Z tym, że tym razem więcej tych zimnych.
Hirundo, dzięki za uwagi. Tekst, jak pisalem wiele mnie kosztował. Gdy zbliżałem się do finału zacząłem się bać. Wydawało mi się, że to wszystko za chwilę mi się przytrafi. Gdy doszedłem do momentu aresztowania zdołowałem kompletnie. Bałem się skończyć bo wydawało mi się, że facet powinien się powiesić. I co wtedy ze mną? Po kilku tygodniach deprechy nagle genialna myśl – napiszę epilog. I to załatwiło sprawę, bo moglem pominąć wszystko co działo się po aresztowaniu, w więzieniu i zakończyć historię w dowolnym momencie czymś pozytywnym. W kilka godzin machnąłem epilog i depresję szlag trafił. Wypuściłem go z pudła i wyjechał z kraju. Ten właśnie fragment postawił mnie na nogi – “Gdy przeszedł niestrzeżoną już drogę do Czech, gdy przekroczył bramę z pomalowanych olejną farbą rur dzielącą niegdyś karkonoską przełęcz, obrócił się za siebie i poczuł jak spada mu z pleców ciężar – w końcu poczuł się wolny. Popatrzył na kilka metrów asfaltu dzielące go od kraju i splunął gęstą śliną. Pogardliwe splunięcie dławiącym w gardle ciężarem, pozbycie się go, rozmazanie czubkiem buta po rozciekającej się słońcu smole było symbolicznym końcem jego złudzeń, że spokojnie umrze tam, gdzie się urodził. Później przez wiele miesięcy włóczył się po Albanii, Serbii i Bośni Czuł się tam jak w domu, jak u siebie ale równocześnie był bezpieczny bo obcy. Szedł, rozmawiał z ludźmi, patrzył i rozumiał. Znalazł to czego oczekiwał – zdziczałe sady, zapomniane mogiły pomordowanych ludzi , rozbite pociskami ruiny domów i obłąkane kobiety w czarnych, żałobnych chustach. Czuł unoszącą się w powietrzu, stężoną jak gaz nienawiść – podobną do tej, której doświadczał w kraju. Ale nie budziła już jego obaw. Zza szyb barów i knajp patrzył na tętniące emocjami ulice tak jak patrzy się na obrazy przemykające po ekranie telewizora – obojętnie, czasem ciekawie lecz najczęściej z rozczarowującą nudą, którą dają życiowe doświadczenia. Odnalazł wszystko czego szukał, co niegdyś go fascynowało. Nie znalazł tylko plaży wyśnionej nocą – przed aresztowaniem. Francuska hippiska z którą palił hasz i dzielił łóżko w podłym sarajewskim hotelu powiedziała mu, gdy zwierzył się jej ze swej dawnej, nocnej wizji, że plaża ta otacza wyspy u wybrzeży Indii. Po tygodniu spakował więc plecak i ruszył na wschód szlakiem swego snu. Ostatnią widokówkę wysłał do kraju jesienią. Nadał ją w rozgorączkowanym nienawiścią Pakistanie.”
Ale zakończenie!
Podoba mi się.
Chociaż to jedynie zmiana scenerii, a nienawiść się plącze i pełza, ale on przynajmniej czegoś szuka. Ciekawe, czy dotrze do tej plaży.
Nietoperzyco
Te moje dzisiejsze wyjasnienia są po części odpowiedzią (może wytłumaczeniem) na twoje wczorajsze zachęty, bym siadał i pisal. Jak widzisz czasem nie można, bo to cholernie wciągające i wyczerpujące emocjonalnie zajęcie. Pewnie dlatego jestem samotnym facetem – żadna kobieta o zdrowych zmyslach by ze mną – gdy piszę – nie wytrzymała.
Kartku
ten fragmencik niezły , trzeba było od niego zacząć , a nie nas straszyć .Nawet Dyszczo konspiracyjnie zaczął sie odzywać
Alla
To jest właśnie jeden z moich rozpapranych jeszcze projektów o których wczoraj pisałem.
No to dałeś epilog – jak Żyd Wieczny Tułacz, tylko za co? Za skalanie Władzy?
Ałło
no wlasnie czy dotrze do plaży
http://demotywatory.pl/1828156/Slonce-piasek-woda#comments
Dyszczu
Gdybym Ci opowiedzial całą intryge to co bym w kartkach zamieszczał? Fragmenty owszem ale intrygi nie ujawnię. Tylko bardzo ogólnie – facet po prostu miał nieszczęście ćwiec wieku wcześniej znaleźć się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze i jak to się mówi w policyjnym slangu “posiadł pewną wiedzę”. Minęło 25 lat i stala się ona bardzo cenna, więc się ukrywal. A finałem ukrywania były sceny z dzisiejszej kartki.
