www.kartkazpodrozy.blog.onet.pl
Kartka z podróży – ścieżki camino…
18 lip
29 lipca 2009, port w deszczu
„Fisterra tonie w deszczu, buro sine chmury zakryły szczyty okalających zatokę wzgórz. Piszę w hostellu, bo nie chce mi się biec w zacinającym deszczu do najbliższego baru. Od nieszczelnego okna piździ atlantyckie wietrzysko. Odziedziczyłem ten pokój po Ralfie, który wyjechał z rana. W dole dachy rybackich chałup pokryte zielonkawym od mchu eternitem. Niżej port z kołyszącymi się na falach łódkami przypominającymi łupinki po laskowych orzechach. (…)W wiadomości z Polski nuta wyrzutu, że mnie mnie tam nie ma. Niezrozumiała nuta, bo czując nadchodzącą śmierć bliskiej mi osoby proponowałem, że zostanę – poczekam z podróżą. Co z tego, że proponowałem skoro mnie nie słuchano. To paradoksalne – język, mowa nie służą już do komunikacji. Słowa nic nie znaczą, bo nie są słuchane. Dialog staje się tylko monologiem wsłuchanych w samych siebie ludzi. Słowa nic nie znaczą, język nic nie przekazuje, umowy nie obowiązują. Gdy idę przez Hiszpanię układam w głowie zdania, metafory, opisy tego co widzę i czuję. A potem zapisuję je przy barowym stoliku. Już nie umiem inaczej posługiwać się polskim językiem. Mam wrażenie, że gdy mówię po polsku do spotkanych po drodze rodaków mówię do ich pleców, mówię do ściany. Łapię się na tym, że rozmawiam z nimi za pomocą ułożonych wcześniej tekstów, które opublikowałem na blogu albo schowałem zapobiegliwie w czeluściach komputerowej pamięci. Cholera, wierzę tylko w to co napisane po polsku, tylko w to co widzę na ekranie komputera. To konkret, słowo mówione rozpływa się jak targane wiatrem chmury nad portem. Jest niczym bo ludzie przestali się nawzajem słuchać. …”
3 sierpnia, Ina
„Dziś pożegnałem Inę. Przed południem odjechała z dworca w Santiago na lotnisko. Pierwszy lot do Madrytu, drugi do Berlina. Pożegnanie na pozór oschłe, bo nadrabialiśmy minami. Życie nauczyło nas nie okazywać uczuć. Ale to taki nawyk, maska na twarzy i nonszalancja w oczach. Za dużo się jednak zdarzyło byśmy w to uwierzyli. Więc cmok, cmok i schowała się w autobusie za przyciemnioną szybą. Postałem chwilę, machnąłem ręką i znów kurwa w drogę.
Knajpa w Fisterra kilka dni temu. Śniadanie – Ina nad grzanką, ja nad zupą rybną. Smaruje tę grzankę masłem i mówi do mnie – „W powieściach taka historia, którą mamy za sobą kończy się morderstwem, małżeństwem albo szaleństwem. Co zrobimy ?” – pyta patrząc na mnie mądrymi, zielonymi oczami. Uśmiecham się – przecież to jasne co zrobimy. Nie jesteśmy mordercami a blizny po małżeńskich obrączkach jeszcze się nie zagoiły i bolą jak cholera. ( … ) Znów ma złe sny, znów przytulam. Nie wiem czemu śpimy jak dwie ściśnięte sardynki na wąskim łóżku. Przecież wykupiliśmy dwa wyra – jesteśmy oboje wygodni. Nie wiem czemu śpimy na tej niewygodnej tratwie, czemu na niej jemy i palimy patrząc sobie w oczy. (…) Knajpa przy lotnisku, camino tędy biegnie. Dałem sobie w kość, koszulka mokra od śmierdzącego potu. Sączę piwo i myślę, czy zadeptać te kilka dni czy zachować w pamięci. Mówiła – „Mamy tylko trzy piękne dni – później będzie katastrofa, która cholernie zaboli”. Choć wiem, że ma rację pytam – „Dla czego?”. „Bo tak jest zwykle” – odpowiada i ma rację. Ostrożna Niemka, obolała Niemka. Ostrożny Polak, obolały Polak. Myślę jak ułożyć sobie w sercu te trzy dni a nad głową przelatują z hukiem samoloty lecące do Madrytu. Małe są – kilkanaście miejsc. Jak ona ułoży w tym ścisku swoje długie, obolałe nogi? Kurwa, ciężko mi to pisać….”
4 sierpnia, pod prąd
„Arzua, bar bez nazwy – trzecia po południu. Doszedłem tu pod prąd co znaczy w odwrotnym niż wszyscy kierunku. To nawet zabawne i sympatyczne – budzę spore zainteresowanie. Ktoś mnie poucza, że idę odwrotnie, ktoś inny pyta dokąd idę. Są też pytania praktyczne – o najbliższy bar lub albergue. Ale na ogół widzę zdziwienie w oczach Niemców i Anglosasów. No i czuję wsparcie Hiszpanów, którzy nie zadają idiotycznych pytań, bo wiedzą, że trzeba swoje przejść – nawet w odwrotnym kierunku…”
22 sierpnia, kartka okolicznościowa
„Tak jak pisałem, według moich wyliczeń przeszedłem już 1 500 kilometrów. Los chciał, ze dzisiejszy jubileusz spędzam w wyjątkowo pięknym miejscu. Miejscowość nazywa się La Isla a schronisko za jedyne 5 euro mieści się tuż przy plaży. Za mną pasmo górskie o nazwie Sierra de Sueve przez które przemknąłem rankiem. Tak wiec przed nosem mam Atlantyk a za sobą wysokie niebieskawo – zielone góry o których szczyty zaczepiają przemykające po niebie białe obłoki. Pogodę tez mam jubileuszowa – wczoraj przestało padać i w końcu zza oparów mgły wyjrzało słońce. Od rana idę z Albertem – 67 letnim facetem – i z nim obchodzę ten swój kilometrowy sukces. Albert jest Niemcem, członkiem społeczności, która przegrała wojnę a po klęsce potrafiła się tak zorganizować i zmobilizować by przekuć przegrana na zwycięstwo. Albert za swoja ciężka prace przy odbudowie Niemiec ma porządna opiekę lekarska i emeryturę, która pozwala mu wałęsać się po Europie na starość. Zresztą, jak mówi, gdyby przestał się ruszać to by umarł. Rozumiem go bo tez “trwając” w Polsce miałem przeczucie, ze zdechnę za chwile. Tak wiec doszliśmy tu wspólnie popijając piwo i ciesząc się moim sukcesem.
