www.kartkazpodrozy.blog.onet.pl
Kartka z podróży – ścieżki camino…
19 lip
4 września 2009,“Te quierro Mucho”
„ Bilbao, knajpa przy dworcu. Gdy otworzyłem korespondencję znalazłem list od dziewczyny, której kilka tygodni temu poświęciłem tekst. Mój tekst się spodobał – to dla mnie satysfakcja, bo jest to dowodem, że piszę prawdziwie o ludziach i Hiszpanii. Ale napisała też kilkanaście zdań o sobie, o dokonanych od czasu naszej rozmowy wyborach życiowych. To było kilkanaście mocnych i pięknych zdań o szczęściu. Siła tych kilkunastu zdań sprawiła, że opis Bilbao i politycznych problemów Basków stał się nagle dla mnie niewiele znaczący. Pisała ten list sercem – aż skrzył się od emocji. Chciałbym doznać stanu, który pozwala wyzwalać z siebie takie jasne myśli. Przeczytałem i napisałem kilka zdań odpowiedzi – myślę, że dość zdawkowych i ogólnych, bo skrępowany byłem jej nagłym obnażeniem uczuć. Mam 50 lat i życie nauczyło mnie ukrywać co czuję – moje wybory życiowe są niestety wciąż marną polską kalkulacją. Nawet tu, w Hiszpanii zamiast żyć księguję i kalkuluję w stetryczałym mózgu jakieś bzdury bez znaczenia.
Gdy przytłoczony energią listu zgasiłem ekran komputera ze starego telewizora wiszącego w rogu knajpy zabrzmiało „Te quierro Mucho”. To piosenka, która towarzyszy mi w drodze od samej Sevilli. W gruncie rzeczy to zwykły, sentymentalny kawałek o miłości, który jednak ma w sobie niesamowitą emocjonalną siłę. Popatrzyłem na ten bar – przytułek dla ludzi w drodze, samotnych kobiet, starych baskijskich mężczyzn, których nuda wygania z domów i wyleniałych psów plączących się pod nogami. I było tak jak zwykle gdy słychać tę piosenkę – kciuki mężczyzn z plecakami przestały niezgrabnie wystukiwać sms-y na które i tak nikt nie odpowie, ucichły śmiechy kobiet a zamyślone oczy zwróciły się w stronę migoczącego ekranu. „Te quierro Mucho” jest prawdziwe – znów wyzwoliło znów w tych ludziach nadzieję. Pomyślałem, że ta piosenka jest jak list, który dostałem….”
8 września, cienka biała linia
„ …Czasem czynię sobie wyrzuty, że krytycznie piszę o Polsce, Polakach i społeczeństwie, które tworzą. Powinienem będąc tu mieć te sprawy w dupie. No ale jak można pisać dobrze a nawet zmilczeć po takim incydencie jak dzisiejszy ( San Sebastian – ucieczka polskich turystów na dźwięk polskiego języka). To jest dopiero paranoja – uciekać na dźwięk swojego własnego języka. No ale tę alergię na własną mowę i ludzi mówiących po Polsku przecież przywieźli tu właśnie z Polski. Tam się tego nauczyli. Tam mówiąc po polsku czuli się zagrożeni przez mówiących po polsku. Język budzący strach – nic dodać, nic ująć…”
10 września, interior
„Piszę tę kartkę nocą. Z balkonu pokoju widzę rozświetlone miasto. Dalej Pireneje i mroczna francuska granica. Do tego wymarłego przed kilkoma godzinami hostellu sporo ludzi na nocną libację przyjechało. Piją gdzieś piętro niżej, słyszę głosy, lecz nic nie rozumiem, bo mówią w eusqerra. Ale jest bezpiecznie – właściciel spuścił z łańcuchów psy, które krążą wokół knajpy. Mądre są – pstryknąłem z balkonu niedopałkiem i nawet nie zaszczekały. Nastrojowo tu jest – ściany obite błękitną glazurą, nad łóżkiem rycina atlantyckiego klifu i sztych z żebraczką pt. „Insidro Nonell” w tonacji rozpaczy Muncha. A obok odbita płytka – chyba ktoś też w rozpaczy walił głową w ścianę. ( … ) Mówił mi francuski hostalejro w schronisku w Irun – „Po co chcesz iść tą drogą. Nikt tamtędy nie idzie – wracaj lepiej do domu”. Faktycznie, jak sprawdziłem w księdze gości tego albergue, tylko ja wybrałem „interior” jako cel swojej podróży….”
