www.kartkazpodrozy.blog.onet.pl
Kartka z podróży – ścieżki camino…
24 lip
Przyjemnie nasycony gulaszem z cukinii, papryki, pomidorów oraz ścinków kiełbas i boczków pozostałych po remanencie w lodowce poświęcę dziś kartkę kilku refleksjom o hiszpańskiej kuchni i polityce.
Socjalistyczny rząd Hiszpanii José Luisa Rodrígueza Zapatero, wyrastającego w Polsce na „czarnego luda” europejskiej polityki, oprócz skutecznego zmagania się z kryzysem gospodarczym, deficytem budżetowym i separatystycznymi politykami prowadzi również wiele skutecznych programów społecznych. Nie dość, że dba o prawa kobiet, mniejszości seksualnych i emigrantów, przeciwdziała biedzie i nędzy to na dokładkę stara się poprawić stan zdrowia obywateli. I to nie tylko utrzymując wysoki poziom publicznej służby zdrowia, ale również prowadząc społeczne programy prozdrowotne. Jak wyczytałem tamtejsze ministerstwo zdrowia postanowiło walczyć z nadwagą dzieci i młodzieży. Aby zrealizować ten cel od najbliższego roku szkolnego w hiszpańskich szkołach wprowadzono zakaz sprzedaży niezdrowej żywności, w tym coca-coli i sztucznie barwionych słodyczy. Tak więc od września ze szkolnych sklepików i barów znikną napoje gazowane, pizze czy nadziewane kremem ciastka. Zastąpią je naturalne soki, mleko, woda, owoce i kanapki. Rząd zdecydował o pozostawieniu na korytarzach szkolnych automatów z żywnością, pod jednym warunkiem – nie mogą być w nich sprzedawane produkty tuczące. Do nowych norm odżywiania będą musiały dostosować się również szkolne stołówki. Zdaniem ministerstwa, wprowadzenie zakazu jest najlepszą formą zmiany nawyków żywieniowych dzieci. Mimo że hiszpańska dieta jest uważana za jedną z najzdrowszych na świecie, co piąty dziesięciolatek ma nadwagę. Przyznam, że po przeczytaniu informacji poczułem wewnętrzny dysonans. Z jednej strona mój wolnościowy, liberalny pierwiastek krzyknął donośnie – „nic nie zakazywać!”. Ale z drugiej rozsądek podpowiedział, że José Luis Rodríguez Zapatero ma rację, bo otyłe, papuśne dzieci stają się problemem społecznym. Nie trzeba wiele wyobraźni, by przełożyć ich dziecięcą nadwagę na pożałowania godny stan zdrowia dojrzałych za kilka lat dorosłych. Skoro rodzice są bezradni wobec niezdrowych nawyków żywieniowych swoich dzieci to państwo powinno im w wychowaniu pociech pomóc.
Otyłe dzieciaki są stosunkowo nowym problemem społecznym – związanym chyba z rozleniwiającym dobrobytem ostatniego ćwierćwiecza. Gdy spytałem mamy jak to wyglądało dawniej odpowiedziała, że babcia wydzielała jej od czasu do czasu słodycze. Zresztą mama nie przepadała za nimi, bo nie miała kiedy się do nich przyzwyczaić. Przez pierwsze pięć lat życia jedyną słodkością, którą dysponowała był dżem z buraków – trwała wtedy akurat wojna. Więc mama przyjmowała słodycze w postaciach naturalnych np. jako cukry zawarte w owocach. Mama również wydzielała słodycze mnie, ponieważ byłem tzw „niejadkiem” i nie chciała mnie zapychać pustymi kaloriami – wolała bym jadł mięso, warzywa, owoce i tym podobne – niezbędne do rozwoju – produkty. Niestety, jak napisałem wyżej ostatnie 20-30 lat załamało w skali masowej ludzkie, racjonalne nawyki żywieniowe i państwa muszą profilaktycznie temu przeciwdziałać.
W programie chodzi również o ochronę kuchni hiszpańskiej i jej regionalnych odmian wpływających nie tylko na stan zdrowia społeczności, ale również budujących ich kulturową i polityczną tożsamość. W tym kontekście rząd Zapatero też ma o co walczyć, bo kuchnia hiszpańska nie dość, że jest zdrowa i smaczna to na dokładkę scala społeczności tego zróżnicowanego kulturowo kraju. Trudno znaleźć kuchnię europejską noszącą ślady wpływu tak wielu kultur oraz chlubiącą się tak różnorodnymi składnikami tworzącymi dania. Kuchnia hiszpańska kształtowała się przez tysiąclecia i wpływ na jej kształt miały lata najazdów i panowania obcych władców oraz napływ licznych imigrantów z różnych stron świata. W starożytności przez półwysep iberyjski wędrowały liczne ludy – Celtowie, Kartagińczycy, Fenicjanie, Rzymianie i Arabowie – pozostawiając swe żywieniowe upodobania. Na przykład po społeczności arabskiej zamieszkującej półwysep przez setki lat pozostała nie tylko wspaniała architektura i sztuka, ale również aromatyczna i dobrze przyprawiona kuchnia – głównie za pomocą cynamonu, kolendry, kuminu, migdałów i cytrusów. Nie tylko historia ale i położenie geograficzne wpływało na jakość iberyjskiego jadła. Centralne tereny górzyste sprzyjały pasterstwu, zielone i urodzajne równiny uprawom. Również dostęp do wielkich zbiorników wodnych – Morza Śródziemnego i Atlantyku wzbogacał dietę. Dzięki niemu w Hiszpanii ryb i owoców morza zawsze było pod dostatkiem. Ciepły klimat sprzyjał uprawie południowych warzyw i owoców – cytrusów, daktyli, bakłażanów, cukinii i pomidorów. Kraj słynął też z produkcji wina i oliwek, które namiętnie wzbogacano rozmaitymi farszami, np. serem, cytrynami i anchois. Hiszpańscy hodowcy szczycą się najwyższą poziomem wytwarzanego mięsa i serów. Wiele specjałów oznaczanych jest i chronionych unijnym certyfikatem jakości DO (Denominación de Origen), co jest dowodem, że dany produkt został wytworzony w tradycyjny i naturalny sposób – charakterystyczny tylko dla danego gospodarstwa czy regionu w Hiszpanii. Do takich produktów zaliczyć można uchodzącą za delikatniejszą od parmeńskiej surową szynkę jamon iberico (pisałem o niej odrębny tekst) oraz wszelkie sery kozie i owcze np. ser manchega wytwarzany z mleka owiec pasących się na górzystych terenach La Manchy w Kastylii. Wiele dań hiszpańskich cieszy się sławą światową. Do nich zaliczyć można paellę, gazpacho, tortillę czy krem kataloński. Jednak każdy z regionów szczyci się również własnymi, oryginalnymi potrawami, co wiąże się z silnymi tradycjami autonomicznymi. Gdy do tego doda się jeszcze wpływy obcych kuchni – meksykańskiej, argentyńskiej, francuskiej … – śmiało można mówić o najwyższej, markowej jakości kuchni hiszpańskiej.
Rząd socjalisty Zapatero ma więc czego bronić, bo w kuchni hiszpańskiej jak w soczewce skupiają się historia i tradycje tej społeczności. Skrajną nieodpowiedzialnością byłaby zgoda na wypieranie hiszpańskich specjałów przez amerykańskie czy globalne „pasze”, które serwują ludziom na całym świecie chciwe koncerny – tucząc przy okazji dzieci słodkimi berbeluchami albo batonami. To zbrodnia, bo tamtejsza dieta nie sprzyja tyciu. Hiszpańskie słodycze wywodzą się z tradycji arabskiej. To najczęściej mdłe ciastka albo kremy podawane jako deser (postre) po obfitym obiedzie. Są słodkie jak ulep i zaręczam, że niewiele można ich zjeść pod czarną cygaretke i szklanicę wina. Ciastko jest po prostu szybkim, cukrowym strzałem na pobudzenie energii w sennym od obżarstwa organizmie. Jedno ciastko i starczy – mowy nie ma o kompulsywnym zaspokajaniu łaknienia. Tak opisałem konsumpcję między innymi słodkiego deseru we wspomnieniach z Hiszpanii – „…Comedores to rodzaj gospody robotniczej, do której przychodzą uboższe rodziny na sobotnio niedzielne obiady. Ceny niewysokie, a w zamian duży wybór potraw. Hiszpański syndykalista był fundatorem i chciał tradycje kulinarne swego kraju pokazać od najlepszej strony, więc zdał się na jego wybór. Najpierw zalatana dziewucha podała ociekającą oliwą ensaladę, potem wazę pożywnej i esencjonalnej zupy rybnej i półmisek pieczonych na węglach steków z kością. Do tego sosy, warzywa i dzban pysznego, czerwonego wina, po którym te specjały miały łagodnie układać się w żołądku. Porcje wielkie jak dla konia, ledwie zdołał je w sobie zmieścić. Finałem uczty był deser – puchar słodkiego kremu czekoladowego i maleńka filiżanka diabelsko mocnej kawy. Nie mieli się gdzie spieszyć, więc zamówili jeszcze po lufie brzoskwiniowej wódki i cygarze, których spory wybór zaproponował kuzyn fundatora. Później, zatopieni w kłębach wonnego dymu, dyskutowali o urokach tego kraju i jego kuchni….”