Dziś na blogu znalazłem ciekawy list (…) [ fragmenty odpowiedzi na list] … Panie, skoro tak niepokoi Pana moja wędrówka po prostu nie czytaj Pan kartek. Pisze to choć moja rada nie ma dla Pana znaczenia. Pan będzie je czytał czekając na moja klęskę. Pan będzie je czytał dzień po dniu czekając na mój upadek. Tylko po to by powiedzieć -”A nie mówiłem!”. Pan na ten moment czeka i ja to rozumiem, bo to jest takie czysto polskie.(…) Dziękuje Panu za list. Wzmocnił Pan we mnie determinacje by iść dalej. Nic tak nie wzmaga we mnie chęci wędrówki – byle dalej od Polski – jak takie listy. Ale najpierw przejdę się po plaży, rozgrzeję słońcem plecy, wymoczę nogi. Potem z Albertem skoczymy na piwo, bo dziś ważny dla mnie dzień. Albert swoje przeszedł wiec to rozumie….”
27 sierpnia, dom
„Polanca – jęzor ziemi ograniczony z jednej strony krajowa autostrada a z drugiej lokalnymi drogami. Pośrodku tego jęzora sterczące jak pryszcz albergue. Ma wielkość przystanka autobusowego zbudowanego z granitowych głazów. Siedzę na plastikowym krześle, lachy schną na sznurku i patrze na “zona industrial” bo tak nazwano te jałowa ziemie. Na wprost magazyn “Disna Import s.l – muebles teka”. Pustki przed “muebles”, bo po cholerę komu meble skoro nie sprzedają się mieszkania. Po prawej opustoszałe magazyny “Cuevas” – tu tez nie widać ruchu. Miedzy nimi “Bar Quin”. Dziwny bar w którym nie można siedzieć i pic. Za to po zastukaniu kołatka w drzwi dostaje się w cenie 1 euro puszkę piwa “Canaveral” opakowana w szary papier. Bar? To raczej swojska, domowa melina. Zasypiam w słońcu. Miedzy kamieniami ścian schroniska przemykają jaszczurki. Upodobały sobie te zalana asfaltem i cementem ziemie. Lubię je jak jak moje siostry mrówki. Tez jestem jaszczurką i mrówka zarazem szukająca miejsca dla siebie w słońcu, oparach benzyny i cieple plastiku. To przecież dziś mój dom, moja “casa”. … .”
1 września, moje siostry pluskwy
„ Wypiłem wapno, zjadłem. Oczy się zamykają. Potem krótki, ale podły sen o kraju. Już drugi raz odkąd gryzą mnie pluskwy. Topię się w pocie, coś gadam po polsku. Stara Włoszka, która dowlokła się tu pół godziny po mnie uspokaja, chwyta za rękę. Wyrywam się, wyłażę z tego pieprzonego schroniska i siadam na rozgrzanych słońcem schodach. Naprzeciw Niemcy – chrzanią coś o polityce. Zaciągam się głęboko papierosem i myślę – „Mój Boże, tyle kilometrów przeszedłem i nie zadeptałem wspomnień. Znów do mnie wracają jak pluskwy. Wraca ten upiorny świat o którym chciałem zapomnieć. Naiwny byłem – już pod koniec drogi On rzucił na mnie pluskwy. Zaśmiał się z mojej naiwności”. Noszę w sobie pluskwy zdrady i oszustwa. Noszę w sobie pluskwy naiwności. Noszę w sobie przeszłość, która swędzi mnie jak pokryte strupami krosty. Przypomina mi o sobie. Chciałbym o tym zapomnieć, spróbować coś nowego zacząć. Ale jak skoro się nie oczyściłem? Nie jestem jeszcze gotowy by spróbować od nowa. On mi to mówi rzucając na mnie garściami pluskwy. Jestem bezradny – pozostało mi tylko iść dalej. On mi o tym nie daje zapomnieć szpecąc czerwonymi syfami skórę….”
93 Responses for "powrót do kraju – ekstrakt ( II )"
Kartku
gdzieś Ty wysłał tą burze i deszcz .Miałaś do mnie na północ i co i dupa .Nie ma deszczu , wiatru , za to jest piekne słońce
Dyszczu
rybek nie nałowił , a ja już w myślach widzialam chrupiacą rybkę czułam zapach i co …….
http://www.youtube.com/watch?v=TqqQHWUITew
Teraz kartke poczytam
Cześć Nietoperzyco
A u mnie się już niebo przeciera. Góry widać czysto. Spokojnie Nietoperzyco, dojdzie. No chyba, że po drodze się wypada.