13 września, San Adrian
„Widok mnie obezwładnia – biała kamienna ścieżka pnąca się ku górze a na jej końcu tunel przebijający się pod stromymi skałami. Wejście częściowo ograniczone kamiennym murem, z boku łukowata brama – na tyle szeroka by zmieściło się w niej przepędzane przez góry bydło. Wchodzę do środka i w mroku widzę niską, długą kaplicę. To właśnie jest San Adrian. Wewnątrz mroczno i wilgotnie. Drewniany Chrystus zwisający z krzyża stężały w górskim zimnie. Obezwładnia mnie magia tego miejsca. Chwilę stoję zamyślony w kamiennym tunelu. Cisza – jakby czas się zatrzymał. To granica na której stoję. To jakiś znak, jestem tego pewien. To jasna myśl, decyzja. Więc przechodzę na drugą stronę, wynurzam się na słońce.
Później schodzę w dół po wyślizganych przez wędrowców kamieniach i myślę o Beatrix, Baskijce z którą przebijałem się przez góry na Ruta de La Plata. Kiedyś powiedziała – „Odkąd idę przestałam do krwi obgryzać paznokcie”. Moje dłonie też nie drżą od wielu tygodni, nie budzi mnie ból spiętego stresem kręgosłupa. Nie budzi mnie strach. To czego się bałem stało się nieistotne, to jakaś stara historia bez znaczenia. To co było dramatyczne stało się po prostu śmieszne. Może to złe słowo – stało się groteskowe. Więc chyba czas wracać do Polski i kolejny raz zmierzyć się z tą groteską – z państwem, systemem i ogłupiałymi ludźmi. Chyba pora podpalić jakieś lonty, wystrzelić fajerwerki, zakłócić cmentarny spokój anarchistyczną fiestą….”
16 września, początek ewakuacji
„Piszę ten tekst w kawiarni obok dworca autobusowego w Vitoria Gasteiz – sporego i ciekawego baskijskiego miasta. Dotarłem tu z Estebaliz po dwóch godzinach paskudnego marszu w deszczu, tak więc tradycyjnie już suszę na sobie ubranie i buty. Kupiłem bilet do Barcelony na 15.15 i myślę, że dotrę tam nad ranem. A potem zobaczymy co dalej….”
16 września, pomnik
„W jednym z miast, które mijałem idąc z Santiago do Fisterra na skwerze postawiono pomnik Emigranta. Facet z węzełkiem na kiju idzie przed siebie. Za nim ściana. Za ścianą zapłakana kobieta tuli do siebie dzieciaka. W ścianie okrągły otwór przez który wychyla się drugi dzieciak i rozpaczliwie łapie idącego ojca za pasek, zatrzymuje go. Biedna Galicja zawsze dostarczała bogatej Europie rzeszy emigrantów. Również stąd wypływał strumień ludzi szukających pieniędzy i szczęścia w Ameryce Południowej. Trudno się więc dziwić, że zamówiono u rzeźbiarza dzieło na taki właśnie temat. Pomnik jest zarazem symboliczny jak i realistyczny, bo pod gusta mieszkańców tego miasta w którym muchy z nudów zasypiają w locie. „Trochę to płytkie i infantylne” – pomyślałem robiąc w biegu fotkę. ( … ) Szedłem wówczas z Iną. Gorąco było więc została z tyłu. Gdy po kilku godzinach spotkaliśmy się w schronisku spytała czy widziałem pomnik. „Jasne, że widziałem” – odparłem –„Pomnik jak pomnik, co z tego?”. „A widziałeś jego nogi?” – zwróciła mi uwagę – „Ten pomnik jest o tobie”. Żachnąłem się. Przecież nie jestem facetem, którego bieda wygania z kraju. Żadna baba za mną nie płacze i dzieciaki też nie wyją z rozpaczy. Tym razem Ina wzruszyła ramionami – „Jego nogi to język, którym się posługujesz. To język w którym piszesz. To obraz świata, który widzisz i o którym myślisz gdy układasz zdania”. Ina się o mnie troszczyła. Liczyłem się z jej zdaniem, dlatego wróciłem wieczorem na skwer z pomnikiem. Gdy spojrzałem na nogi Emigranta zauważyłem, że od kolan w dół są koszmarnymi korzeniami. Facet szedł wyrywając swoje własne korzenie. Był jak powalone drzewo, którego karpy wiatr historii wyrwał z ziemi. To pomnik o jakiejś formie samobójstwa, samookaleczenia. Ina miała rację, nieistotna była płacząca baba i dzieciaki – istotne były wyrywane korzenie czyli język. Istotny jest kod którym opisuje się świat. Ważny jest język w którym się myśli i pisze. To coś głębszego niż okolicznościowe ględzenie i przegadywanie jakiś idiotycznych spraw. Język to historia człowieka, jego osobowości i uczuć – język to właściwie jedyny dorobek życia. Nawet śni się obrazami, które opisuje język. Dlatego ten facet od kolan w dół był tak tragiczny. Pstryknąłem drugą fotkę nóg – korzeni, mam ją w swoim archiwum. To ważne zdjęcie – pamiątka po mądrej Niemce, która mi dobrze życzyła….”