Reasumując – kibicuję walce Zapatero z plagą otyłości wśród dzieci. Mam też nadzieję, że w Polsce ktoś się w końcu obudzi i wprowadzać zacznie – przynajmniej w szkołach – sensowne nawyki żywieniowe. Nie wiem czy do przeprowadzenia tak sensownego projektu potrzeba aż socjalistycznego rządu. A liberalny by nie mógł?
Na zdjęciu chorizo – moje podstawowe źródło energii w Estramadurze
Na ilustracji filmowej przyrządzanie tortilla de patata – smacznej potrawy biednych ludzi.
http://www.youtube.com/watch?v=RsIDWHvI0Gc
151 Responses for "kuchnia i polityka"
Hej
Z Ekwadoru, Peru czy Kolumbii.
Kartko,
Nie wiem, ja zauwazylam, ze nie ma sklepikow czy automatow w szkolach . Sa na studiach i w placowkach prywatnych.byla fajna akcja w tym roku: owoce dla kazdego dziecka oplacane przez wladze katalunii. dzieci przez dwa miesiace dostawaly za darmo owoce w szkole ! nie wspomne, ze dla wielu dzieci byl to jedyny posilek !
Otylos faktycznie wsrod dzieci jest ogromna. Glownie dzieci emigrantow
Ja nadal sie upajam Polska i bardzo mi sie w niej podoba. Wszystko ! Tutaj mniej “grubaskow”:)
Nietoperzyco
W stolicy malo jest prawdziwych warszawiakow. Wiecej ludnosci naplywowej. ja tez taka jestem. Przeprowadzilam sie tutaj jak mialam lat 10 ! I tak jak wszedzie : sa rozni ludzie. Ja lubie to miasto bo je najlepiej znam ! I tu sie wychowalam. Zreszta mi sie cala Polska podoba. Wszedzie mozna spotkac “perelki” i ludzi wielkiego serca jak i malej mysli…
Buzka
Karto z P.
Te sceny z zalataną dziewuchą, nawet bez opisu co ma ona w staniku i z drugiej strony, tylko co ona na stół podaje, są bardziej, że tak powiem, sensualne.
Niestety, los chce, bym nie rozstawała się z kartkami nawet na krótko – wróciłam, pokonana przez pomyłkę – nie moją i, niestety, nie GW. Koncert odbędzie się… jutro. Było miło pospacerować po centrum – do kawiarni nie chciałam. Teraz muszę podjąć decyzję, czy idę na koncert sama, bo “reszta” już nie będzie mogła. Pomyśle o tym jutro…
Witam więc po przerwie – kartkę przeczytam zaraz po kolacji, zwabiona pychotkami z fotografii –
(?)
A widzieliście, jak Starszy Dyszczo skrycie zajada? Wszystko z nerwów, że Go stale suszy – a my nic –
Kartku
troszke musiałam pogłówkować , wszak człek w tym wieku nie pamięta najlepiej , ale znalazłam wypowiedź Małgosi , ona pisze o szkole w Przasnyszu , poczytaj całość jak chcesz , ja tylko wklejam link a szamanku , wiadomo wciąż mi się śnia kiełbaski Dyszcza
http://moiprzyjaciele-przyjaciele.blogspot.com/2010/02/zagadka_25.html?showComment=1267274197242#c7198749752383967992
Hirundo
no może mi troszkę smutno , ale nie ukrywam ,że miło że jesteś
Idź koniecznie na koncert , może Pożeracz da radę zmienić plany , w końcu w ładne ciuszki wskoczysz i będzie się mógł Toba pochwalić
A ja sobie usmażę kiełbasę “debrecynę”, która jest pikantna, może nie tak południowa jak chorizo. Zakupiłem ją w delikatesach KMICIC. Muszę jeszczę przemyśleć sprawę tortilla, jamon i sera owczego, plus … oliwki zielone i czarne. Do tego serveza, ole.
Wszak godzina jest lunchowa, prawie 1-sza po południu. Deszcz ma przyjść później, duchota straszna, na skali temperatur wszystko razem w okolicach 40 stopni.
Czy ktoś był kiedyś w Lagos w pobliżu pory deszczowej? To tak jest dzisiaj w Toronto.
Cześć Lui
No chyba gdzieś muszą być te sklepiki i automaty skoro takie prawo wydali. Może w innych prowincjach są. Chyba, że jaja robią jak ci faceci o ktorych wczoraj pisalem – co otwierali uroczyście nieczynną linię kolejową. Mniejsza z tym – ważne, że problem otyłości widzą. Przypomniałaś mi, że faktycznie sporo grubasów widziałem wśród emigrantów – szczególnie tych z Afryki. Niektóre panie miały faktycznie niesamowite gabaryty.
Cieszę się, że Ci miło w stolicy i pozdrawiam
Telegraphicku Obserwerze
Opis faktycznie sensualny bo mu okoliczności sprzyjały. Jak napomknąłem w tekście byłem tam w towarzystwie hiszpańskiego syndykalisty-komunisty, który wraz ze mną ukonczył pielgrzymkę. To wcale nie dziwi w Hiszpanii bo idą do Santiago komuniści, anarchiści, buddyści i inni “iści”. Wszyscy oni plują na widok księży ale idą. On mnie zaprosił na obiad, bo miał miłe wspomnienia z Polski PRL-owskiej – jeżdził tam jakieś konferencje o świecie pracy i z uznaniem wspominał niedrogie kobiety. No i z nim oraz czeskim uchodźcą politycznym (1968) poczułem się w tej knajpie jak burżuj – starałem się oddać ten nastrój w opisie.
Miłej przekąski i wiele serveza zimnego – w sam raz na upał.
Hirundo, witaj po spacerze. mam nadzieję, że nie przemokłaś. Ale profilatycznie radzę aspiryną – też po porannej wędrówce nią podratowałem.
Lui
http://www.youtube.com/watch?v=B_P61M36bkY myślę ,że wystarczy za cały wpis .”Perełek ” nie lubię , ale
uwielbiam i zachwycam się “diamentami”( nie brylantami) takimi jak poznałam TU .Odpoczywaj i wdychaj atmosferę , którą potem zawieziesz do Barcelony , ole
Kartku
narobiłeś mnie i niuni apetytu ,choc my juz po kolacji , ale delektujemy sie teraz choclersami nadziewanymi czekoladą , obie je uwielbiamy
Netopko, ja rozumiem, że z dobroci serca ten kran odkręciłaś, ale o wyłączenie prądu to już nie prosiłem
Co do żarcia i tradycji, to jak zapewne wiadomo bywalcom, zrobiliśmy sobie z Małżonką drobny urlopik. W ramach tego urlopiku udaliśmy się do skansenu w Nowogrodzie, w towarzystwie jednej z Chętnikówien, pani statecznej a z tradycją obeznaną jak mało kto. W tymże skansenie zaproponowano nam piwo kozickowe i rejbak. Rejbak, czyli babka kartoflana, zwana też kartoflakiem lub babką ziemniaczaną, to potrawa, która najlepiej smakuje odgrzewana na tłuszczu (najlepiej smalcu), na patelni. W tamtejszej “karczmie” był piec chlebowy, kuchnia opalana drewnem, z blatami żeliwnymi i “dziewucha” wygladająca na taką, co sobie z tym poradzi – a rejbak przywożono z jakiejś okolicznej knajpy i podawano z MIKROFALI!!!
Piwo kozickowe było natomiast mętne i waliło drożdżem piekarniczym jak nieszczęście. Ciocia Chętnikówna skrzywiła się z niesmakiem i zdecydowała się tylko na ten ersatz piwa jałowcowego – o kartacze nawet nie pytaliśmy. Nie rozumiem, jak można tak profanować tradycje kulinarne?