Kartku
chyba się wszędzie wypadało , tylko mnie omineło ;(
Im bardziej chcemy zapomnieć tym bardziej pamietamy , banał prawda , ale tak czuje
Może powinieneś przeczytac na nowo “Czarny obelisk”
Być może, myślę, że skoro wszystko się rozpada, nie istnieje naprawdę nic innego, tylko ta odrobina przebywania razem. Ale i to jest poniekąd oszustwem, bowiem tam, gdzie jeden człowiek naprawdę potrzebuje drugiego, nie można iść razem i pomagać sobie wzajemnie
Moze te trzy dni były tym czym miały być http://www.youtube.com/watch?v=hARigW3JGsA
Nietoperzyco
Cholernie mądry facet z Remarquea
A moze raczej to
http://www.youtube.com/watch?v=HOlKnC_6cu0
Lui
dołozyłaś cos do walizki
Sarno
jak sobie poradziłas z krzyżakami
Watro
http://www.youtube.com/watch?v=lIHn436Y2qw&feature=related
Kartku
podobnie jak Ty
Ałło
a Młody poszedłby przez ten most
http://demotywatory.pl/721310/Teraz-my#comments
czy nowy zbudował
Nietoperzyco!
W Krakowie leje z przerwami gdzieś od południa.
Daje się żyć!
Tetryku
szczęsciarzu , ja musze sie zadowolić tym co mam , ale pogody ducha mi nie zabraknie , mam taka nadzieje .Pozdrów ode mnie Kraków i zagladaj częściej
Nietoperzyco…
Oczywiście i w Barcelonie:)
znalazłam walize w rogu pokoju. Była już pełna, wypełniona tym czym obiecałaś i spakowałaś..dopchałam do niej trochę rzeczy..nie powiem z dużą trudnością..i do jutra::))
Nie pada w Krakowie i w Warszawie
Buzka
Lui, o której lecisz?
Kartko,
Samolot mam o 9.45 ale z domu muszę wyjść o 7 ::)) teraz to nic ale z powrotem mam o 6 rano wylot…aaaa..Dobrze, że w Polsce słoneczko wstaje wcześniej nie tak jak tu..przed 8 nie zobaczysz.
Mam nadzieję, że po drodze do przystanku autobusowego nie napotkam ludzi uprawiających dogging…:)
Ja bym może i przystanęła ale moje małolaty:)
Buziaki
Lui, tak rano to chyba nie – komu się chciało. Trzymaj się dzielnie i napisz z ojczyzny korespondencję. Ale co ja się żegnam – jeszcze będzie czas.
Jaki fajny kawałek rewolucyjny
http://www.youtube.com/watch?v=n3IzgNbIOJI&feature=related
Wiesz Kartko,
Nigdy nie panikowałam przed lotami, a nalatałam się bardzo dużo. Nie boję się latać..ale dzisiaj ogarnia mnie strach.
Nietoperzyco, jak zwykle, niezmiennie od 600 lat. Dostali w kość, ale musieliśmy się solidnie napocić
W jasyr żadnego krzyżaka nie wzięłam, bo jestem zwolennikiem monogamii. A poważnie było super choć to niesamowita mordęga. Nie wiem jak ludzie mogą tam zabierać dzieci i zwierzęta, albo sami pchać się skoro są chorzy. Organizatorzy i uczestnicy inscenizacji dostali gromkie brawa, a polityków i ministra głośno wygwizdano, bo jakoś tak wyszło, że celebrowanie ich ich obecności było ważniejsze od powodu dla którego przybyli na pola Grunwaldu. W tym roku było ciut tłoczniej, ale mieliśmy wiaterek. Nie tyle dokuczliwy był upał, co kurz bo trawa wyschła i ludzie tonęli w piachu. Wyglądaliśmy jakbyśmy wyszli z pola walki:) Moja zgraja jest cwana, znamy już zasady funkcjonowania Grunwaldu więc przezornie zostawiliśmy samochody na skraju wsi i spacerkiem dotarliśmy rankiem na miejsce. Maruderzy i wygodniccy dotarli tam na chwilę przed inscenizacja bitwy i zostawiali samochody na parkingach najbliżej muzeum, a potem przez kilka godzin nie mogli z nich wyjechać. nam to zajęło 30 minut, tyle że też niecenzuralnie pokrzykiwaliśmy, bo strasznie nas suszyło. Zapas wody, który wzięliśmy z sobą był grubo ponad nasze potrzeby, mimo to nie wystarczył choć wspomagaliśmy się na miejscu jeszcze suto browarem. Łaknęliśmy wody jak bloogerzy burzy, którą kartka przysłał przez pomyłkę dzisiaj do mnie
)
Lubię dostrzegać pozytywy, więc może dlatego tak mnie rusza, gdy np. kartka dostrzega przede wszystkim “pół pustej szklanki”, a nie “w połowie pełnej”