Netopko, Dyszczo ma konspirę we krwi
Mam znajomego redaktora – pisze redaktora, bo to prawdziwy redaktor – jeden z nielicznych jacy jeszcze żyją. Tenże przeżył Syberię, Andersa, Palestynę i wrócił po wojnie do kraju, gdzie różnie bywało, ale wiem, ze był mocno zaangażowany w podziemną działalność wydawniczą, ale nigdy się do tego nie przyznawał – jednocześnie pracował w oficjalnym wydawnictwie. O tej podziemnej nikomu nic dalej nie mówi – pełna konspira nadal
Kartku
Żona Kinga pisze , Cobena jest lekarzem .Wspomniany Kafka miał muzy .Dasz radę
a jak nie to pomysl sobie jak wytrzymałbyś ze mną , pobudka czwrta rano , praca do nieraz czwartej rano , brak słowa nie , żadnych wymówek a w zamian tylko dobre jedzenie i co widze po Twoich oczach ,ze dasz radę i wytrzymasz i Ty i ONA
czemu by nie wytrzymała , wielu pisarzy ma zony , muzy .Czemu uważasz ,ze Ty nie dał byś rady
Dyszczu
skoro konspiracje masz we krwi , to może ten tekst o rybce co była nażarta to był gryps i oznaczał : skoro świt o pólnocy rybka bedzie podana
grunt to cierpliwośc , poczekam
http://demotywatory.pl/1915963/Cierpliwosc-i-determinacja#comments
Pożeraczu
oddaj Hirundę
Kartko – piszesz, że Ci się światy skręciły: fikcja i real. Troche podobnie miałam po lekturze “Pierwszego kręgu” Sołżenicyna. Czytałam w okolicach 13 grudnia. Każde pukanie do drzwi wyzwalało we mnie paraliżujący lęk, że idą po mnie.
Dzisiaj reagujemy emocjonalnie na kartkę (hedonizm przegrał????) – wydaje mi się, że każdy podkłada desygnat własnych doświadczeń.
Z epilogu moją uwagę zwróciła nienawiść doznawana na południu – nienawiść bałkańska jest krzepka i intensywna. Czułam ją jako dzieciak już podczas pierwszego wyjazdu do Jugosławii – odbierałam ją przez skórę, bo przecież niewiele wiedziałam o historii tej ziemi. Niby wszystko było ok, a pod spodem taka niepokojąca czujność…
No dobra, mam w lodówce węgorza – gotowy do smażenia, niech stracę
Ałło
czy juz za pózno ??
http://www.youtube.com/watch?v=2DSrJXQV9Og&feature=related
Witam i o formę pytam
Nie wiem czy wiecie, ale dziś mamy święto św. Jakuba Apostoła – myślę, że dobry pretekst na fiestę imieninową
Buen Camino
Dyszczu
Tak na marginesie slyszałam ,że wegorz to włóczęga i wedrownik czyli coś masz z niego albo on z Ciebie
węgorz w piwie podobno dobry , a obok piwa
Hirundo
Pożeracz musi być “aniołem” skoro tylko “poprosiłam ” a juz wróciłas
Nietoperzyczko – pisarstwo to walka – napisałam cały wpis i mi… pożarło (ale mój ci niewinien – On już zapracowany). Coś się dzisiaj guzdrzę i więcej mnie nie ma im bardziej za mną zaglądacie – ale miło widzieć, jak wtykacie łepki i mnie wołacie – cmok cmok
Wiecie co? – ostatnio zajmuję się raczej niejedzeniem, bo mi trochę zanadto “dojadło” – tymczasem po “zastawieniu” stołu dla WAS zrobiłam się głodna jak wilk. Na drugi raz przychodzę “na krzywy ryj” – choć “ryj” brzmi okropnie – przyjdę więc na krzywca
Nietoperzyco, miewam inspirujace muzy na etapie koncepcyjnym. Potem to już samotna orka – święta by ze mną nie wytrzymała. Stęzenie dymu papierosowego w pomieszczeniu pisarskim zabija życie. Piszę, śpię, piszę, śpię czasem się napiję i znów pisze. Jak mi się coś przyśni to wstaję i zapisuje. Potem czytam to na glos. No a zazdrość o bohaterki, które sypiają z bohaterem? A dekadenckie sceny czasem podlego seksu? Albo ziele potrzebne do scen wizyjnych? Mam swoje doświadczenia Nietoperzyco – najlepiej to robić samemu.