Co do mojej kiełbaski, to smakowo wyszła bardzo dobrze, z tym że czosnkowa jest za tłusta ale to rzecz gustu. Natomiast jałowcowa jest taka jak trzeba
Co do ewentualnej wysyłki kurierem, to oczywiście istnieje możliwość dostarczenia w ciągu 24 godzin, ale z doświadczenia wiem, ze raczej nic z tego nie będzie, bo jak przychodzi do konkretów to się okazuje, że wszyscy myśleli o “wirtualnej wysyłce”, znaczy na niby. Jakby co, to klikając na mój nick pojawia się furtka do Dyszczowiska, co prawda zamknięta, ale wystarczy zapukać.
Nietoperzyco, przeczytałem o szkole w Przasnyszu. Może też coś na temat dokarmiania dzieci napiszę, bo pisalem kiedyś taki program skierowany na dzieci ze środowisk popegeerowskich. Mało kto wie ale takie programy funkcjonują od kilkunastu lat na trudnych socjalnie terenach. Tylko muszę sobie przypomniec bo to dawno temu było.
Dyszczu, powalił mnie opis skansenu z mikrowelą i no i piwa kozickowego walącego drożdżem.
To tortille ziemniaczaną, która jest na filmie pod tekstem o wiele naturalniej gość robi niż tę babę ziemniaczaną. Przynajmniej ją na patelni z tłuszczem smaży.
Znów przykład bylejakości.
A tutaj dzisiaj rano padalo:) Nawet nie wiecie ile radosci mialam…
poskarze sie Wam troche..dzieki niezwyklej dokladnosci hiszpanskiej dentystki nie moge pic alkoholu…!
I zmacila mi radosc ! Jedzenia. picia i przyjemnosci…
Pani sadystka stwierdzila, ze jakas tam czesc osemki sama wyjdzie !
I nie wyjdzie. Jak mozna wyrwac zeba zastawiajac jego korzenie w dziasle !
Tak spartaczyc robote..tylko Hiszpan potrafi ! co sie wycierpie, twarz jak zombi..ale moja wina uwierzylam dentyscie !
Kartku
to co Małgosia opowiadała pokazuje ,ze i u nas jak się chce to można , tylko musi się chcieć , a tam pomysły niczym w Hiszpanii
Dyszczu
zgłosze się , zapukam w te co trzeba drzwi
to nie ja kabelek “pogryzłam” , ale jakby co powiedz gdzie polecę z “wiaderkiem” prądu.No przydałby sie mały agregat .Z ta kiełbaską , owszem można wysłać , choć oczywiście lepiej gdy sie ochłodzi , może tak gdzieś w okolicach świat robisz również przysmaki
Kartko – jesteś stałym gościem moich (naszych) biesiad – sos z musztardą jest żelaznym punktem sałatowych mixów. Mogłabym oczywiście zmienić menu, ale dzięki wierności mam Cię “na widelcu”
Dyszczo – masz kołatkę? – bo zastukam ! Pachnie fachowością w Twoich wpisach, a TU sami smakosze i spece od oblizywania się jak Mick Jager
Lui – miło było czytać o Twoich pozytywnych wrażeniach. Przesyłam Ci uzasadnienie naszych rozkojarzeń, bo przecież my też niezaprzeczalnie jesteśmy:
http://www.youtube.com/watch?v=Bj4fD48gKlQ
Telegraphicu – miło, że wróciłeś – coraz więcej nas do “pieczenia chleba” – poradzimy sobie z ewentualnym zakalcem
Kto wie, gdzie jest Zośka ? Czy Ona już idzie? – brakuje mi Jej – generując energię kijami część wysyłam dla Niej – pozdrowienia Zośko
Nietoperzyczko – czuję, że masz dobry humor, więc u mnie od razu
Trzymam za słowo
Lui
bez kompleksów polski dentysta tez to potrafi . Mam nadzieję ,że już się pozbyłaś tych “resztek” jak nie to szukaj chirurga stomatologa .Gdybyś bliżej była mój znajomy jednym ruchem by to zrobił nim byś sie obejrzała , tez zarośniete takie cudeńko mi usunął , czarodziej
Nietoperzyco,
i tak to cholerstwo nie dalo znac o sobie dlugo..cale 4 miesiace:)
Tylko akurat teraz kiedy jestem w Polsce !
Na razie musze jakis antybiotyk brac !
Szkoda, ze mieszkasz gdzie indziej..bo bym poleciala ( skrzydla bym od Ciebie i Hirundy pozyczyla )
Hirundo,
mam nadzieje, ze przez caly pobyt nie bede miala okazji do narzekan !
Zostaje fanka Palikota..
Dyszczo i kartko – właśnie przez owo partactwo nie chciałam iść do kawiarni. Niedawno byliśmy na spotkaniu ze znajomymi w fajnej knajpce – zamówiłam naleśniki z… (okazało się) paprykarzem szczecińskim – już mnie tam nie zobaczą !!!
Wędrując po Dolnym Śląsku bardzo szybko oduczyliśmy się “popasać” w napotkanych restauracjach – z tych samych powodów co Dyszczo.
Dyszczo – czy u Ciebie już chłodniej???
Lui – współczuję Ci dentysty. Moja dr wypoczywa, ale jakby co “załatwię” w przyszłości wejście ekstra – Pożeracz śpi na fotelu podczas zabiegów – to najlepsza rekomendacja, bo przecież wiesz jak prawdziwi mężczyźni traktują zabiegi dentystyczne
Lui -
Lui
Ale czemu pić nie możesz? Myślę, że to nawet wskazane z uwagi na dezynfekcję i działanie przeciwbólowe. Nietoperzyca dobrze radzi – spróbuj pozbyć się kości sama. A może to faktycznie samo wyjdzie? Hiszpańska medycyna różni się nieco od polskiej. W kraju gdy dostałem zapalenia ścięgien dłoni chirurg zagipsował mi rękę. A w Hiszpanii nie gipsują w przypadku takich urazów – ściągają opaską elastyczną i tyle.
Lui – bycie “za” Palikotem jest automatycznym byciem “przeciw” – kręci mnie ta dwoistość – po prostu 2 w 1. Dziwi mnie tylko, że koledzy klubowi tak często “wycierają” sobie nim “gęby”
Lui
Twój komentarz nr 19 zmienia kontekst sprawy. Moje wcześniejsze porady są nieaktualne – faktycznie bez dentysty temu się nie zaradzi a pod antybiotyk to nie picie. Choć jedno, dwa piwa … .
Ewentualnie coś zapalić ….
No ale tutaj za to 3 lata grożą albo odwyk. Bez sensu.
Faktycznie, ten “spokojny”, co go wspomniałem, to jakieś pokrętło.
Hirundo, co pieczemy dziś? Tylko nie wrzuć aspiryny do ciasta, aby zapobiec zakalcowi. Kartka ma rację, aspiryna zapobiega, ale nie wszystkiemu – uważaj więc.
Kartko z P., moja miłość do kuchni południowej jest rodem z PRL. Moja mama jeździła do Bułgarii, potem do Jugosławii, przywoziła paprykę. Potem, gdy papryka i podobne produkty zaczęły się pojawiać w sklepach, przywoziła przepisy na różne giuwecze, szopskie sałatki. I do tego wino, choćby od święta.
Kartko,
bo oszukuje mozg jakimis koszmarnie mocnymi przeciwbolowymi:) ale masz racje, moze lepiej alkoholem bo przynajmniej jakas przyjemnosc by byla…
Samo nie wyjdzie..moja tutejsza dentystka, ktora jest aniolem i jest niesamowicie dobra w swoim fachu, zrobila mi zdjecie i pokazala, udowodnila, ze nie ma szans na wyjscie..aa…
a jej ufam juz od lat 15 i nigdy mnie nie zawiodla.
Lekarze w Hiszpanii sa przeciwnikami wszelkich lekow. Mlody mial zapalenie pluc. lekarz przepisal antybiotyk po ktorejs wizycie jak bylo juz naprawde zle..jak zachorowal drugi raz kazal inhalcje robic, obserwowac i zmienic klimat ! Moze to jest lepsze.
Lui
z doswiadczenia wiem ,ze antybiotyk nic nie daje , trzeba sie pozbyc tego cholerstwa a potem antybiotyk .Wpisałam chirurgia szczękowa i pokazało się np to
http://www.dzieciatkajezus.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=49&Itemid=56
jesli moge cos podpowiedzieć , jedż do szpitala tam dyzuruje zawsze lekarz , pomoze , napewno rodzice wiedza gdzie jest jeszcze taki oddział .Kiedys tak było ,ze jak buzia zapuchla to sie nie rwało zębów teraz sie rwie i nie czeka a potem antybiotyk bezposrednio do zebodołu i dodatkowo ogólny .Oczywiście trzymam kciuki i czekam na wieści
Kartko…
ziolo jest najlepsze:)
Kazde …
Nietoperzyco !