Troszkę relacji o Grunwaldzie słyszałam w radio, ale to nic w porównaniu z tą masakrą, która się tam działa. Zabrakło podziału terenu na sektory i wytyczenia ścieżek. Ludzie mdleli, bo nie mogli wyjść, przechodzili nad głowami siedzących, tratowali ich, albo mdlejąc padali w siedzący tłum. Pierwszy raz w życiu widziałam jak ludzie masowo, na moich oczach mdleli. Co chwili poszukiwano opiekunów dzieci, które się zgubiły. Zachwyciła mnie dyscyplina widzów i bulwersowało zachowanie gliniarzy, którzy bezczelnie słownie i gestami robili aluzje do ładniejszych dziewczyn zamiast się zająć rozładowaniem korka. Z Grunwaldu wracaliśmy wolniej, ale w całkiem znośnym tempie, ale w przeciwnym kierunku tj od Olsztynka do Grunwaldu na odcinku ponad 20 km stał nieruchomo sznur samochodów, które nie dojechały na inscenizację i musiały jeszcze po nas tkwić tam kilka godzin. Dopiero szereg takich utrudnień pozwala wyobraźni powziąć blade wyobrażenie o tym, z czym wiązały się trudy dawnego wojowania. To ciekawe móc bawić się spostrzeżeniami, że stada żywych koni, które 600 lat temu tratowały pola Grunwaldy dziś zastąpiło morze koni mechanicznych. Wojny polsko-krzyżackie to mój ulubiony rozdział historii jak tez sam okres średniowiecza. Nie lubię opinii, że średniowiecze to zacofanie. Zacofaniem jest taki sposób myślenia o średniowieczu, w którym powstało wiele wynalazków i rozwiązań, które stosujemy po dziś dzień. Dążąc np na pola Grunwaldu Jagiełło jako pierwszy zbudował na Wiśle w okolicy Płocka most z bali, w dzisiejszym słownictwie zwany pontonowym, przez który przeprawił wojsko i tabory czym zaskoczył krzyżaków, bo nie spodziewali się nas tu i teraz. Jak Lach chce to potrafi
PS Kartko, podoba mi się metafora o kulach bilardowych. Zawłaszczam ją sobie nawet bez Twojej zgody, bo jakoś do mnie pasuje
o rety! to ja? to ja tyle napisałam
)
Tyle napisałam, a pozdrowić zapomniałam
Więc się poprawiam i pozdrawiam
Kartko, a te kartki o wędrówkach i kobietach powinieneś jak Ci już tu wcześniej radzono zebrać i opublikować w formie książki. Świetnie piszesz, rozbudzasz wyobraźnie, nie pozostawiasz obojetnym.
No tak właśnie czułem Lui (empatia!?). Strach przed lataniem jest niezależny od woli, trudno to zracjonalizować. Ale można lęk zbić alkoholem, więc machnij lufę albo dwie i przejdzie. Zawsze tak zbijam lęk wysokości.
To ciekawe, bo nie mam leku przed lataniem – w samolocie doznaję nawet stanów euforycznych – ale mam lęk przed bramkami na lotnisku i tymi upiornymi ludźmi z ochrony. Zawsze coś mi zostaje w kieszeni i brzęczy. Wtedy się nerwowo pocę i rece mi drżą jakbym coś złego zrobił.
A jeszcze coś pod ostatnie dyskusje
http://www.youtube.com/watch?v=wb5xx0sPkfg&feature=PlayList&p=8BD0F1EF1500AD88&playnext_from=PL&playnext=1&index=22
Cześć Sarna
Właśnie się zastanawiałem czy nie tkwisz w korkach albo nie daj Boże w błocie, bo takie zdjęcia też widziałem.
Fajna relacja, bardzo sobie sprytnie poradziłaś. Ja tez w miejscach tłumnych od razu kombinuję którędy się w razie czego wycofać. Nie dziwi mnie burdel organizacyjny – do takich imprez powinno się angażować profesjonalne agencje np organizujące koncerty rockowe. Wtedy to zupełnie inaczej wygląda. A to zdaje się, w każdym razie jeśli chodzi o organizację widowni, była jedna partyzantka. Tak sobie czasem myślę, gdyby (tfuuu!( jakaś wojna wybuchła to dupa zimna. No ale najważniejsze, że masz dobry humor!
Co do wydawców to mam do nich podobny stosunek jak do ochrony na lotniskach – trudne to będzie,
Pozdrawiam
Witam
Nietoperzyco,
Młody powiedział “spoko” – wlazłby.
Właśnie dłubie coś o mostach w naszym regionie i to głównie o tych zaniechanych.
Ale dzisiaj za mną chodzi Grabaż – oczywiście nonkonformistyczny rockmen polski. Tutaj spiewa Broniewskiego – deliryczny wiersz, ktory mnie zawsze przejmuje
http://www.youtube.com/watch?v=lRDNnvrgh_Q
Cześć Alla
A może coś takiego. Most jak się patrzy, bez trzech piw bym na niego nie wszedł.
Kartko,
Smutna ta dzisiejsza kartka. Może taka jak ten most. Z trzema piwami łatwiej by ją czytać.
Ten link do Broniewskiego.
Ostatnio utonęłam w Beksińskim. Ależ on tu pasuje.
Nic tak nie wciąga w mroki i doły. Niebezpieczny gość.
Alla
Jutro finał – będzie bardziej pozytywnie. Wiesz jak to jest – narracja musi mieć dramaturgię. Najpierw się trzeba udręczyć, żeby się potem odbudować.
Beksiński wciąga – to prawda. A wiesz, że ja słuchałem ostatniej audycji mlodego Beksińskiego w III, tej pożegnalnej.
Ale co tam – coś weselszego. Znów Grabaż ale tym razem o miłości
http://www.youtube.com/watch?v=ou52UO22_BY&feature=related
No jeszcze dwa kawałki, bardzo znane
http://www.youtube.com/watch?v=mhYzfICN7XU&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=J3yIHU-rXFc&feature=related
Kartko…
empatia jak nic..Nadajemy na tych samych falach…
Grabaż jest gigancior niezły..
uwielbiam ich teksty..statek piła…
A teraz do Wszystkich !