17 września, Barcelona
„ …Nad ranem ciasna poczekalnia, bo zamknęli halę dworca. Ludzie śpią pokotem na podłodze. Tektura cieszy się tu powodzeniem, wybrano chyba wszystko ze śmietników. Facet mnie opierdolił, bo mu na tę tekturę niechcący nadepnąłem – taki czyścioch. Niesamowity klimat – głośników zawieszonych pod sufitem tej klitki gra uspokajająca symfoniczna muzyka. To jest artystyczny pomysł – symfonia nad człowieczym dnem, które tworzy ta maleńka poczekalnia. Są tu ludzie, którym po prostu spóźniły się autobusy, są czarni jak heban emigranci afrykańscy i ci którym w życiu nie poszło. Naprzeciw mnie dziewczyna z maniakalnym uporem piłuje paznokcie przerywając to zajęcie tylko po to by zmiętą, zebraną z podłogi serwetką wycierać nerwowo z twarzy nieistniejący brud. Ale nikt nie zwraca na to uwagi, każdy męczy się z sennością. Ludzie są słabi, ziewają, kulą się – brak im siły. „Cholera, tylko dwie godziny do rana i otworzą bar z gorzko, słodką kawą” – marzę. Nie mogę spać, czuwam skulony na plecaku….”
23 września, lokomotyw dym
„Trzeci dzień w Polsce. Dużo jem, dużo śpię … . Wypoczywam po hiszpańskim marszu. Ale w sumie niewiele się zmieniło, dalej jestem w podróży. Znów wałęsam się po mieście patrząc ciekawie na ludzi, sklepowe szyldy, podbijane tynki odsłaniające stare niemieckie napisy, psie gówna pod nogami – na wszystko co tworzy akurat teraz świat wokół mnie. Znów z kawiarnianego ogródka pod ratuszem łapię sieć i wysyłam kartki. Do tego cienkie, czeskie piwo, które rozjaśnia myśli. Niewiele mówię, tak jak w Hiszpanii. Nie chce mi się rozmawiać o byle czym. Starczy – „dzień dobry”, „proszę”, „dziękuję”, „ile płacę”. Przecież gdy piszę nie mówię. By pisać wystarczy tylko patrzeć i słuchać. To życie jak za szklaną szybą kawiarni przez którą obserwuje się przechodniów zajętych swoimi sprawami. Więc chodzę i patrzę a potem jem i śpię. No i myślę jak to krótko i jasno opisać. To dobra, dająca dystans perspektywa. Patrząc w ten sposób widzę obcy kraj i obce miasto, w którym dziś jestem a jutro może mnie już nie będzie. …”
Ilustracja muzyczna – „Te quierro Mucho” w wykonaniu Alby Molina i Andrea Lutza
74 Responses for "powrót do kraju – ekstrakt ( zakończenie )"
Język , chociaż niejednokrotnie utyskuję na jego niedbalstwo , to jednak najistotniejsze , by głoskować bądź literować o tym co ważne , co mamy do “wyrzucenia”.”Przykrywanie” czegokolwiek / tak mi się wydaje/ zawsze prowadzi do depresji. A tak naprawdę to – WITAJ W DOMU!!!