GPS
brak pretekstu też
każdy pretekst jest dobry
Kartku
bom sie zgubiła ….;)
co samemu robić
GPS
Wczoraj na blogu podłączyłem tv galicja i była transmisja wprost z Santiago – najpierw koncert a potem światło i dźwięk na tle katedry. bengale strzelały na całego. O północy zakończyła się fiesta dzwonieniem w katedralne dzwony.
tak więc o roku świętym i Jakubie nie zapomniałem.
Dyszczo – wykończysz mnie tą fatamorganą – węgorz (dobrze mu oczyść strunę grzbietową – przygotowałam się na cios za takie głupie rady (!) ale lepiej oberwać leciutko, niż narazić zdrowie Przyjaciela). Jako młody wędkarka pływałam za szczupakami i karpiami. Węgorze kupowaliśmy od lokalnych wędkarzy – Dyszczo – skojarzenia smakowe zaburzą mi dzisiejszy sen !!!!!!!!!!!!! Do tego węgorza mam tylko sucha bułę – a wiesz przecież, że nie jem pieczywa !!!
Ale dla chcących popatrzeć co ciekawego w Galicji i Santiago wklejam link ponownie
http://www.crtvg.es/reproductor/inicio.asp?canal=tele&arquivo=0
Ja tego węgorza nie łowiłem, ja go DOSTAŁEM!
A jak próbowałem łowić, to mi skubany wlazł pod kamienie i tyle go widziałem
Fakt Kartku, nawet zajrzałem na tv Galicja ale już była za późno, a powtórek nie było
Dobre wino i sałatkę pod tortillę można by wchłonąć
Nietoperzyco
Nie to co masz na myśli. To jednak lepiej razem.
Hirundo
bułę i burbon , no chyba za już dno ….:oops:
Za mną chodzi tradycyjna ensalada mixta – pomidor, ogórek, salata, cebula, jajo na twardo, oliwki. Do tego oliwa, ocet winny i tunczyk na wierzch. Proste a dobre. I dzbanek wina z beki
Kartko – według Twoich kryteriów jestem taką świętą. – moja praktyczna rada: chodź na spacery, gdy jesteś w ferworze pisania. Sam wiesz dlaczego…
Tv Galicja ogladałam także dzisiaj po południu – władze miasta i kościelne z satysfakcja mówiły o camino, a potem straciłam net. To co widziałam budziło mój podziw, bo były przebitki na Galicję – ależ piekna kraina. Zbieram się do narady w sprawie camino…
Noo… ale zamias ryby dałbym jakąś szyneczkę z czarnej świnki..
Kartku
wiadomo , lepiej we dwoje się tańczy , sprzecza , rozmawia , pałaszuje wegorza .Coś jeszcze miałes na mysli…… oprócz tego ziela
Zaparzyłem herbatkę w wielkim termosie – popijamy ją we dwoje z żonką. Na szafce w kącie kuchni stoi ogromny samowar na węgiel – może by go wreszcie kiedyś użyć?
Dyszczo – jakbyś mi do podarował, to także mogłabym zastosować czas przeszły dokonany: DOSTAŁAM. A tak to lipa… Pozostały mi jedynie wspomnienia: gdy byłam całkiem mała, Dziadek dostawał (?) szczupaki i węgorze, które jego znajomy łowił we własnym jeziorze. Na te żywce miał Dziadek skrzynkę i tam przez krótki czas do sprawienia leżały – kiedyś Babcia nieopacznie “wraziła” rękę, gdzie nie potrza i Ją szczupak bardzo boleśnie użarł. Ryby słodkowodne to stałe menu mojego dzieciństwa, włącznie z trociami i łososiami z Pomorza – mniam… bułą tego apetytu nie opędzę. Przypomniało mi sie także, że w moim pokoju ozdobą była własnoręcznie wypreparowana “paszczęka” szczupaka – niemała
Pewnie, że użyj Dyszczu – tylko nie próbuj gotować wody w samowarze przy pomocy węgla – to trochę potrwa
Nawet nie próbuję Ci dorównać – ze mnie wędkarz okazyjny i największe ryby to te co ich nie złowiłem
To może potańczymy
http://www.youtube.com/watch?v=_3aeUYFwyPg
GPS – do czarnych świnek obawiam się mieć stosunek uczuciowy – one są takie piękne – pewnie także po świńsku mądre – ich nie zjemy, dobra??? –
GPS-ie, tak się zastanawiałem, czy wlewać tam wrzątek, czy zimna wodę, bo on stoi kompletnie nieużywany – znajomy wyprzedawał kolekcję, mi podarował jeden, drugi się nie liczy, bo na prąd
Dyszczu
herbata z samowara , do tego na spodku konfitury
http://www.youtube.com/watch?v=asKVl4cg7kw
Dyszczo – ze mnie już też tylko okazyjny. Wymyśliłam środek zaradczy: jutro “ukoję się” pstrągiem pieczonym w folii – pychota
Samowaru nie mam, ale daruję pyszne konfitury i miniaturowe miseczki z początku ubiegłego stulecia do tychże – smacznego dla Pani Dyszczowej
Kartku
jesli już zatańczyc , to wolę to
http://www.youtube.com/watch?v=OyVjdQXNs9s
Jakoś oczy mi i się zamykają. Dobranoc, do jutra.