O co chodzi Palikotowi czy Palikocie ? z Gosiewskim. Nie mam telewizji polskiej i się normalnie pogubiłam:)
Pozdrówka jeszcze z B::))
Lui, ślubna Gosiewskiego chce ekshumacji nieboszczyka, bo twierdzi, że nie jest pewna czy w trumnie jest Gosiewski. Ona ma wątpliwości co do tego, bo wyslała do Moskwy po katastrofie garnitur, koszulę i buty, żeby Gosiewskiego ubrali do trumny a Rosjanie jej odesłali to ubranie. Więc Palikot robi jaja i pisze na blogu, że Gosiewski żyje – jest na peronie we Włoszczowej.
Po przyjeździe czeka Cię wiele wrażeń.
Wyglądałam jakbym tkwiła w błotku, bo pot mieszał się z tumanami kurzu. W Grunwaldzie to nie raziło bo wszyscy wyglądali tak samo. No może tak samo z wyjątkiem dam wystrojonych w “kościołowe” kiecki i korale. Wyglądały w tym miejscu komicznie, zwłaszcza okurzone nie mniej niż cała reszta, a może gorzej bo się wykremowały i kurz przylegał do nich idealnie kreśląc na szyjach spirale jak w naszyjnikach Nefretete
) Ja byłam przygotowana na najgorsze,bo w torebce jak to na moich terenach zwykle jest bikini i po drodze zaliczyliśmy jeziorko 
Gorzej , że z białej bluzki została bura szmatka a po drodze otrzymałam tel by w Olsztynie kupić winietę. Chyba jednak jestem próżna, przeżyłam katusze musząc się w takim stanie pokazać na poczcie głównej, ale nie zawiodłam.
A co do analogii wydawców i organizatorów to masz dużo racji. Zasadnicze podobieństwo tkwi w kasie. Dobrzy się cenią, a z gorszymi nie warto zaczynać. Bez kasy niewiele można zrobić, więc do tych organizatorów nie mam pretensji.
A kartki z kobietami są intrygujące i mądre.
To masz dylemat. Może popularność blooga przyciągnie uwagą jakiegoś łowcy talentów. W każdym razie ja lubię podążać Twoimi ścieżkami. Nawet słownictwo masz dla mnie zrozumiałe
Witam wieczorkiem
Lufa przed lataniem może być niebezpieczna w wypadku przesiadki na nieznanym lotnisku. Fakt piłem z radości, że lecę a nie ze strachu, ale sporo czasu zajęło mi znalezienie właściwego gate’a.
Strach przed lataniem w strach przed zagubieniem może się przerodzić
Kartko,
28 – wcale nie weselsze,
ale spokojnie, skoro jutro ma być pozytywniej, to grzecznie poczekam.
29 – rzeczywiście znane i świetne
Kartko, Hiszpania jest państwem członkowskim UE. Jej nie obowiązują dyrektywy o azbeście? To tylko Polacy muszą wszystko robić co jej Unia powie, w tym usuwać azbest z budynków?
Sarna
Też byłem zdziwiony tym azbestem, ale widocznie wynegocjowali jakiś sensowny termin usuniecia np 2050 rok.
No to użyłaś na całego na polach grunwaldzkich. Ale rozumiem to, też czasem lubię się tak ukurzyć, utytłać. A co tam ….
A co do wydawców … . To są gnoje, mam swoje doświadczenia.
Lui
spoko będe Cię monitorować z zewnątrz i przekaże ,by Hirunda była w eskorcie;)
cieszę się , że walizka dopchana
Kiedys dawali dobrze jeśc i pic , teraz sie pogordzyło ;(
Kartku
nie lubie Beksińskiego .Uwielbiam Broniewskiego np to
http://members.chello.pl/j.uhma/broniewski.html#21
Sarno
zdecydowanie każda szklanka jest do połowy pełna HURA
Kartko, Już kiedyś pod treścią wrzuciłam słowa” Wspomnienia do siebie to mają, zę zawsze chcesz ,czy nie chcesz wracają… a dzisiaj dorzucam “Co było ,nie wróci i szaty rozdzierać by próżno, (…) a przecież mi żal(…)”…Nad wyborem wybranych przez Ciebie fragmentów zastanowię się, gdy będę mieć lżejszą glowę.
Nietoperzyco, skąd wiedziałaś, że dobry dzień?2 dni weselnych uroczystości , to nawet na mnie , która lubi zabawę , trochę za dużo , a tu jeszcze w tym miesiącu dwie imprezy weselne!!!
Cześć GPS
Ale Lui nie może przed lotem i w trakcie, bo z dziećmi jest – co by sobie dzieci pomyślały. Może tylko dziś wieczorem zbić trochę lęki. No ale jak ją znam z komentarzy to jutro przed lotniskiem lęki miną, bo się zepnie psychicznie.
Kiedyś leciałem z facetem, ktory zbijał ostro lęki. Miałem z nim kłopot – na dokładkę na lotnisku w Hanowerze. Zbił się na amen.
Cześć Watra
Mój Boże – to co tydzień impreza dwudniowa! Nieźle. Jak Ty to wytrzymasz? To już chyba mi lzęj te mije smutne kartki pisać.
przepraszam – “lżej te moje” miało być.
Nietoperzyco
Mnie cieszy jego popularność wsród młodzieży – sporo zespołów nagrywa piosenki wg jego tekstów. Przeglądałem kiedyś – jest obecny, jako temat na rozmaitych forach internetowych. Cieszy mnie jego pozaoficjalna popularność, bo to wielka postać. Moja mama była na jego wieczorze autorskim – wspominała, że był w sztok pijany ale pięknie recytowal swoje wiersze.