Widzisz ja nawet nie musze jezdzic i szukac..ja na Kartce taki Brylant
Nocnego Ptaka znalazam..
Buziaczki
Lui
i z nami to i owo wypic
dobrze ,ze masz zaufanie do swojego stomatologa , ale ” ta ” sprawa wymaga chirurga .Zwykły stomatolog bedzie sie “bawił” i godzinę .Jedz do szpitala , powiedz ,że nie dajesz juz rady , nic przeciwbólowego nie działa , nie warto cierpieć , w końcu chcesz chyba kiełbaski Dyszcza spróbować
Lui, szkoła hiszpańska i nie tylko mówi, że antybiotyk zbyt często i na rympał stosowany, szczególnie u dzieci, niszczy odporność organizmu.
Ale Ty nie jesteś dziecko i swoją odporność masz.
Lui
wklejam bo nie udało sie inaczej znalazłam na forum :
Z ósemkami nie zawsze jest prosta sprawa. Nie wiem dlaczego musisz je usuwać?
15-go grudnia moja córka miała zabieg tzw. dłutowania ósemki ( pierwszej z czterech ) ze wzgledu na wskazania ortodontyczne.Zabieg wykonywano w Zakładzie Chirurgii Stomatologicznej, w szpitalu Dzieciątka Jezus, na ul.Nowogrodzkiej w W-wie. Warunkiem było (oprócz skierowania od stomatologa) wykonanie pantomogramu (rtg szczęk) oraz wstępna kwalifikacja przez lekarzy szpitalnych.
Ze wzgl. na fatalne ułożenie ósemek (one jeszcze de facto się nie wyrżneły) zabieg trwał 1.5 godz , w miejscowym znieczuleniu ale skutecznym. Dużo szwów i ogromna 4-dniowa opuchlizna
Mam nadzieję,że w Twoim przypadku może to być mniej skomplikowane
Jedno jest pewne: lekarze sa bardzo dobrzy, super kontakt i bardzo przystojni Wszystko sie goi super.. ale juz 16 lutego idziemy z drugą ósemką
mysle ,że ten argument super przystojni powinien zadziałać
Lui
Wszystko zależy od lekarza. Mojej przyjaciółce niemieckiej, gdy spuchła jej stopa hiszpanski konował przepisał dawkę antybiotyków jak dla konia. Osłupiałem gdy zobaczyłem – co dwie godziny wielkie tablety łykala. Nawet jej nie moglem tego świństwa wybić z głowy, bo Niemcy są z natury posłuszni władzom – w tym lekarzom. Dopiero gdy po dwóch dniach z sił opadła i jeść przestała udało mi sie ją od tej tej kuracji odstręczyć. Zaczęła pić wino całymi butelkami i od razu jej humor wrócił. A nogę jej naprawili w Niemczech.
Wszystko zależy od człowieka.
Telegraphicu – by uniknąć zakalca ponoć należy dodawać witaminę C. Pieczenie chleba (na zakwasie, tradycyjnego) jest dla mnie tak godziwąą czynnością, jak Horacjańskie klarowanie wina – a że TU wiele dobra się uciera między TUbylcami, to pozwoliłam sobie na miłą metaforę (wiedziałeś, prawda???)
Do smażonych śledzi, sardynek i makreli oraz do kebabcziczi zawsze podaję ósemki cebuli i czerwone wino. Zapraszam – 
W realu niemal nie stosuję leków, nie jem pieczywa, nie słodzę. Za to miłość do kuchni południowej, podobnie jak Ty, “wyssałam” z mlekiem matki
Na extra okazję nadałby się prosiak z rożna lub jakieś mięsko z rusztu – pamięć bywa dokuczliwa –
… i od wina, Kartko.
Telegraphicku Observerze
Mnie z antybiotykami dobrze się w życiu ulożyło. Byłem dzieckiem chorowitym więc mnie nimi szpikowali. W końcu nie mogłem ich już brać w innej formie niż zastrzykach. A debecylina w dupę do przyjemności nie należy. Więc zacząłem nosić bandanę pod szyją, jeść czosnek, zimą zakładać kalesony i czapkę – jednym słowem zacząłem dbać o zdrowie. I ponad 20 lat nie tknąłem antybiotyków. Teraz mam komfort. Nawet gdy mi się trafi angina to dwoma, trzema tabletkami antybiotyku ją wykańczam definitywnie. Jestem antybiotykowym dziewicem po prostu
Tak, i od wina.
Hirundo,
oczywiście, że się poznałem na Twojej metaforze. Była miła, żeby nie powiedzieć – przepiękna. Po drugie, pisarze – tacy jak Kartka z P., albo ich zaciekli komentatorzy – jak ja, na metoforach muszą znać się na wyrywki.
Kebabcziczi, czy jak mówią w Bułgarii (BRL) – kebabczeta, jadłem po raz pierwszy w Warnie. Nosiło mnie od dawien dawna, urwałem się więc z wycieczki i sam poszedłem to takiej robotniczo-chłopskiej jadłodajni dwugwiazdkowej powiedzmy i zamówiłem kebabczeta, bo alfabet przecież znałem. Może nie były to kebabczeta z najwyższej półki, były wieprzowo-baranie, ale nigdy potem mi już tak nie smakowały.
A czy wiesz jakie wysmienite, może być z czerwonym winem koniecznie portugalskim, jest marisco?
Nietoperzyco
A mnie wcale nie uspokaja gdy lekarka jest piękną kobietą. Moje zaufanie do niej nie wzrasta. Pewnie dlatego, że nie przepadam za dominującymi kobietami a lekarz zawsze jakoś nad pacjentem dominuje.
Ale przyznam, że przysłuchiwałem się rozmowom kobiet w których jako zaletę lekarza podawały jego urodę. “Idz, bardzo przystojny” – mówiły.
Telegraphicku
http://th.interia.pl/11,oikuchnia,0a55079e44525/47fca8451c559_440.jpg
Kartku
nie rozumiesz , jestes facetem !!!!;) Lui zaewne zrozumiała w lot .Tu nie o dosłownośc chodzi a o te niuanse;)
Wiem Nietoperzyco
Lubię słuchać kobiet i mam w sobie empatię. Wiem o niuansach.
… żebyś jeszcze rzucił papierochy, Kartko.
Ale na pocieszenie powiem ci, że jest taki anglosaski zwyczaj, aby palić cygaro jak się ojcu syn urodzi. No i urodził się mojemu zieciowi dwa lata temu, więć jak pojechałem doń to żeśmy sobie dali cygaro-czadu. Dobre cygaro pojedynczo kupione to jest jakieś kurde 30 zł. Ostatnio na Okęciu kupiłem dwa tańsze takie, w każdym razie popalam sobie z zięciem raz na pół roku cygaro. Siadamy wieczorem, może byc przedtem trochę chianti, albo piwo, ale jak takie dominikańskie, albo kubańskie przemycone do słynnego USA (bo oni mieszkają w USA) uderzy ci do głowy, to jest dopiero wieczór. Rozumiesz, do głowy niepalacza.
Co to ja chciałem powiedzieć? Aha, dwie rzeczy. W Polsce gdzieś w czerwcu miałem rok w rok zapalenia jakieś, a to mi ropień wylazł na szyi – najcześciej, tzw. frybunkuł, albo na innym miejscu, ale zastrzyki z debycyliny zawsze szły w dupę. Jak mnie pytają, dlaczego wyjechałem z PRL, pewnie mi się ustrój nie podobał, to odpowiadam, że miałem dość debycyliny w dupę.
Kartku
Przychodzi chłop do pięknej kobiety, a ona lekarka …
Nietoperzyco,
Kartka jest pisarzem. A pisarz na niuansach musi się znać. Je słyszy w każdym pojedynczym zdaniu i widzi w każdym ruchu ciała. Ma uszy i oczy otwarte. Dopiero z tego rodzi się empatia. Jedni pisarze mają empatię do wilków, inni do byków, jeszcze inni do kilimandżarów, a Kartka ma empatię do kobit. Pardon. Kobiet. On je słuchać może godzinami, najlepiej przez sen.
Tak Kartko (39), tak wyglądać mogą kebabczeta (-iczi).
No i nie wiem co napisać – speszylem się. Taki ze mnie pisarz, że nie wiem co napisać.