Kartko – takiej szczerości jak u kapeli z Filipowa czasem mi brakuje – tańczymy, a co!!!!
Hirundo
obie te konfitury serwowałysmy
Hirundo – nawet mrówki i bakterie są po swojemu mądre. Dziś z okazji święta możemy świnek nie zjeść, ale co będzie jutro – cóż lubię szynkę a rybek jeść nie powinienem.
Aleś Kartku imprezę taneczną wynalazł. Jeśli tekst byłby lepiej wyartykułowany, to może i rubaszny by się okazał
To może Aleks nas porwie?
http://www.youtube.com/watch?v=upfjd2REXcw
GPS – ale świnki mądrzejsze według ustalonej ad hoc hierarchii. Dobrze, zjedz tę świnkę dla zdrowia – dostajesz ode mnie chrzan z żółtkiem – mam nadzieję, że przyswajasz takie ostre frykasy
Karteczko – nie mówiłeś nigdy, że Cię kręci karaoke
Kartku – twoje propozycje wokalne do transu mogą doprowadzić – zaczynam rozumieć pewne zjawiska społeczne
hirundo – ostro może być nie tylko do szynki ze świnki
– dziękuję. A dla ciebie sos czosnkowy do rybki – może być ?
MOI MILI – raźnym krokiem wskakuję w pielesze – jutro skoro świt czas zarabiać na tego pstrąga i na folię do niego:
http://www.youtube.com/watch?v=hgpOdxuOKLI&feature=relatedhttp://www.youtube.com/watch?v=wwiPPJml7WM&feature=related
D:)O:)B:)R:)A:)N:)O:0C
Tak mi się z karaoke skojarzyło – Młoda Dyszczówna z sobie podobnymi radośnie chadzała do knajp z karaoke. Okazało się, że ta banda żerowała na knajpiarzach, bo ci stawiali piwo tym co najlepiej się prezentowali w roli wykonawców – cały wydział wokalny szkoły muzycznej tak się zabawiał. Knajpę zmieniali, gdy knajpiarz się orientował, że to prawie zawodowcy
Kartku – tak banalnie, a na temat dzisiejszej kartki – proponuję lekturę “Upiora” Leonarda…
( banalnie – bo państwo hitlerowskie w tej roli to temat ograny ).
Pozdrawiam.
GPS – juz i ta folia będzie strawniejszą z sosem czosnkowym – jasne, że z wdzięcznością przyjmuję
Zgadzam się z Tobą, że Kartka transowo dzisiaj zapuścił, ale to dobre czasami jest na krążenie. Teraz postaram się nadrobić uśmieszków
d
o
b
r
a
n
o
c
Do jutra – które już wskoczyło na zegar (!)
Dobranoc Hirundo, dobranoc Allu – słodkich snów wam życzę i miłego ranka
Witaj Tetryku56
Dzięki za podpowiedź. Poszukam w bibliotece
Pozdrawiam
Ja też już dobranoc
Dobranoc Dyszczu, u mnie znowu leje i to solidnie. No ale choć chłodno.
Na dobranoc jeszcze taka melodyjka
http://www.youtube.com/watch?v=mf0LThouxJg
To tak jak u nas – trzeba wyjść na góreckę z komuórecką, żeby wysłać, hej esemesa
U nas też popaduje i prognozy obiecują jeszcze jutro, z prawdopodobieństwem ok. 100%
Chłopaki – mnie TU juz nie ma, ale znajdkę z prognozą na przyszły weekend zostawiam pod dobra opieką:
http://www.youtube.com/watch?v=75rEe8HDfx4&feature=related
No tak nie wiadomo co powiedzieć dobranoc czy dzień dobry .Zatem najpierw dobranoc a potem zaraz dzień dobry .Oby był dobry .