Wytrzymam, wytrzymam, byleby do “kopertek” nie zabrakło.,ale tak naprawdę śnią mi się Błędne Skały W G.Sowich.Może mi się uda wygospodarowąć trochę czasu w sierpniu, bo od polowy września znów maraton imprezowy. Dot.kartki.To wskocz na kawę do Berlina/ a nie Hamburg?/
Watro,
Błędne Skały – bajkowe
Uwielbiam te labirynty, zwłaszcza, gdy poza sezonem i niewielu turystów. Można się fajnie “zagubić”.
Gdyby tak jeszcze czasem Ardszpach bywał pusty i gdybym mogła zawłaszczyć to całe piękno dla siebie (oj, egoizm ze mnie wychodzi)
Watro
wiedziałam , nie zauwazyłaś mnie tam , tak hulałaś
Kartku
mnie też cieszy .Był troszke zapomniany ,zeby nie nazwac tego inaczej .Pieknie pił , pieknie pisał i recytował .O nim pisałm swoja prace maturalną i to wtedy moja wychowawczyni cichutko szepneła : dośc , ja to bede sprawdzać a byłam na szóstej kancelaryjnej , jakbym przeliczyła na słowa to ile nowych matur napisałam
http://poetry.artlink.pl/2009/broniewski-wladyslaw/przyplyw/
Lubię wiersze Broniewskiego, przez nie na Niego patrzyłam jako na człowieka. Może zasłużył na krytykę swoją jak to mówili służalczą postawą, wpisywaniem się w poprawne klimaty panującego ustroju, ale nigdy jakoś nie potrafiłam tego przyjąć do świadomości, nigdy nie poczułam do Niego niechęci, nie zniechęciłam do jego wierszy. Było mi go żal. Uważam że go skrzywdzono nadmierną krytyką, wręcz jakąś nagonką, zresztą życie też Go nie rozpieszczało. Człowiek, który dostał się w turbiny historii i wyszedł z nich okaleczony. Pozostawił nam jednak piękne wiersze, które jak słowa “żołnierza polskiego” dudnią na naszych życiowych drogach, ciągną się za nami jak obce wojska na wojennej tułaczce…
Kartko.
No to mnie uspokoiłeś..z Palikotem ( jak się czyta notki w internecie można inny pogląd mieć )
Już się uspokoiłam…Lufe bym walnęła a co, tylko gorąc za duży. Tydzień temu na pewno pan mi nalał w brudną butelkę wina białego ( bo poszłam i kupiłam sobie z beki::), bo nie może być inaczej..nie ma innej przyczyny mego złego samopoczucia po…spożyciu. Tylko pewnie brudna butelka a i może upał. W każdym razie dzień był .
Nietoperzyco
To tanie linie więc jeść nie dają…Lot ostatnio z cenami szaleje..i ma takie ceny jak parę lat temu ( chciał 3 tys za tam i z powrotem na 3 osoby ) !!! Po raz pierwszy będę lecieć wizzair. Mam nadzieję, że okaże się ok…Zresztą to tylko 3 godzinki..i potem co mnie czeka::)) Rozmarzyłam się.
Allo, to nie egoizm , to pragnienie obcowania w w krainie piękna i tajemnicy.W czasach kiedy wszystko o wszystkim wiemy , kiedy króluje bylejakość, człowiek chciałby się zaszyć w takich miejscach.
Kartko,
zjadło mi trochę komentarza…tam pisałam…dzień był stracony a resztą wina napoiłam rybki w morzu.( bo chyba tam spływa )..a co rybkom też procenty się należą.
No właśnie , coś ciągle nad moją głową fruwało, jak mogłam się nie domyślic , że to Ty Nietoperzyczko.
Piszę “było” bo mi uświadomiliście jak dawno nie sięgałam na półkę po jego tomik. Przygotowując prosektorium na wakacyjny przyjazd gości robiłam miejsce w szafach. Pożegnałam się z prawie wszystkimi książkami, oddając je do biblioteki i znajomych. Zostawiłam może z 200 niezbyt istotnych dla innych a dla mnie mających wartość sentymentalną, starych, rozsypujących się, w tym tomik Broniewskiego. Sprowokowaliście mnie dranie
znowu zarwę noc.
Lui,
wizzair też jest ok
moja kuzynka lata z nimi jako stewardesa właśnie do Hiszpanii
może na nią trafisz
Rozmarzaj się, ile wlezie
Miłego lotu
Sarno
co przyniesie jutro nie wiadomo
http://demotywatory.pl/1891792/Co-przyniesie-jutro#comments
a Broniewski na każdą pogode jest dobry , jak wysmienite wino
Watra
Ładnie to ujęłaś – kiedy wokół “byle jakość” trzeba uciekać do czegoś prawdziwegi i pieknego np gór. Z serca mi to wyjęłaś
Kartko,
Dziękuję za piękne zdjęcie. Czekam niecierpliwie na jutro.
Pora spać.
Dobranoc Wszystkim.
(jak sobie poukładać te wszystkie wątki z dzisiaj, tak tego dużo…)
nietoperzyco, to jest świetne. Lubię Twój dystans i poczucie humoru. Jak na kobietę jesteś zbyt doskonała
))
Alla
Teraz “poza sezonem”trwa cały rok – nie licząc narciarskich szaleństw.
W górach pusto – jak pisałem. W Szklarskiej, Karpaczu tłok ale wyżej nikomu się nie chce wchodzić.
Nietoperzyco
Niebanalne osobowości i talenty zawsze się obronią – przypomnij sobie kartkę o starym pijaku Bukowskim. Jak mi potem ładnie ludzie o nim pisali na onecie.
Kartko,
Mam tak blisko, że pewnie się skuszę.
Przed Wami pracowity tydzień, więc kolorowych snów, bo oko mi się zamyka
Lui, Wizzar dobra linia – będzie ok.