Cześć Watra
Jasne, że “przykrywanie”, zagadywanie czegokolwiek bolesnego jest drogą do nikąd. Problemy trzeba rozwiązywać a nie zagadywać. przecież nie znikną – nawet gdy zapomnimy – zwykle wracają nieoczekiwanie i tym bardziej boleśnie. To psychologiczny elementarz, ale jak życie pokazuje zapomniany.
Cieszę się, że jesteś
Pozdrawiam
Zapowiadałam pracowity tydzień i widocznie się nie pomyliłam , spadek temperatury podciął skrzydła stałym bywalcom. Wygrałam w remika 5 zł , więc zapraszam na piwo!. Wracając na moment do kartki.Oby bary-przystanki przy drodze zaczęły świecić pustkami. / nie mylić z przydroznymi wszelkiego rodzaju zajazdami/. A może wszyscy są na lotnisku i witają lui ???
Każda trauma pozostaje w nas – zapomnienie jest jedynie udawaniem. Ktoś mądry powiedział mi kiedyś: dopiero jak powyrywasz dokładnie wszystkie chwasty z najciemniejszych zakątków swojego “ogródka” będziesz mogla uprawiać grządki.
Ta ogrodnicza porada okazała się bardzo skuteczna.
Pozdrawiam Was cieplutko
Cześć Zośka
Ale o tym ogrodzie napisalaś – jesli pozwolisz zgapię od Ciebie i wykorzystam w tekście, bo bardzo mądra metafora.
A co do frekwencji to jest sezon wakacyjny. Ludzie chcą odetchnąc też od internetu, nie dziwię się i ufam, że wrócą. Teksty są czytane, dziś nowy komentującyc bardzo inspirujący wpis zamieścił pod poprzednią kartką. Es – jeszcze raz dzięki.
Jutro też będzie kartka wcześniej bo szykuje mi się nocna libacja z Rozmysłem. Więc już kartkę na jutro dłubię.
Tylko niepokoi mnie co z Nietoperzycą. Odezwij się Nietoperku
Pozdrawiam
No i Alli nie ma. I wielu innych. Obyś Watro w złą godzinę nie powiedziała … .
Witam
Jestem i czytam. O tym języku. I zastanawiam się, ile ważą słowa. Co człowiek z tą wagą robi i dlaczego.
Myślę, jak ważne rzeczy często przekazujemy i trafiamy w mur.
I o tym, ile zła czynią głupie słowa, nieprzemyślane, albo celowo pomieszane sensy i znaczenia, tak, by uzyskać jakiś efekt (i nie będę wspominać nawet o politykach, chociaż trudno się skojarzenia ustrzec)
I zastanawiam się jeszcze, na ile umiemy wyrazić słowami nasze myśli. Przypomina mi się, że: “Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie;Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie,”
I czy mamy wystarczający szacunek dla tych naszych korzeni.
No bo jak zwykle kartka jest tak treściwa, że nie wiadomo, w którą stronę pobiec
No wielki temat w komentarzu nr 5
LIBACJA
Kochani
czytam Was, ale po raz kolejny świat mi się wali na głowę.Nie wiem czemu znowu mi .Czy jak magnes przyciagam kłopoty ?Gdy słyszę słowa : ja myslałem , ogarnia mnie czarna rozpacz i mówię : nie , nie myslal Pan ,gdyby Pan myslał nie prowadzilibyśmy tej rozmowy
Mam nadzieje ,ze Was to uraduje .Hirunda pisze : brakuje mi Domowników
Watro
mi skrzydła podcina tylko głupota ludzka , ja wiem, że wiesz co mam na mysli
Komentarz nr 5. No wiesz Alla – jeszcze nie jestem pewien. Dopiero wstępne ustalenia zapadły. Wszystko jeszcze może się zdarzyc.
No i kolejne ciekawe i inspirujące myśli o języku. Moim zdaniem komunikacja językowa, mówiona między ludźmi współcześnie jest tak zbanalizowana i jałowa, że trudno jej nadawać jakiekolwiek znaczenie. Może dlatego w moich historiach mężczyźni i kobiety porozumiewają się raczej za pomocą dotyku czy rozumieją bez słów. Celowo piszę o relacjach męsko – damskich, bo tam rozmowa jest chyba najważniejsza. No ale chyba prawdziwie oddaje te relacje miłosno językowe słynny dialog -
-Był hydraulik
-Tak
-Ile dalaś?