A do byków i kilimandżarów tez mam empatie. Nawet do polityków – tyle, że to dołujące doświadczenia.
Telegraphicu – byłam nieletnim dziecięciem, gdy Chorwaci wyławiali z Adriatyku ośmiornice i kałamarnice. Potrafili zbierać najróżniejsze “ślimaki” (niektóre – brrr) – po łowach zapraszali nas na poczęstunek – niestety, dla mnie była to przerażająca egzotyka. Dlatego pierwsze frutti de mare jadłam dużo później, z hiszpańskich konserw – bez oporu zaakceptowałam mule. Gorzej było z ośmiornicą.
Obiecuję jutro przygotować morski misz-masz – wino mam włoskie – choć mogę rozejrzeć się za portugalskim – pomyślę o Tobie podczas pałaszowania – zawsze doceniam, że mogę wstąpić do okolicznego sklepu i kupić krewetki, avocado, mango, włoskie i francuskie sery oraz ulubioną mozarellę – choć chwilowo mam w głowie kiełbaski jałowcowe…
Coś się syrwyr zawisza, wom gazdo tyż?
No własnie, czas iść po fajki bo się kończą. Marsz poboczem zalanej deszczem drogi w kierunku zamglonej gwiazdy “Orlen” na stalowym, wysokim maszcie. Wypiję pod nią piwo i wracam
Telegraphicku
, moze kiedys , ale nie dziś
dzieki za tłumaczenie “zdolności” Kartka , sądze ,że wiem tyle ile mi potrzeba
Kartku
a Ty sie nie
Telegraphicu – dzięki, że mienisz Kartkę pisarzem – jak mu TUbylki sugerują, to nie wierzy, a mówi, że słucha kobiet – ale skrzydlatych to już nie
Kartko – wczoraj wspomniałeś o potrzebie działań skończonych – to napiszże wreszcie “książkę” – czytelników już masz –
Hirundo
kiełbaski jalowcowe , chyba czas zastukac do norki Dyszcza
http://www.youtube.com/watch?v=wcOdFWlhxxk
Hirundo,
w Polsce jest trudno o świeże, czy chocby mrożone owoce morza. Oczywiście nad Bałtykiem jest inny zestaw. Chodzi o kraba, ośmiornicę, rybę jakąś w małych kawałkach, krewetki, przegrzebki (???). I tradycyjnie do takiego dania najlepsze jest wino białe, ostrzejsze chardonney, łagodniejsze savignon blanc, bo mają kwaśny smak, wszak dodaje się cytrynę do takich potraw. Ale portugalskie czerwone właśnie jest takie kwaskowe, najczęściej. Oni je tak po prostu hodują i przyrządzają, zupełnie inaczej niż chocby w Hiszpanii.
A avocado to oddzielna historia kulinarna, chyba najbardziej jest ona meksykańska.
Marisco zaś, o którym wspomniałem to ten cały asortyment gotowany w specjalnym półkulistym garze z cebulą, pomidorami i może jeszcze z kilkoma warzywami. Oczywiście sam termin – marisco, o ile wiadomo mi z sieci itp, to wszelkie tamtejsze owoce. morza. Mnie chodziło o sopa de marisco.
http://www.google.ca/images?hl=en&q=sopa+de+marisco&um=1&ie=UTF-8&source=univ&ei=rTdLTMfZLcO88gaAzdQ3&sa=X&oi=image_result_group&ct=title&resnum=4&ved=0CCYQsAQwAw
Zanim wybiorę się po te fajki jeszcze wazny link na tv Galicja, ktora dziś transmituje fetę pod katedrą w Santiago z okazji roku świętego 2010 – ubiegłoroczną imprezę opisywalem kiedyś na blogu. Transmisja jest o 23.30. Oto link
http://www.crtvg.es/reproductor/inicio.asp?canal=tele&arquivo=0
Kasiulku
gdzie jesteś ?? nic nie słychać co u Bogi .Wiem ,że dobrze , ale choć słówko byśmy byli spokojniejsi .
Sarno
zrobiłaś porządki z Krzyżakami , a teraz z kim robisz
To ja też, “idę po fajki”. Podłubie coś w ogrodzie, bo deszcz ustał, wpadnę do biblioteki opodal, bo zamówiłem jedną książkę. U Was już pewnie się ściemnia, szczególnie na wschodzie i w kotlinach, które przecinają drogi zlane daszczem, upizdrzone stalowymi masztami, a na nich gwiazdy, jak znaki biblijne, wiodą mędrców do stacji benzynowej Orlen z kapitałem polskim. Kartko, czy jak idziesz do tej stacji, to zmierzasz ze wschodu?
Hirundo
Mam napisane dwie ksiązki, kilka opowiadań i kupę rozgrzebanych projektów, materiałów nad którymi czasem dłubie. Ale by napisać coś wartościowego musiałbym rzucić blog i skupić się tylko na tym. Taka robota wymaga naprawdę dużych poswięceń, wykancza emocjonalnie – człowiek gdzieś snuje się na granicy rzeczywistości i często cierpi. To trochę jak z miłością – wiesz, że zaboli ale chcesz. No i w końcu to robisz. Ale w tej chwili nie jestem na to gotowy. Grzeję się na razie w cieple bloga. No i dużo się uczę.
Telegraphicku
Tak, ze wschodu na zachód. Konkretnie południowy zachód. Zmierzam w kierunku Czech. No to ide, bo już ciemno
Hirundo, miło mi:) jestem jeszcze – siedzę sobie w kąciku i czytam, słucham, patrzę i dobrze mi z tym. Pracuję, i dzisiaj i jutro też. Tropiki w mojej firmie (38 st. w kanciapie 2,5×4m bez okna) wyssały ze mnie energię. Od rana próbuję przywrócić normalniejszą temp. Do wyjazdu jeszcze dwa tygodnie. Zamelduję, gdy będę gotowa do drogi. Pozdrawiam
Kartku
kluczysz , tłumaczysz się , szukasz wymówek…..weż sie do pracy , jak wrócisz z tymi fajkami
Zośka
Co to za firma? wysłac do niej “psy” z pip
toć my energie “rozdajemy” .Czemu cichutko siedzisz , miast łomotać
http://www.youtube.com/watch?v=YHjVJnvaemE
TO: “Ostatnio na Okęciu kupiłem dwa tańsze takie, w każdym razie popalam sobie z zięciem raz na pół roku cygaro…”
to wypada jeden syn co pol roku
Co do pogody, to po upalnym dniu, około godz. 17 wreszcie przyszła burza. Nie Matka Burza, tylko taka normalna burza, całkiem ładnie popadało z pół godzinki a potem z godzinkę, tak sobie od niechcenia. Temperatura spadła z 32 do 22 a teraz jest 19 – naprawdę ulga dla organizmu. Od wczoraj byliśmy coraz mniejszą enklawa skwaru i duchoty. A prąd nam padał wiele razy, bo trochę piorunów jednak było – wiaderkiem go nosić się nie da, już raczej butelką – lejdelską.
Kartko do tych 2-3 tabletek antybiotyku to niejeden by sie moze i przyczepil. Chyba albo wcale albo konsekwentnie czy ja zreszta wiem, nie bralam, odpukac, od wiekow
czyli od kilku lat. Sama sie sobie dziwie
nietoperzyco, u nas 8-ki wyciagaja kazdemu jak leci. Operacja jednorazowa nieco nieprzyjemna. Swoich musialam bronic jak … no powiedzmy lwica
ale moj przystojny dentysta (na szczescie tez bardzo dobry) przychylil sie i uratowal
Wando
wszak wiem , żeś lwica prawdziwa
Dyszczu
deszcz i burzę Ci wysłałam , “wiaderecka” prądu nie chciałeś , ale jakasik nagroda by się należała
Zośko – witaj – cieszę się, że dałaś głos – obawiałam się, że poszłaś bez mojej wiedzy – w takim razie gotuję się do towarzystwa mentalnego – nawet nie wiesz, jak pomaga mi Twoja determinacja i także Bogi – gdy chce mi się “nie chcieć” zaraz sobie myślę o Tobie i mi się odechciewa “nie chcieć” – deszcz lub upał mnie nie łamie, jak poprzednio by mógł – mocno pozdrawiam
Nietoperzyco (kom 61) Słowo daję, pracowity ze mnie facet – gdy oczywiście chce – ale to nie jest takie proste. Napisanie sensownego tekstu beletrystycznego trwa w moim przypadku kilka miesięcy. Dziennie 3-5 stron to maks. To praktycznie czas wyrwany z życiorysu. Potem kilka miesięcy poprawek, potem znów poprawki. No a żeby urodzić to trzeba jeszcze donosić – to tez trwa. To nie jest praca jak inne – w moim przypadku. Producenci z Hollywood w latch trzydziestych usadzili scenarzystów za biurkami i kazali pisać przez osiem godzin. I guzik z tego wyszło. Masz pomysł w nocy to wstajesz i zapisujesz, wpada ci coś do głowy na spacerze to zapamiętujesz i potem zapisujesz. W koncu już człowiek nie wie gdzie i jak żyje. Mam kilka projektów, jak pisałem, noszę je w sobie – przyjdzie czas to w bólach urodzę.
