P6040876

Pierwszy tekst, który napisałem w ubiegłym roku, tuż po powrocie z Hiszpanii nosił tytuł „Lokomotyw dym”. Kartka była próbą opisu poczucia osaczenia, którego doznaje się po powrocie z wędrówki. Tak wówczas pisałem – „ …Noc, ostatni papieros na ganku. Z daleka słyszę przeciągłe wycie lokomotywy. Po chwili krótki stukot wagonów i znów zapada cisza. Przypomina mi się zima 1982 roku. Państwo wywaliło nas wówczas z uczelni na przymusowe wakacje. Ciężko znosiłem tę biurokratyczno – policyjną atmosferę osaczenia. W ciche noce, bo godzina milicyjna uwięziła ludzi w domach, słuchałem dobiegających zza okna sygnałów lokomotyw. To wycie było jak sygnał wolności – ktoś był w ruchu, w drodze. Ktoś był wolny w tym kraju przypominającym zamarznięte więzienie.

Pociąg, który niedaleko domu przeciągle wyje po nocy, kończy bieg w Szklarskiej Porębie. Ale tory biegną dalej – do Czech. Ta linia od kilkudziesięciu lat jest martwa, wyłączona z ruchu. Nie wiem czemu, bo to przecież góry i piękne widoki. To atrakcyjna trasa Widocznie ludziom nie chce się przejechać na drugą stronę. Nie interesuje ich co jest za górami. To dziwne – jak może ludzi nie interesować co jest za górskim pasmem na które codziennie patrzą? To tak jakby te kopiaste szczyty były granicą ich świata. Przecież nie trzeba rozwalać ich jak muru berlińskiego – wystarczy przejechać wygodną kolejką na drugą stronę. No ale nikomu się nie chce, nikogo to nie interesuje więc tory rdzewieją.

Piszę tę kartkę grubo po północy. Zza uchylonego okna znów słyszę cichy stukot wagonów. Czekam na sygnał lokomotywy – tym razem nie zawyła. Szkoda.” Następnego dnia dnia dostałem kilka listów w których Czytelnicy zarzucali mi nadmierny pesymizm. No i otrzymałem sprostowanie, do którego odniosłem się w ten sposób – „ ….dostałem też list na który powinienem odpisać szybko. Otrzymałem go kilka godzin po opublikowaniu kartki „Lokomotyw dym”. Przypomnę, że z nutą goryczy i zniechęcenia pisałem w o nieczynnej linii kolejowej łączącej poprzez Karkonosze Polskę z Czechami. W liście moja czytelniczka (czytelnik?) pisze, że tory w Jakuszycach już niemal są położone i od kilku miesięcy trwają szybkie prace nad połączeniem z Czechami. Pozostała tylko naprawa kilkuset metrów torowiska….” Nie pozostało mi więc nic innego jak wejść pod stół i odszczekać – co zrobiłem. Ale tym samym reaktywacja kolei biegnącej przez Karkonosze stała się motywem przewodnim moich tekstów – czymś w rodzaju symbolu polskich chęci, możliwości i aspiracji. Nie ukrywam, że ten błyskotliwy projekt praktycznej realizacji idei zjednoczonej Europy – bez granic – stał się probierzem mojej oceny sytuacji w Polsce. Wracałem więc wielokrotnie do tematu Kolei Izerskiej chodząc po górach i wymieniając poglądy z moimi Czytelnikami. W lipcu tego roku Czytelnicy z Polski i ze świata zaczęli do mnie pisać, że kolej jest już uruchomiona więc warto bym się nią przejechał i może napisał z tej podróży jakąś relację. Nabrałem apetytu na podróż – tym większego, że trasa jest bajkowo piękna. Jeszcze tylko kilka słów wyjaśnienia o jakiej właściwie linii kolejowej – cudzie technicznym i krajoznawczym – piszę.

Kolej Izerska ( Tannwalder Zahnradbahn ) została wybudowana w latach 1888-1902 w Karkonoszach i Górach Izerskich. Łączyła pierwotnie austro-węgierskie miasta Jungbunzlau ( dziś Mladá Boleslav w Czechach ), Reichenberg ( dziś Liberec ) i Gablonz ( Jablonec nad Nisou ) z pruskimi miastami Hirschberg ( dziś Jelenia Góra ) i Waldenburg ( Wałbrzych ). Nie chcę omawiać historii frapującej budowy tej linii kolejowej. Nie jest to bezpośrednim tematem mojego tekstu. Zachęcam do odwiedzenia strony, na której w pasjonujący sposób opisano realizację projektu sprzed ponad stu laty zamie3szczając przy okazji archiwalne zdjęcia.