-Sto
Chyba dlatego jeden z moich kumpli, gdy go spytałem o marzenie erotyczne po namyśle odpowiedział – od serca pogadać w łóżku. Ale perwersję wymyślił.
Trzymaj się Nietoperzyco. Zdaje się, że potwierdzasz moją teorię o niemożności porozumienia się (z Panem) za pomocą naszego języka. Myślę o tym co przeżywasz.
Pozdrawiam
Nietoperzyco,
Są dwie strony barykady. Po jednej stoją ci, co myślą, a po drugiej ci, co sądzą, że myślą. Nie ma siły – musisz być po jednej ze stron.

Jakiś czas temu rozwaliła mnie urzędniczka w magistracie, bo kazała sekretarce pokreślić i poprawić “po swojemu” wniosek o pozwolenie na budowę. Chciała być sprytna i sama przeczytała z profilu długość sieci. Źle przeczytała, zniszczyła wniosek podpisany przez Inwestora, a na mój telefon z pytaniem, jak mogła coś takiego zrobić, zapytała głupkowato, o co mi chodzi, bo ona przecież się starała…
Allo
http://demotywatory.pl/1906719/Upaly#comments
Sztrosmajer nie miał racji : głupota ma skrzydła i unosi sie szeroko
a teraz ide z niunia na spacer i pokrzyczę jak w tej piosence
http://www.youtube.com/watch?v=YLHpvjrFpe0
Aha nie znosze zamiatania pod dywan !!!!!! niczego
Kartko,
Dialog romantyczny, że ho ho.
Rzeczywiście masz perwersyjnych kolegów.
Z czego wynika nieumiejętność rozmawiania ze sobą? Z braku zaufania, czy to coś innego?
Ałło
Idiotyczne stwierdzenie : starałam się, to całkiem jak słynne : myslałem , rozgrzesza człowieka!!!!
Kartku
dałam dwa linki przez przypadek , wpuśc mnie do środka;)
Alla
Właśnie jutro chcę o tym napisac szerzej. Myślę, że z samotności i nieufności. Ludzie nie potrafią, boją się, nie umieją poradzić sobie z samotnością. “Przykrywają” ten lęk bleblaniem
Bo z tym ogrodem jest tak, że często nie wystarcza środek chwastobójczy, nawet prawdziwa motyka Dyszcza nie poradzi. Trzeba pokaleczyć ręce do krwi wydrapując chwaściory. Boli, ale skuteczne.
Zośka,
Potrzebuję instrukcję wydrapywania.
Właścicielka zachwaszczonego ogródka
Alla
Wczoraj wznosząc toast /krótki/na cześć miłości, zaznaczyłam – pielęgnujmy ją szczerze ze sobą rozmawiając. Masz rację Kartko ,ze gestem można zastąpić niejedno słowo, całe zdanie , ale gesty to nie treść , barwa , melodia ,emocje i …. A samotność??? Gdybyśmy byli zdolni pogodzić się z nią , to pustelnie byłyby na topie.
Nietoperzyco,
na jak wrócisz
http://demotywatory.pl/1798176/Smieja-sie-bo-jestes-inny
(ale składnia… a było coś o szacunku do korzeni)
Twój link do Linkin Park – rewelka!
Alla, od 29.07 do 1.08 w Szklarskiej Porębie “Pod Ponurą Małpą”jest Turystyczna Giełda Piosenki Studenckiej/ 43/ Prawdopodobnie masz najbliżej.Polecam tamtą atmosferkę na wyrywanie wszelkiego rodzaju chwastów. Bardzo żałuję ,że nie mogę tam być.Mam swoja ulubioną piosenkę z giełdy -” Lato z ptakami odchodzi ” .
Watro,
Sugestia do rozważenia. Zaczynam myśleć. 30 lipca mam planowany wyjazd, to może uda się urwać chociaż dzień na Szklarską.
Dzięki
Alla, daj tylko znać czy pojedziesz.
Dobrze Kartko
Dam znać.