Kartko – wiem, czuję, że nosisz w sobie te “książki” – przyznam Ci się, że najlepsze “początki” moich “książek” powstają podczas marszu – by się nie nudzić redaguję “sobie” teksty. Mam wielki szacunek dla Twoich umiejętności konstruowania fabuły – przy Tobie jestem “nędznym” rzemieślnikiem. Dlatego pozwalam sobie wiercić Ci “dziurę w brzuchu” –
Palenie to betka wobec nałogu pisania…
Kartku
uparta ze mnie “bestyjka dalej kluczysz .Gdy pisarz pisze , zawsze ma pod reka “bliskiego” recenzenta .Widzisz , ilu TUmasz takich .jak napiszesz stosowne podanie rozpatrzymy Wszycy gromadnie i damy Ci jakis “urlopik” byś urodził .Tylko się nie użalaj i bierz do pracy .
WandoTX
Wiem, że zalecają całe serie antybiotyków ale ja im nie wierzę. Gdy mi przechodzi przestaję brać i tyle. Zresztą radzę sobie bez porad lekarzy – potrzebni mi są tylko do wypisania recept. Do Hiszpanii wziąłem silne antybiotyki na ścięgna, gardło, nasenniki i przeciwbólowce – większość zresztą rozdałem potrzebującym po drodze. Dawałem sobie radę bez tej chemii.
Hirundo
no tak wyszłam na “wampira ”
Witaj WandoTX (ja jestem ON
)
Nadinterpretujesz. Nie jesteśmy rodziną muzułmańską, ani mormońską. Jak zaczęliśmy kurzyć cygara dwa lata temu, tak nam zostało.
Dyszczu – szczerze się cieszę z opadu w Twojej “gminie”. My TU z Nietoperzycą cudów dokonujemy, a kto właściwie jest specem od dyszczu ?!? Przecież, że nie poseł Jurek. Palcem pokazywać nie będę –
Dzisiaj na kijach ostro kiwałam się z deszczem, nucąc niemal głośno w opustoszałym plenerze (oczywiście bardziej szparki rytm sobie podawałam):
http://www.youtube.com/watch?v=4aL9f-Hghdo
Nietoperzyco, możesz mi wiercic dziurę w brzuchu do woli – mam dużą asertywność. Kiedyś na pewno przyjdzie moment gdy nagle zniknę. To bedzie znak, że zabrałem się za pisanie jakiegoś dekadenckiego romansu i żyję już tylko życiem moich bohaterów. Ale muszę do tego dojrzeć.
Jeśli chodzi o zęby ósemki, to wcześniej niż później są na wylocie. Żadne dywagacje szczękowo u dzieci nie wchodzą w grę. Tak mówią w moim województwie, sam mam usunięte trzy, powiedzmy na rodzinę czteroosobową, jeśli mamy tych ósemek z dziewięć, to max.
Jeśli chodzi o pisarstwo Kartki, to ma on rację. Jest to katorga. Jeśli się poświęcić, to musi za tym stać wiara, że będzie jakiś sukces, co oczywiście jest wielce relatywne. Napisać powieść, albo zbiór opowiadań i wydać sobie nie jest problemem. Ale jak wejść w obieg?
Kartko, ja myślałem, że ten blog jest Twoim dekadenckim romansem, a jak znikniesz to będzie oznaka jednego, albo drugiego, albo jeszcze trzeciego. Że masz dość romansowanie po dekadencku, albo że puk-puk odwaliłeś kitę, albo … poszedłeś do jakiegoś Santiago i już na początku drogi zrzuciłeś laptopa ze skały.
Nietoperzyco – wampir to dzisiaj najbardziej pożądana postać masowej wyobraźni – nie łam się, tylko nam TU toperz ile wlezie –
A jakby co, pofruniemy pod powałę na naradę i coś uradzimy
To Kartek ma chęć urodzić, nasza działka to “radzić”.
Telegraphicku
Kartek jest juz “w obiegu”
Kartku
nic nie zamierzam wiercić , pozwolenia ” na odkrywki” nie uzyskałam .Milkne już , wiecej się w tej sprawie nie wypowiem .Jak uczył mnie moj dziadek : raz powiedziałem i starczy
Drogie Panie i Panowie, łatwo i prosto wydaje się książkę, gorzej z jej promocją, popularyzacją i sprzedażą. Najlepiej, gdyby stworzyć “modę na autora”, ale to udaje się niezwykle rzadko.
Chciałbym zwrócić uwagę, na taki drobny fakt, że właśnie uczestniczymy w nowej (stosunkowo) formie publikacji literatury – blog to właśnie ta forma – taką sobie autor wybrał, taki styl preferuje i w tym bierzemy udział – bo my to w jakiś sposób współtworzymy. Nie, żebym sobie jakieś zasługi przypisywał – w tym sensie to nie, raczej czerpię z treści i atmosfery ile się da. Jak dotąd idzie Kartce całkiem, całkiem – ma materiał nadający się do wydania? – nie będzie miał nigdy lepszej promocji niż ten blog a czy to wystarczy do wypromowania KSIĄŻKI, to już inna sprawa – w pewien sposób niezależna od poziomu i wartości dzieła – raczej od całego splotu okoliczności, nie całkiem zależnych od kogokolwiek – ważne, żeby tworzyć. W perspektywie czasu może okazać się, że dziełem życia będzie TU.
Hirundo
jeśli tak, to ja sie piszę
czy ta narada , to moze jakis “zlot czarownic”
Dyszczu
chcialam zastukać ,alem chyba norki pomyliła;(
Dyszczu
82 to nie do mnie .Ja ani jedno ani drugie…….nietoperz po prostu
Telegraphick
Od ponad roku przerwalem na kilka dni tylko raz pisanie, bo akurat oddawałem się miłości. No i krepowalem się zapisywać to na bieżąco. Potem jednak – odpowiednio zainspirowany – wróciłem do nalogu.
Tak więc raczej nie wchodzi w grę wariant, że zrzucę kompa za skały. Często myślę by komórkę zrzucić ze skały ale kompa nigdy. Więc jeśli zniknę z blogu to będzie znaczyło, że albo odwaliłem kitę albo katorżniczo pisze jakiś tekst emocjonalnie absorbujący. Ale nie jestem pewien czy na dłuższą metę wytrzymam bez Czytelników, wiec po jakimś czasie – po porawkach – może to ukazywać się na blogu jako powieść w odcinkach.
Internet stwarza jednak wielkie mozliwości,
Kartku
brzmi rozsądnie ( 85)
Klikając na nicka podchodzisz do furtki dyszczowiska, gdzie strażnik podaje adres do kontaktu
Kochani – na tv Galicia zapodanej przez Kartkę cudnie grają i śpiewają – puśćcie sobie na tło
Nietoperzyco ale ja Twoje wiercenie odbieram jako wyraz dowartościowującej troski o mnie – to jest bardzo miłe.
Sprawiacie mi wszyscy dziś wiele przyjemności.
No ale może pomyślmy o nieobecnych. Boga już pewnie pali na atlantyckiej plaży ognisko. Albo imprezuje w portowym barze.
Alla gdzieś zniknęłą
Sarny od kilku dni nie ma
GPS milczy – też o nim myślę.
Kasiulek też milczy
Watra gdzieś pewnie w rozjazdach
Czytelnik na szczęście wczoraj się odezwał
Kyllian dawno nie pisał – nie wiem, może już jest w Hiszpanii
Es też się nie odzywa
Laudate i Torlin pewnie stukają na swoich blogach
Pewnie jeszcze o kimś zapomniałem
Nietoperko dzięki za troskę, żadnych “psów” to tylko chwilowe niedogodności. A praca “służebna dla społeczeństwa” w kulturze i bardzo ją lubię. Do drogi natomiast jestem gotowa od zeszłorocznego powrotu
Kartku
Ałła ma wychodne , mówiła grzecznie do jutra , Watra o gosciach wspominała .Jedyne co mnie martwi to cisza u GPS , czy aby ten fundament ……ale już nic nie mówię , bo mi sie dostanie od Maleństwa
Kartko, Kyllian odezwał się dzisiaj na branżowym forum w odwiecznym temacie “buty”
Zośka
Jeśli w kulturze to pewnie to zainteresuje Maleństwo .Rozumiem ,że hasło rzucisz gdy będziemy “ruszali” z Toba w drogę
jużem spokojna , choc ja chyba w ogóle spokojna , prawda
Zośka
O kurcze – temat buty. No ale ważne, że napisal.