Ale żeby wino do morza wylać … . Z beki to na pewno było dobre, pewnie coś innego Ci zaszkodziło. Wino do morza … .
Watro, dobranoc. Miłych snów
Alla
Dobranoc, spij smacznie
Gdy się bedziesz zbierać daj znać
Sarno
kurcze czy to był komplement .Dobranoc .To ja może cos Broniewskiego poczytam , a co ciagle niedziela
Kochani,
To ja już mówię dobranoc i do napisania po moim powrocie:)
Kartko,
w grudniu zaatakujemy te beki:) i do morza nie wylejemy !
Buziaki
Sarno, też dzisiaj posiedzę dlużej. Muszę troche nad tekstem popracować. A atmosfera jak marzenie – w końcu chłodno. Tyle, że w swojej głupocie postanowiłem ograniczyć palenie i kupuję z rana jedną paczkę. W związku z tym mi brakuje – teraz został mi tylko jeden papieros. Co gorsza cukierki się skończyły. Nie mam też bobu, ktorym oszukiwałem głód nikotynowy wczoraj. Więc albo się będę meczył z głodem albo podrałuję na stację benzynową kupić fajki i pewnie piwo – skoro już tam będę. Tyle, że jeszcze nie podjąłem decyzji co zrobię. Po północy zadecyduję
Dobranoc Lui, wyspij się porządnie. Będę czekal
Lui
z Polski
ale przyslij chociaż parę
Kartku
pamietasz , rytm w pracy Maleństwa .Pierwszy wiersz na jaki zwróciła uwagę właśnie ten i zaspiewala go , choć nigdy wcześniej go nie czytała
http://www.youtube.com/watch?v=SH-u_hK8OP4
Kartko, ja rzuciłam palenie w jednej chwili, tyle że nie byłam aż tak namiętnym palaczem jak Ty. Właśnie mija 5 lat, a ja czasami stojąc w kolejce do kasy i patrząc na stoisko z papierosami toczę walkę by się nie skusić. To dziwne uczucie. Z jednej strony odkąd rzuciłam palenie fetor tytoniu bardzo mi przeszkadza, a z drugiej strony ciągnie mnie żeby zapalić tylko jednego
Jedyne co mnie powstrzymuje to uczucie wstydu. Na początku gdy rzuciłam nie oszukiwałam się tak jak Ty. Byłam konsekwentna, bo w pamięci ciągle miałam śmierć i chorobę 2 bliskich mi istot. To ich widok tak mnie przeraził, że powiedziałam sobie: nie bądź głupia, nie proś się o takie cierpienie, nie pomagaj losowi. Ale … w czasach palenia lubiłam chomikować awaryjne paczki, gdyby zabrakło. Chomikowanie również jakoś dobrze działało na moją psyche, bo gdy byłam spokojna że mam papierosy w domu nie ciągnęło mnie do nich, ale gdy wiedziałam, że to ostatni, to jak na złość miałam głód palenia i tak jak Ty musiałam nocą wędrować do sklepu. Gdy rzuciłam palenie i dopadł mnie ów głód pomyślałam, że może w szafkach zachował się choć jeden pet (pomyślałam tak, choć dobrze wiedziałam, że wyczyściłam szafki z papierosów by mnie nie korciły). Wyrzucałam w jakimś amoku wszytko z pólek jak jakiś ćpun w nadziei, że znajdę choć jednego. Musiała upłynąć chwila po wybebeszeniu całej zawartości szafki zanim dotarło do mnie jak się zachowywałam. Uczucie wstydu do dziś skutecznie mnie powstrzymuje przed kupieniem paczki papierosów. Nie chcę nigdy więcej doświadczyć takiego upokorzenia, zwłaszcza z własnej reki i pozwolić by mną rządziło takie gówno.
Trzymam kciuki, chciałabym żeby Ci się też udało.
Nietoperzyco
Ale to piekne i prawdziwe.A rytm jak dzwon. Pamietasz jak pisałem o zapomnianych tradycjach polskiej lewicy – to mialem wlaśnie na myśli. Tę prawdę. Dzięki, że wyszukalaś.
Kartku
ja dopiero gdy Maleństwo zaspiewało , zdałam sobie sprawę z tego rytmu .Zawsze mówię ,że nasz Młode odkrywają po swojemu i cudnie i nieraz nam pokażą jak to zrobić
Sarna, nie zamierzam rzucać. Zanadto lubie palic. No ale ponad paczkę dziennie to przesada. Ograniczam po prostu przyjemność. Tym bardziej, że dużo palę gdy pisze. Gdy mam klopot z tekstem odpalam i mi to pomaga. Nie mam tak nerwowych reakcji, radze sobie z głodem. I nie będę szedł na tę stację – nie chce mi się. Niech ta ostatnia fajka leży i czeka – tym lepiej będzie smakowała.
Sarno
Oczywiście o niczym to nie swiadczy , trudno uogolniac i wysnuwać wnioski ,, ale warto odnotować
na temat papierosów moje osobiste obserwacje .Mam fantastycznego mechanika samochodowego , nie uwierzysz ( 85 lat) a stale pracuje .lekarz mu zalecił rzucic palenie jak miał ok 70 .Starszy Pan wziął sobie do serca zalecenie i rzucił z dnia na dzień i ..mało brakowało by po trzech miesiacach sie zle nie skonczyło.Widocznie organizm w tym wieku nie znosi gwałtownych zmian .Pan wrocił do papierosów i palił coraz mniej teraz 5-6 .Moja mam przyjechała do mnie .Robili jej echo serca i ma wyniki lepsze niż ja .Też pali 5-6 dziennie a ma już osiem wiosen
Kartku
ten ostatni będzie smakował jak marzenie .No dobranoc do Broniewskiego chyba pasuje
http://www.youtube.com/watch?v=wp4WIaGRL3s
do rannej transfuzji .