Watro
http://asiiak.wrzuta.pl/film/an39UxdZD90/lato_z_ptakami_odchodzi
Ałło
demot rewelka jak mówi Maleństwo, to chyba pasuje do dzisiejszej mojej sytuacji
http://mistrzowie.org/7720/Kurze-jaja#comments
Kartku
zajrzyj do “listonosza”
Znalazłem demotywator dla siebie
http://demotywatory.pl/1906692/Odwaga
Nocny , fruwajacy ssaku, – tym sa dla mnie góry.Moi przyjaciele na ente urodziny nagrali w studio płytę a na niej , między innymi, tą giełdowa piosenkę , która zresztą obiecali zaspiewać jak pożegnam się z ziemskim padołem.
Nietoperzyco,
Ja sobie w kółko powtarzam, żeby nie przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Czasem działa.
Inspirująca ta stronka z jajami.
A to fajne
http://demotywatory.pl/1316705/Nie-placz
Alla, instrukcja obsługi ogrodu jest zbyt obszerna na tutaj. Zacznij od sugestii Watry – pozytywne klimaty
Hirundzie na pewno jest smutno, że jej z nami nie ma. A namawialem – weź kompa. Nie ukrywam, że mnie jej też brakuje. Niby człowiek twardy jest a przyzwyczaja się do przyjaciół, niedosyt ma w sercu. Pamiętam jak mi pierwszy raz przysłała bluesa. Bardzo przyjemnie mi się zrobiło.
Może ta, troszkę tęskna piosenka by jej się spodobała
Może jakoś do niej dotrze?
http://www.youtube.com/watch?v=MIDOEsQL7lA
Obok mojego domu, w barze przydrożnym przygarnęli zimą kocura Arnolda. Wielkie bydle, bialo rude – bardzo go barman kocha. Nawet mu przyczepia do obróżki odblask migający, żeby go samochód jakiś nie rozjechał. No i Arnold z odblaskiem chodzi nocami do kocicy, która mieszka pod sklepem. Najczęściej kotłują się po nocy na moim ogrodzie. Mimo, że barman karmi go surowym mięsem Arnold jest chudy jak deska – jak to w miłości. Dziś barman mi mówił, że myślał bu Arnolda wykastrować – by się baru bardziej trzymał i nie laził po nocach. Ale na szczęście weterynarz wytłumaczył mu, że skrzywdzony kocur mógłby po prostu odejść. Upiekło się więc Arnoldowi, znów słyszę kocie wrzaski za oknem. A niech sobie kocur używa.
Ałło
a potem mnie ponosi .Sama chciałabym wiedzieć czemu
ja stale to sobie powtarzam : nie przejmowac się tym na co nie mam wpływu i powtarzam to Malenstwu , wstyd
Fajne to Kartko.
I Summertime, i walka o prawa kotów.
Nietoperzyco,
Bo emocjonalne z nas kobiety, ale czasem się udaje.
Wiesz Alla
Znalem faceta, ktory miał kocura. Wyobraź sobie, że jego żona i corka odniosły tego kota do weterynarza na 8 marca i wykastrowały. Ale horror. Ja bym się z takimi kobietami bał mieszkać pod jednym dachem
Ałło
często się udaje , choc chciałoby się na maksa
http://demotywatory.pl/1749652/Szybowiec#comments
Kartku
madry weterynarz
Kartko,
I masz rację. Trzeba się bać. Bo to złe kobiety były.
Nietoperzyco,
Jesteś cudowna!
A wiesz, spłakałam się ze śmiechu na tej stronce mistrzów.
Już czas na mnie.
Dobranoc
Ałło
mam nadzieję ,ze nie takie cuda mialaś na mysli
http://demotywatory.pl/520666/Maz-i-Zona#comments
Kartku
mała prywata, od Wandy .Wiesz jak sie na patrzy i czyta , przynajmniej ja czuję ,że świat jest cudowny
http://moiprzyjaciele-przyjaciele.blogspot.com/2010/07/moja-bitwa-pod-grunwaldem.html?showComment=1279555617799#c4224880237874032726
Ałło
dobranoc
Dobranoc Alla, słodkich snów
Snów , które spełnią Wasze marzenia.