Dyszczu
to moze ta herbatka z samowara razem z rybka , kiedy to miało być , aha w srodę , zgłosze się o stosownej porze
Młoda wykazała się przedsiebiorczością
Hirundo
dziś transfuzja u mnie ózniej zdrzemnę sie ociupinke i przyfrune
Zapowiada się jesienny dzień
Poruszyłeś bardzo ciekawy temat, życie na pograniczu kultur, może być to wzniosłe i powodujące rozkwit, może się też to zamienić w koszmar na jawie. Biegnę do pracy, dlatego tak krótko.
Pzdr.
Czy gdzieś jest słonko ??
Dzień dobry – start z opóźnieniem, bo się zaczytałam. U mnie pochmurnawo, ale kojąco po upałach. Dobrego dnia, po filiżance “tęgiej” kawy.
“Pan Bóg pomalował niebo na niebiesko, żeby człowiek miał ochotę do życia” – R. Gomez de la Serna
Hirundo
widocznie zabrakło mu niebieskiej farby , bo u mnie szaro
Dzień doberek nietoperek & all (jak anglosasi lubią skracać)
Spieszę donieść, że słonko u mnie wygląda zza cirrusów. Ciekawa mieszanka swoją drogą
Miłego dnia w Drodze.
Dzień dobry,
Miłego dnia dla Wszystkich
(a ja jak mantrę powtarzam – kawy, kawy, kawy, całego morza kawy, to może się obudzę
http://x.garnek.pl/ga5702/62e6436f7fb6a9a1646652a3/poranna_pachnaca_kawa_cypryjska.jpg
Hirundo,
Piękny ten cytat.
Patrzę na błękitne niebo, czekam, aż wiatr rozgoni chmurki, a słońce wyzłoci liście drzew.
Nietoperzyco,
Może ta piosenka rozgoni szarości na nieibe.
http://www.youtube.com/watch?v=f3tROimHbuo
Witanko z nad transfuzji!
Cudownie mokro i ciemno!
Ałlo
niebieskiego nieba , cudnego usmiechu i do boju.Wiesz ,właśnie wczoraj Maleństwo w rozmowie o J.Cullumie wspomniała o Everlasting Love , czy Wy macie jakiś kanał teleinformatyczny , o którym ja nie wiem
Dyszczu
zatem odrobinkę słonka życzę
Na razie mżawka
Nietoperzyco,
Nie ukrywam, że zaskakuje mnie i zachwyca, że Twoje Maleństwo nadaje na tych samych falach.
Myślę, że jako Nietoperzyca opracujesz jakąś teorię o zderzających się wśród obłoków pozytywnych wibracjach i ciepłych myślach.
Ałło

ja nietoperz , mnie echolokacja naprowadza na “obiekty” o pozytywnych wibracjach i ciepłych myślach
.Zresztą o takie “obiekty”w “mgławicy”Kartka nie trudno , wszak Wszystkie posiadają takie cechy
Ale Maleństwo mówi ,że ona nie nietoperz , wiec chyba będę ją musiała rozpracować .Czy ona ma coś wspólnego z bozon Higgsa
Hirundo
gdzie poderwałaś “skrzydła” czas na kawę .Koniecznie musimy ustalić co będziemy szamać z “szafy sowy ” bym stosowny zakup dokonała a potem dziubki ( paszcze ) się bedą
Nietoperko – a może tak zamiast do sowiego gniazda do Staropolskiej należy zafrunąć?
B.C.
GPS
sowie gniazdo jak dla mnie to Maybach , a Staropolska to co najwyzej Fiat ,żeby tak uzyć porównań blizszych mężczyznom
Witajcie – zanim pójdę na kije, zaaplikuję sobie nową transfuzję. Dzień “barowy” w nastroju upomina się o swoje.
Nietoperzyco – Maybach przekonał mnie w 100%. Chętnie posłucham Twoich sugestii, bo w sowich słodkościach jestem zupełnie zielona – choć to nie uwłacza, gdy wspomnieć szacowne wydawnictwo “Zielona sowa” – do środy niedaleko – obmyśl swoją listę preferencyjną, a ja wybiorę z tego małe co nieco – wychylam Twoje zdrowie łykiem aromatycznej kawy –
Allo – cieszę się, że niebieski nie zawiódł – pozdrawiam
Hirundo
pospaceruje z Tobą
Dobry wieczór
Witam w chlodne popołudnie. Dzięki za miłą dyskusję, którą podsłuchiwalem ze swej samotni – dzięki też za muzykę. Sympatycznie jest patrzeć jak się krzątacie od rana. Kartka już wklejona więc zapraszam na wyższy etaż
Zostaw odpowiedź