Nietoperzyco, pocieszyłaś mnie
GPS – co z Tobą???!!!
Kartka (89) za dużo troszczy się o bliźnich. Pisarz jest egoistą. Musi być, aby coś napisać.
Aaaaa, on zlicza kontakty, o promocji już przemyśliwuje.
Fajna ta telewizja galicyjska, dla mnie tym bardziej atrakcyjna, bo żyję w ponad rocznej abstynencji od polskiej tv.
Radosny program – nikt by nie pomyślal, że dzisiejsze święto ma kontekst religijny. U nas to by Schymalla z tą nabożną miną z czarnymi dyskutowała – brrrrrr…..
Ałło
na jutrzejszy poranek
http://www.youtube.com/watch?v=HyBKA6SSuh4
Telegraphick
Już mnie nie podpuszczaj, troszczę się o moich Czytelników Szanownych – łączę w sobie egoizm z altruizmem
No ale Galicja robi sobie sensowną promocję – to jest profesjonalna robota.
Kartko – masz rację – w tv luzik z katedrą w tle – gdy mówią camino – wszystko rozumiem
podglądam intensywnie –
Kartku
ktoś ta Shymallę oglada , dajmy im poogladać .Jedynie zabraniajac a nie pokazujac alternatywy sprawiamy ,że ludzie są nieszczęśliwi a my sfrustrowani .
Za miesiąc przylatuje moja kolezanka z Kolumbi , spotykamy sie na zlotach co dwa lata .Miłe to wielce .Kiedy dwanascie lat temu spotkalismy sie po raz pierwszy Elżbieta przyleciała ze swoja córka na rok do Polski.Chciala by pochodziła do szkoły zaczęła od szkół prowadzonych przez zakonników i…..dostała “zawału ” Zaczynali od bibli , mszy i pieniedzy …..a w Kolumbi Kama ( jej corka) chodziła do szkół prowadzonych przez zakonnice .To całkiem inny swiat .Nie mogla długo zrozumieć , jak my w tym kapitalizmie i wolnosci się uwstecznilismy
Nie podpuszczam, Kartko. Z życiorysów pisarzy wynika, że to sami egoiści. Sam powiedz, czy byłbyś w obiegu, gdybyś nie był trochę egoistą?
Też niepokoję się o GPSa od chwili, gdy w tv pokazali burzowe szaleństwo nad Gdańskiem – mam nadzieję, że Go nie tknęło – pewnie zaraz się odezwie, czując, że na Niego czekamy.
O co Wam chodzi. Galicja to Polska, tylko w jakoś język im się zwichrował. Nic nie rozumiem z tego co ta koleżanka śpiewa.
Telegraphicku
( 95) zamierzam spotkać się dzisiaj z ludźmi, którzy zbyt wiele mówią, z ludźmi samolubnymi, egoistami i niewdzięcznikami. To mnie jednak nie zaskoczy i nie zdziwi, ponieważ nie umiem wyobrazić sobie świata bez ludzi tego rodzaju znajomo brzmi prawda…..
Hirundo
http://www.youtube.com/watch?v=r-QpaFBD6nE&feature=related
Dobranoc Wszystkim
Jasne Telegraphicku to egoistyczne zajęcie. Siedzenie samotne nad tekstem z natury swej musi być egoistyczne. Jeszcze na dokladkę “sprzedaje się” swoje i cudze emocje, historie. Każda twórczość jest egoistyczna – altruiści mają do dyspozycji inne dziedziny życia. Taki los…
Dobranoc Nietoperzyco, słodkich snów
Nietoperzyco,
brzmi znajomo. Nie powiesz, że to Kartka, chociaż … tego na pewno nie napisałem ja. Wykluczone.
Kartko,
Siedzi się samotnie nad tekstem, z tekstem, nawet inne rzeczy z tekstem się robi. I olewa się resztę człowieczeństwa na ten czas. Mało, tych ludzi się wykorzystuje. I to samolubnie, lubi się swoje pióro, swoją wyobraźnię, swój głos, swoich bohaterów. Nic więcej się nie liczy. Czyż nie?
Hirundo
Popatrz jak popowo repertuar dobrali muzyczny koncertu – żeby był do przyjęcia dla innych europejskich nacji.
Link ściągnąłem z blogu branżowego – to dość sprawne, międzynarodowe środowisko, więc sądzę, że podaly go również inne europejskie kluby camino. Tak więc transmisję śledzą ludzie w całej Europie. To skuteczna promocja – dotyczy setek tysięcy ludzi, którzy co rok do Galicji trafiają i zostawiają po drodze kasę.
Telegraphick
Jest jak piszesz. Z tym, że niektórzy ludzie nie mają pretensji, że są bohaterami tych historii. Ba, cieszy ich, satysfakcjonuje, że inspirują choć opis dotyczy często spraw intymnych i przykrych. Mam takie doświadczenia – zresztą bardzo dobre. To tworzy bardzo trwałe a zarazem subtelne związki.
Nietoperzyco – merci beaucoup – śpij i śnij kolorowo – jutro ja zrobię mocną kawę i cichutko poczekam, aż się zbudzisz – aaa – dedykuję Ci muzykę, którą skomponował mój młody znajomy:
http://www.youtube.com/watch?v=VYQCYMPeiBE
Zgadzam się Kartko – twórczość jest zaborczą kochanką (-kiem).
Kartko – zauroczyła mnie właśnie ta lekkość – zdradzam Cię z Santiago – przyciąga własnie profesjonalizm – zmykam ogladać
Hirundo
cudna muzyka ,taka w sam raz do jutra
Kartku
http://www.youtube.com/watch?v=CroEB6iDJnE&feature=related
Ja też dobranoc – może jutro wreszcie jakiś karpik skusi się na robala?
Dobranoc Dyszczu, jutro powinny brać
Kartko – zapatrzyłam się na to niezwykłe przedstawienie – myślałam o Tobie i zapoznanych caminando – pomysł na samorealizację znakomity – dzięki za wskazanie kierunku – śpij dobrze Kartko, jeśli zdołasz – niech Ci się śni Santiago – dobranoc Tobie i Domownikom – i temu karpikowi, co go jutro Dyszczo przerobi na karpia na maśle – cmok cmok
Cieszę się Hirundo, że Ci się spodobało. Na żywo, z jakiegoś wygodnego ogródka knajpianego, znad butelki wina to jeszcze lepiej wygląda. Spij smacznie
Dobry program, Kartko, dzięki.
Dobranoc
Dobranoc Telegraphicku, spokojnej nocy
Itam – choć późno
Dziękuje Kartku za przepis na tortillę. Paru szczegółów mi brakowało, przed tym youtoobowm pokazem. Jak na razie wykonuje tę potrawę z modyfikacją – używam frytek, bo nie nauczyłem się tak cienko kroić ziemniaków
Buen Camino
Witam
Dziękuję wszystkim za pamięć i troskę.
Faktycznie napadało – dlatego do dość późna wypompowywałem wodę z wykopu – ale izolacja trzyma i w piwnicy SUCHO -:)
Dzięki za wsparcie.
B.C.
Jako, że późno zacząłem czytać – parę słów co do walki Zapatero z otyłością dzieci.
– tak, że twoje oburzenie na ingerencję państwa w zwyczaje żywieniowe (nie wiem czemu stłumione?) jest uzasadnione – państwo poszło, jak zwykle, po najmniejszej linii oporu.
Otóż korzystnym jest dla zdrowia dzieci, to co napisałeś o dunky foods i zakazie ich sprzedaży.
Natomiast z moich obserwacji problem jest w braku wysiłku fizycznego młodzieży i dzieci (o tym , że Hiszpanie mają charakter by wysiłkowi sprostać często piszesz) versus choćby tortilla którą zaprezentowałeś na koniec. Toż to porcja kalorii dla chłopa od kosy a nie dzieciaka wożonego samochodem (moi synowie zaś po wizycie u Hiszpańskich kolegów na obozach sportowych twierdzą, ze na zajęcia raczej nie chce im się uczęszczać).