Nietoperzyco ale film na youtube z tego adresu mi nie wchodzi a chciałem obejrzeć. Możesz mi link podeslać, bo nie umiem sobie poradzić
Watro
Tobie równiez takich snów
Kartku
http://www.youtube.com/watch?v=Q99GBjPKVw4
Dyszczu
zapomniałeś o mnie , tak jak i Twój kolega deszcz
Kartku
a gdzie to zdjecie pomnika o którym piszesz , wklej go proszę
a teraz dobranoc , do jutra , a jutro
http://www.youtube.com/watch?v=9JvuIQMDcsI
Dobranoc Watro, dobranoc Nietoperzyco
Spijcie smacznie. Zdjęcie wkleję do nowego teksty – tyle, że nie jutro. W najbliższych dniach.
Nie zapomniałem, tylko dopiero wróciłem z wojaży – odwiedziłem Biłgoraj, Aleksandrów i Górecko Kościelne. Za to wczorajszej i dzisiejszej kartki nie przeczytałem – przejrzałem tylko komentarze
Jutro obrabiamy mięsko na wędlinki
A za oknem pojedynek głosowy naszej strażniczki Kiry z inną strażniczką u sołtyski – stoją na drodze naprzeciwko swoich działek i dziamolą z dużym zaangażowaniem – że tez im się nie nudzi
http://www.youtube.com/watch?v=lqyHVPVz9ms&feature=related
A tu taki staroć na dobranoc
Cześć Dyszczu, jeszcze nie spię. Biłgoraj to z palikotem mi się kojarzy
Jednak tylko tą ostatnia kartkę miałem zaległą.
Czasem ktoś mnie pyta o mój stosunek do rzeczywistości – a ty gdzie jesteś? Z boku, odpowiadam, z boku. Część korzeni oderwana, nic mnie nie łączy – patrzę, część zakotwiczona na zawsze – szarpię się. Wszystkiego nie wyrwiesz, bo będziesz się nadawał do spalenia.
Górecko Kościelne, już kiedyś pisałam, nie znałam a pokochałam. Pięknie tam jest i w okolicy
Dyszczu
jaki staroć ?Czy chcesz powiedziec ,że jak ja pamietam ten staroć to jestem ……..:(
Ale kiełbaske to i owszem chetnie posmakuje.Czy sam osobiscie bedziesz bawił się w masarza ? Czy cała kiełbaska pójdzie we flaczki , czy moze część do weka ? Lubiłam taka z weka też
Kartku
pewnie Hirundzie to też by sie spodobało
http://www.youtube.com/watch?v=nitiMG81DRc
Gdy wyjeżdzam ciązy mi laptop , cholernie waży .Chyba kupie taki malutki tylko na podróże .Starośc nie radość
Witajcie w dniu, nowym dniu
Cóż was mili moi taka tęsknica ogarnia. Chociaż nie – chyba nie tęsknota, wyczuwam raczej troskę …
Spieszę Wam donieść, że mimo wakacji staram się zdążyć i dotrzymać swego planu (tego z compostellą też) i dlatego jak przywlokę się koło 22 to wolę kanapę od krzesła przy kompie. A poza tym nie będę narażał Pań na kontakt z przepoconym budowlańcem z piwem w ręku…
Ale, że już po dwóch kąpielach i kawa z cynamonem paruje obok więc parę słów nim do realizacji planów.
Zosiu Miła Ad4 to chciałbym zauważyć, a Dyszczu jako ogrodnik praktyk, może to potwierdzi, że w ogrodzi mimo, że chwsty nie są pożądaną roślnką, to czsem jakaś komosa, pokrzywa, mlecz czy inne zielsko wprowadza do niego pewne dopełnienie i nie ma tak, że jak już wszystko wyrwiesz to nowe nie wyrośnie. Nie kocham chwstów, ale usuwanie ich tylko z tych obszarów gdzie zagłuszają rośliny przez nas uprawiane, to mniej straconej energii i czasem możliwość nakarmienia jakiedoś kaczątka (pokrzywą lub komosą) lub zrobienie extremalnej sałatki (mniszek lekarski).
Jakoś tak na Mr Gardiner’a z “Wystarczy być” nam zeszło
Buen Camino
Jako ogrodnik praktyk, to mogę tylko tyle powiedzieć, że różne mogą być powody zostawienia chwasta, ale podstawowy to brak czasu i siły na usunięcie (to jest prawda uniwersalna) – ja czasami się pocieszam, że stworzenie wszelakie ma gdzie się ukryć i pożywić – np. pszczoły, żaby czy ptaszę nielotne, ale to tak tylko na zasadzie: “nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”.