Deszczu
nic nie złowił , chyba jego złowili i zamkneli
Kurcze jak Wy docieracie do takich perełek? Pierwszy raz słyszę Broniewskiego śpiewającego. Ciekawy głos. Nasunęła mi się myśl, że to głos “partyzanckiej piosenki”.
Pełznę czytać więc dobrej nocy.
Zastanawiałem się czy nie zacząć kręcić. W Hiszpanii jest to popularne – skręty z dobrego, mocnego tytoniu. Niektóre marki tytoniu np Manitou bardzo smakowały. No i samo skręcanie jest fajne.
Dobranoc Sarna, słodkich snów
Poproś Dyszczu żeby Ci podrzucił bielunia do skręta
Sarna, chłopaki na blogach branżowych ostrzegają, że bieluń daje złego tripa. Za stary jestem na takie eksperymenty – zresztą po co. Republika czeska, którą mam za miedzą obfituje w legalny, doskonalej jakości wsad do skrętów – własnej i obcej produkcji. Nic tylko się pozytywnie resetować.
Treba wypalić tę faję i nyny. Co masz zrobić dziś zrób jutro
Dobrej nocy!
Dobranoc Wszystkim
też czytam…….Broniewskiego a teraz posłucham
http://www.youtube.com/watch?v=-TTpbgQ0×9Q
Dyszcze często pracują w święta, w przeciwieństwie do tutejszych włościan, którzy notorycznie świętują kiedy tylko mogą – w święta katolickie, prawosławne i unickie, nie licząc odpustów, które teraz w dni powszednie też się świętuje. Tak więc na skutek łowienia robaków, potem usilnych prób łowienia rybek a wreszcie deszczu, co prąd wyłączył, trzeba było nadrabiać do północy – tak wiec sprzęt zajęty był do zarabiania na chleb.
Co do tubylców, to wczoraj przejechał obok nas traktor, z doczepionym wozem konnym z wielką topolą, dosiadaną przez jeźdźca, oganiającego się radośnie gałęzią przed chmarą gzów.
Przeciwny ten zestaw zginął za zakrętem drogi udając się w kierunku tartaku. Po dwóch godzinach zaszedł do mnie sąsiad:
- Widziałeś tych dwóch z topolą?
- Widziałem, a co?
- Jechali do tartaku, ale nie dojechali….
- Nie? Stało się coś?
- E nie, tylko wracali przed chwilą piechotą a traktor stoi pod sklepem, razem z tą topolą – strasznie ich musiało suszyć i się na chwilę zatrzymali…
Tak więc zapraszam na karpia innym razem
Papieroski rzuciłem ponad osiem lat temu. Zawdzięczam to Millerowi, co wtedy podniósł kolejny raz akcyzę, a nie lubiłem “robaczka” tak jak teraz kanalii. Poza tym moja małżonka, namiętna palaczka uzgodniła z jednym znajomym, ze rzucają, a ja muszę razem, bo przecież inaczej się nie da. I tak z dniem 1 kwietnia rzuciliśmy we trójkę palenie – ja nie palę nadal a oni kurzą jak smoki! Ja siedzę, obdzieram liście tytoniu z głąbów i żyłek, gotuje to to na parze, robię wyciągi wodne i spirytusowe z różnych pachnących specyfików, tnę, kroję, dofermentowuje i nabijam w gilzy, ale nie palę
Wstał nowy dzionek , niestety cieply ze słoneczkiem .Wszystkie burze przeszly bokiem .Dyszczowi prad wyłaczyli i nie mógl pracować , ciekawe co wyłaczyli deszczowi ,ze u mnie nie popadało
Teraz transfuzja i dalej : hej ho hej ho do pracy by sie szło
Lui
wszystkie poduszki podrzucilismy na lotnisko by było miękkie ladowanie;)
Dzień dobry i miłego dnia.
Moja kawa jeszcze nie działa, ech…
Nietoperzyco, specjalnie dla Ciebie
http://www.youtube.com/watch?v=Uw3HyZM_wMc
Ałło

http://demotywatory.pl/1056276/Nic-tak-nie-pobudza#comments
Hihihi
Masz rację. Ale aż tak ekstremalne emocje nie są mi potrzebne od poniedziałku.
Pochmurno i mokro wszędzie, miły chłodek, okna na przestrzał i chłodzimy się na kolejne upały.
Dzień dobry
Dyszczu
szczęściarzu dzień dobry , kawki;)
Pod moimi górami dzisiaj 14 st. i przestało padać. Miłego dnia wszystkim
Dzięki za poranne opowieści i pogaduszki, miło się czytało. Nowy tekst juz wklejony, więc zapraszam
Pozdrowienia
Pomnik, o którym piszesz 16. września (stoi w Negreira), dla mnie symbolizował fakt zapuszczania korzeni – w domu, przy rodzinie, zaś resztki wędrowca tkwiące w człowieku każą mu je wyrwać, zarzucić tobołek na plecy i iść nie oglądając się za siebie…
Na żaden inny pomnik nie reagowałem tak silnie.
Dobrej Drogi!
Witaj Es
Dzięki za przypomnienie nazwy miejscowości. Dzięki też za bardzo mi bliską interpretację pomnika. Też to przeżyłem – dlatego wracam często myślami i tekstami do tamtego dnia.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na blog
Buen Camino
Zostaw odpowiedź