http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=171

Ważne jest jak doszło do obumarcia tej kwitnącej za Niemców linii? Działania wojenne nie spowodowały zniszczeń na szlaku Kolei Izerskiej. Dopiero powojenna grabież infrastruktury kolejowej przez maruderów Armii Czerwonej, szabrowników a także prowadzony przez państwo polskie demontaż wszystkiego, co wartościowe na byłych ziemiach niemieckich wpłynął na jej dewastację. W rezultacie kilka lat po wojnie koleje zdemontowały resztki bezużytecznej trakcji elektrycznej w wyższych partiach szlaku, do których bandy złodziei nie zdołały lub nie zdążyły dotrzeć. W 1946 roku kursowały na najwyższym odcinku granicznym tylko dwie pary pociągów, natomiast na początku lat 50 – tych już cztery. Ze względu na uszczelnienie granicy za pomocą zaostrzenia od 1948 roku przepisów o przebywaniu w strefie nadgranicznej, polski odcinek pomiędzy Jakuszycami a Tkaczami był dostępny tylko dla pracowników leśnych, posiadających specjalne przepustki oraz dla żołnierzy pilnujących granicy. Polityczne odcięcie polski od świata oraz obowiązujące w latach 50 – tych przepisy, uniemożliwiające praktycznie turystykę w pasie nadgranicznym spowodowały, że trasę Kolei Izerskiej skrócono do Szklarskiej Poręby Górnej. W 1958 roku Polska i Czechosłowacja podpisały umowę korygującą przebieg granicy w rejonie wsi Tkacze i Harrachov. W rezultacie Polska odstąpiła Czechosłowacji wieś Tkacze wraz ze stacją kolejową, tunelem kolejowym i mostem nad rzeką Izerą. Tkacze otrzymały nazwę Mýtiny i stały się wkrótce częścią Harrachova. W 1963 roku Czesi oddali do eksploatacji odcinek Kolei Izerskiej Mýtiny – Kořenov, dzięki czemu Harrachov uzyskał za pośrednictwem pozyskanej od Polski stacji połączenie kolejowe z resztą Czechosłowacji. Po agresji sowieckiej na Czechosłowację w 1968 roku – z udziałem wojsk polskich – jakiekolwiek rozmowy o reaktywacji linii, z uwagi na sytuację polityczną pozbawione były sensu.

Współcześnie linia używana była tylko na osobnych odcinkach – polskim ( między Szklarską Porębą a Jelenią Górą ) oraz czeskim ( między Harrachovem a Tanvaldem ). Próbę wznowienia ruchu na odcinku granicznym podjęto w 1992 roku , ale bez prób kontynuacji. Ruch wznowiono jeszcze tylko 5 lipca 2002 roku – w stulecie istnienia Kolei Izerskiej. W maju 2009 roku uroczyście rozpoczęto remont linii kolejowej od Szklarskiej Poręby do granicy Polski i dalej do Kořenova. Ambitny projekt dofinansowała Unia ofiarowując stronie polskiej 3 mln euro, a braciom Czechom prawie 700 tys euro – na remont starych torów Uroczyste otwarcie linii miało nastąpić 2 lipca tego roku a dzień później pociągi miały już poruszać się wg nowego rozkładu jazdy. Według zapowiedzi dziennie miało jeździć sześć pociągów tam i z powrotem. Jak pisze Maria Kusz w art „Pociąg pod specjalnym nadzorem, czyli Kolej Izerska” ( GW – dodatek dolnośląski z 08.07.2010 ) ze Szklarskiej Poręby, przy entuzjazmie zebranych na dworcu mieszkańców, zgodnie z przyjętym terminem wyjechał do Korenov pierwszy pociąg pełen polskich prominentów z wicemarszałkiem województwa dolnośląskiego, europosłem, posłanką, starostą, radnymi sejmiku i ambasadorem Polski w Czechach. Jednak po stronie czeskiej nikt ich nie powitał. Ów dyplomatyczny chłód wyjaśnił w czeskiej telewizji Martin Sepp – przedstawiciel lokalnych władz z Liberca – który odmówił uczestnictwa w uroczystej inauguracji linii. Powiedział – „Uważamy za niestosowny udział w przedsięwzięciu, z którego nie będzie mógł korzystać zwykły pasażer”. Pasażerowie o których mówił Martin Sepp nie mogą jeździć „niby” reaktywowaną Koleją Izerską, ponieważ samorząd województwa dolnośląskiego – właściciel linii – nie zadbał o to, żeby stacje czeskie i polskie miały sformalizowaną łączność. Tak więc pociąg może dojechać tylko do Jakuszyc. Aby mogła odbyć się oficjalna, propagandowa szopka wymyślono specjalny, jednodniowy regulamin, który legalizował pierwszy, uroczysty przejazd. Czemu nie dopełniono formalności i nie dokonano uzgodnień nikt nie potrafi jak do tej pory wyjaśnić. Ja Czechom się nie dziwię – kolej to poważna sprawa i wymaga zachowania procedur bezpieczeństwa – o to przecież chodzi w łączności. Czesi są zresztą zresztą nacją rozważną – pewnie dzięki temu ich samoloty z władzami na pokładzie nie spadają na zamglone lasy.

Tak więc Kolej Izerska mimo generalnego remontu nadal nie działa. Dziś ( 23 lipca ) rozpytywałem się o możliwości przejazdu. Nic nie wskazuje na to by w najbliższym czasie (miesiącach) linia miała nabrać transgranicznego charakteru. Rozmowy z Czechami się toczą ospale a przecież jeszcze trzeba kabel łączności rozciągnąć. Władze milczą albo robią dobrą minę do złej gry. Koleją dojechać można jedynie do granicy w Jakuszycach, później przesiadka na podstawiony autobus i kierunek Harrachov. Dobrze tę prowizorkę określiła spikerka czeskiej telewizji mówiąc o nowym połączeniu, którego nie ma – „Velká vlaková blamáž” czyli po naszemu – wielki kolejowy blamaż. Nic dodać, nic ująć. A mnie pozostaje tylko nadsłuchiwać z rezygnacją cichnącego wycia lokomotyw. Kolejny, sensowny projekt UE z którego nic, jak na razie nie wyszło.

Na ilustracjach filmowych odcinki polski i czeski Kolei Izerskiej

http://www.youtube.com/watch?v=jhLkveveIBA

http://www.youtube.com/watch?v=Bh4QFujTqIo&feature=related

Na zdjęciu zarośnięte tory Kolei Izerskiej prowadzące w góry – do Czech.