W masarza sam się bawię – będą kiełbaski i szyneczki i boczki i schabik i baleronik. W słoiku to ja bym chętnie, ale Młode na tłuszcz mówią “fuuuj”, to przecież sam nie będę wcinał, tym bardziej że lekarz miałby niejakie zastrzeżenia co do takiej diety
Dyszczu, ale tłuszczykiem to jakiś gość mógłby chlebek żytni do kiszonego sobie posmarować
Choć ja też z tłuszczykiem musze uważać.
B.C.
Dyszczu
koniecznie z kiszonym ogórkiem i pysznym chlebem własnej roboty
no tak jak mówi GPS może jakiś gość chętnie by skosztował
A szyneczki jakim drzewkiem będziesz wędził
Rety, znowu jestem głodna.
Chebuś żytni ze smalcem i kiszone ogórki, takie, co chrupią w zębach. A do tego piwo?
Ogórki są, chlebek jest, tłusta kiełbaska będzie
Wędzę drzewem liściastym, jakie jest pod ręką. Śliwkowe, wiśniowe i czereśniowe okorowuję całe, reszta tzn. leszczyna, wierzba, klon, buk, dąb, olcha okorowuje tylko gruba korę. Jałowce tu na wagę złota, wiec na koniec dodaje kupowane w sklepie jagody.
Bardzo interesujący jest czarny bez a rewelacyjne korzenie drzew owocowych.
Wędzarkę wygrzewam, aż dym stanie się prawie przezroczysty, a później pilnuję, żeby był co najwyżej niebieskawy. Poza tym pilnuję trzech faz wędzenia – osuszanie, wędzenie właściwe i dopiekanie. Potem tylko studzenie na kijach w przewiewie i do lodówy. Obecni przy wędzeniu maja przywilej jedzenia gorącej polędwiczki
Dyszczu – mimo gorąca, to obsesyjny apetyt wzbudza twój opis
Stary Dyszczo.
Twój opis to jeden z najbardziej sugestywnych i emocjonalnych kawałków, jakie ostatnio miałam przyjemność czytać
Pozdrawiam
Dyszczu
a czy będzie watróbka tak na krótko z cebulką ? i pasztetówkę bym zjadła taką od razu zrobioną i słodziutki schabik , oj rozmarzyłam się , może jeszcze Kartek nie napisał “kartki” i będzie cosik kulinarnego
Pasztetówki nie umiem robić, niestety. Również nigdy mi dobry pasztet nie wyszedł a kaszanki sam nie próbowałem zrobić. Za to wędlinki to i owszem, podobno niewielu jest w tym lepszych ode mnie (ale się chwalę, nie?) – oczywiście czasami udaje mi się spierdaczyć koncertowo, ale co tam – legenda się liczy
Wątróbka oczywiście dziś na obiad, z cebulką na krótko, a jakże!
Co do próbowania, to ktokolwiek będziesz w Krzczonowskim Parku Krajobrazowym, wstąp a odpocznij sobie, a zaliż, a popróbuj a nie pożałujesz
A wpadłe ci tam przez internet http://f.polska.pl/files/230/132/14/Krzczonowski_Park_Krajobrazowy.pps#256,1,Slajd 1
Całkiem ładnie
Pozdrawiam
Jak sobie przypomnę, to robię fotki, ale rzadko, bo od czasu pracy w laboratorium fot. mam uraz
Dyszczu
Może Cie nauczę robic i pasztetówke i kaszankę , a potem taką cieplutka z mnóstwem duszonej( nie smażonej ) cebulki i kiszonego ogóreczka , oj chyba jestem głodna
toć nietoperz się tam wypuszcza , bo rodzine ma w Lublinie , tylko Twoja norka bym nie pobładziła
Dzień Dobry
Dzięki za ciekawą i smakowita wymianę myśli. Wczoraj napisałem egzystencjalną, ponura kartke ale czując Wasz nastrój postanowilem wkleic dziś tekst ekstra. Ostatnio było troche kartek psychologicznych więc chyba czas na bardziej konkretny i praktyczny tekst. Jest już wklejony więc zapraszam wyżej
Pozdrawiam
Zostaw odpowiedź