Bilans ruch-kalorie oprócz zakazu sprzedaży śmieci do jedzenia młodzieży trzeba poprawiać
Po winie zdrówka
Jako, że Gospodarz też już zasnął to i ja , po cichutku powiem…. dobranoc
Kartku – o Gotach, ludzie wędrownym, którzy nie darmo nazwę Galicji dali zapomniałeś.
No spać trzeba.
Miła lui – co do zęba – moja druga połówka jest dentystką – niewyobrażalnie wprost delikatną. Jak ktoś by stwierdził, że sadystka – zapraszam nie nieudeptaną ziemię.
Ciebie lui z ząbkiem może na fotel zaprosić?
B.C.
Dzien doberek
A jak się już obudzicie to proponuję
http://www.youtube.com/watch?v=gOLIxj1ewmQ&NR=1
Milego dnia
Nauczyciele straszne rzeczy opowiadają o niechęci dzieci i młodzieży do lekcji WFu, czy jak to się teraz nazywa. Dziewczyny się skarżą, że są spocone, nie mają się gdzie wykąpać, łamią im się paznokcie i najwygodniej jest wziąć zaświadczenie od lekarza wykazujące niemożność brania udziału.
Ale z drugiej strony… widzę taką ilość młodzieży jeżdżącą na rowerach, chodzącą po górach, pływającą, biegającą.
Dużo zależy od wychowania. A może i trochę genetyki.
GPS
Piwnica mnie cieszy , ale wykop nie .Czemu go nie zasypałeś jeszcze !!!!!:(
niezła muzyczka na początek dnia
Dyszczu
mam nadzieje ,ze się ochłodziło , robaczki biorą i karpik na wieczór z patelni bedzie a może z grilla
Lui
jak samopoczucie ??!! http://demotywatory.pl/1722520/Warszawskie-metro#comments
mam nadzieje ,ze sie uśmiechnęłaś
Hirundo
pochmurno , cudny wietrzyk .Czy Ty juz na spacerek pobiegłaś beze mnie
Witam
Ciemno, mokro, ponuro – JAK CUDOWNIE! Tylko z tymi karpiami to pewnie znowu lipa? Zobaczymy po południu
Dyszczu
już wiesz zanim poszedłeś
Przyznaj się tam tyle luda do tego karpika ,ze dla nas nie starczy ….:(
jak to lipa
Nietoperzyco – moje “dzisiaj” zaczęło się… właśnie teraz – niezwykłe !!! – staram sie zinterpretować ospałość: reakcja meteopatki, zapowiadająca zmiany w pogodzie, ale na jakie – nie wiem jeszcze. Na termometrze 20 stopni. Niezbędna jest kawa, bo śpię “na otwarte” oczy, dopiero po niej frrr na kije. Ty już pewnie spacerujesz – któraś z nas musi oblecieć teren – miłego dnia
GPS – cieszę się, że wsparcie duchowe poskutkowało i że wczoraj nie byłeś “zalany” – no może troszeczkę, o czym napomknąłeś –
dobrego dnia z realizacją Pieczarkowego postulatu w tle.
Netopko, w stawie hodowlanym zabraknie? To tylko kwestia przyjemności posiedzenia nad wodą – Trudno długo siedzieć i czekać, aż karpik robaka posmakuje, gdy za kołnierz kapie woda – w zasadzie, gdyby to chodziło o przetrwanie, to czemu nie, ale głodu specjalnego nie cierpimy
W rzece są pstrągi, ale ja od wielu lat ich już nie łowię – szkoda pięknych potokowców – niech sobie pływają
Dyszczu , oj Dyszczu
czyli muszę zaczarowac pogode i …….karpia by sie dał namówić na robaczka
dopiero teraz powiedziałes ,że to staw , a może mi umkneło
Dyszczo – nie czujesz, jak drażnisz nasze kubki smakowe??? Po wspomnieniu jaskółek brzegówek milickie karpie wpluskały się do mojego apetytu, ale teraz będę musiała coś z tym apetytem zrobić. W sklepach kupować karpie raczej się boję, bo pewności, że z Milicza, nigdy nie ma.
Poza tym, jako nie jedząca wędlin, ciągle zerkam na rzeźnicka ladę – Dyszczo – gdy napiszesz jeszcze o pysznym cieście z owocami – to… pójdę po horrendalnie drogie wiśnie i też upiekę (choć bardzo się wzbraniam). Miłego dnia w Arkadii –
Przestanie chlapać to pójdziemy nad staw
Przy takiej zmianie pogody rybki przestają żerować, ale nie całkowicie, więc może się skuszą?
http://www.youtube.com/watch?v=1DAYuB3xvGs
Ten staw jest tu:
http://mapa.targeo.pl/Cz%C4%99stoborowice
Ciasto z owocami powiadasz? Kto wie, kto wie?
Dyszczo – pójdę przed siebie, różne dobre myśli rodzą się w przewietrzonej głowie – jestem szczęściarą, bo tuż za domem mam wyraj podobny Twojemu, choć ręką ludzką poczyniony – w końcowej fazie (kilka kilometrów od domu) przemierzam aleje cmentarne jednej z najstarszych nekropolii wrocławskich, ale w części poniemieckiej zupełnie “zlikwidowanej”. Nieustająco zachwyca mnie “gotyckość” głównej alei lipowej. Ciekawe co z naszych zasobów muzycznych dzisiaj potaktuje moja podświadomość.
Idę!!! Taaaaaaaaakiej ryby Ci życzę – potrafię ugotować pyszne halasle lub zupę rybną zabielaną (przygotowuję na wigilię – tradycja wielkopolska) jakby co, służę radą –
Dzień dobry
Nietoperzyco, dzięki za link. Robi wrażenie.
Rzuć okiem na to:
http://www.youtube.com/watch?v=F1r6GcPqFSo
Kartko,
Bardzo apetycznie się zrobiło już przy pierwszym Twoim zdaniu. Mnie też cukinia z kuchni woła, żeby ją w końcu przygotować.
A od cukru się głupieje i żadem liberalizm na nic się tu nie przyda.
Załączam link o żywieniu – na piątej stronie jest tez o batonikach i coli.
http://wyborcza.pl/1,75480,7717475,My_chcemy_masla_a_nie_margaryny.html
Pozdrawiam
Ałło
uwielbiam takie klimaty , a tego gościa lubisz
muzyka w sam raz na dzisiejszy dzień
http://www.youtube.com/watch?v=SPUJIbXN0WY
Jak sie czyta na zmianę artykuły co jeść a co nie można “zgłupieć ” , ale póki to chyba zagniotę kruche ciasto i dodam wiśni Hirundy
Allo – młody – rewelacja – ale wzór także EXTRA
http://www.youtube.com/watch?v=OmBxVfQTuvI&feature=related –
Witajcie Dziewczyny – zawzięcie nie wypiekam, sprzeciwiając się zasadzie: upieczone/zjedzone.
Moje drogie
a może w tę, mniej kaloryczną, stronę? Chłopaki się ucieszą – bourbona udostępniam dla wszystkich TUbylców – tylko lodu nastawię więcej
zapraszam
http://www.youtube.com/watch?v=BIvka3SSv9Y
Idę po coś, co nazywam “owoce morza”, choć Telegraphic pozostawił mnie od wczoraj w niepewności, że z naszych zamrażarek “to nie to” – spróbuję, bo chyba mam do dyspozycji produkt portugalski – za pół godziny dam znać.
Coś pysznego gotujecie, czuję po zapachach.
Hirundo
Teraz chyba poczulaś zapach kawy capucino z czekoladą …….a do tego za bardzo zapracowana jestem wiec gotowa tarta od Sowy
jakbyś na gołabki reflektowała zapraszam
http://www.sowa-cukiernia.com.pl/
Na stronie znalazłam ,że u Ciebie jego produkty mozna kupić .Nie wiem czy wszystkie , ale czekolada pychota i chleb razowy i tort dacquoise lub andaluzyjski
Nietoperzyco – z ciast najbardziej lubię… gołąbki. Jednak smakowita oferta Sowy zachęciła mnie do odnalezienia cukierni – jeden adres z łatwym dotarciem tramwajowym –
Smacznego podjadania. Mnie nie udało się kupić morskich skorupiaków – dalej od domu szukać mi się nie chce – co się odwlecze, to nie uciecze
Dzień dobry
Dzięki za dyskusję i smakowite tematy.
GPS – ulzyło mi, że się odezwaleś.
Zapraszam na nowy temat – co prawda nieco nihilistyczny. No ale zawsze można go ocieplić hedonistyczną dyskusją.
Zostaw odpowiedź