www.kartkazpodrozy.blog.onet.pl
Kartka z podróży – ścieżki camino…
15 lip
Często zastanawiam się jakie umiejętności są potrzebne, by dobrze przeżyć swoje życie, by się zanadto nie skundlić. Czasem gdy nie czuję się spełniony myślę nocami, czego mi brakowało, jakich zdolności nie posiadłem, by być człowiekiem szczęśliwym. Sądzę, że na tych moich, najczęściej jałowych refleksjach ciąży to, że żyję w czasach sztucznych, plastikowych, oderwanych od tętna prawdziwego życia. Kiedyś było inaczej, życie dawało bardziej w kość. Dzieciństwo i młodość spędziłem w górach, tuż przy granicy. To teren peryferyjny na którym zawsze szukali egzystencjalnego azylu ludzie o pogmatwanych życiorysach – tu uciekali, tu ich ścigano. Jednym zdaniem – idealne miejsce dla ludzi, którzy potrafią przetrwać. Więc może na przykładzie jednego z nich warto zastanowić się co trzeba umieć, jak żyć by przeżyć i nie czuć do siebie wstrętu.
Szukając materiałów o protestanckich kościołach w Karkonoszach, przypomniałem sobie postać kapelana wojskowego Wilhelma Kubsza – niezwykle tu przed laty popularnego i szanowanego. Znali go moi rodzice, więc historie z jego barwnego życia – jak z wojennego filmu przygodowego – często przewijały się w rozmowach przy kolacji. Kubsz był uwikłany w najnowszą historię Polski, ale nie chcę, nie czuję się na siłach, by go z tej perspektywy oceniać. Najbardziej intryguje mnie jakie przymioty ducha i umiejętności pozwoliły mu przetrwać dramatyczne koleje losu.
Wilhelm Franciszek Kubsz urodził się w 1911 roku w Gliwicach. Jego rodzice – Ślązacy – urzędnik kolejowy Karol Kubsz i Jadwiga z domu Szeltz dorobili się jedenaściorga dzieci. Rodzina była propolska, uczestniczyła w trzech powstaniach śląskich. Z powodu zaangażowania w jedno z powstań Niemcy zamordowali wuja Wilhelma Kubsza. Trudno się dziwić, że niesiony żarliwością religijną i idealizmem młody chłopak postanawia zostać misjonarzem. Naukę rozpoczyna w Niższym Seminarium misjonarzy Oblatów. Po jego ukończeniu, w 1930 roku wstąpuje do nowicjatu Oblatów w Markowicach. Po roku trafia do wyższego seminarium Oblatów w Krobii, w którym przez dwa lata studiuje filozofię. Później ukończy jeszcze czteroletnie studia teologiczne w Obrze – w Wielkopolsce. W międzyczasie uczy się umiejetności praktyczniejszych – potrzebnych misjonarzom. Między innymi zdobywa zawód technika dentystycznego. Po studiach zostaje ekonomem seminarium w Obrze, gdzie pracuje do 1939 roku. W sierpniu, dwa tygodnie przed wybuchem drugiej wojny światowej zostaje wikarym parafii Łunin na Polesiu – na wschodnich, w większości prawosławnych kresach Polski. Tam przeżywa klęskę wrześniową i upadek Polski.
Po 17 września (wejście sowietów) 1939 roku zostaje wikariuszem przy dziekanie Poczobucie – Odlanickim a od 1941 roku sprawuje dozór nad parafią Puzicze koło Baranowicz. Jak sobie radzi, jak unika kolejnych wywózek na Syberię nie wiem – źródła o tym milczą. Jedynym konkretem biograficznym z tych lat jest to, że leczy chłopom zęby. Po agresji niemieckiej na ZSRR parafia Kubsza wchodzi w skład Generalbezirg „Białoruś” w której szaleje hitlerowski terror. Kubsz nadal leczy zęby ludziom – między innymi rosyjskim partyzantom. Dzięki znajomości niemieckiego i śląskim korzeniom zdobywa zaufanie Niemców, co pozwala mu na poruszanie po rozległym terenie parafii. Jednak odmawia podpisania Volkslisty za co zostaje aresztowany w 1942 roku. Gnije w więzieniu w Baranowiczach mając w perspektywie koncentracyjny obóz albo rozstrzelanie. Tak wspomina ten okres – „ ...Siedząc w celi miałem dość czasu na zastanowienie się nad swoją fatalną sytuacją. Wszy bez miary, brudu nie mało, jedzenie stanowił kawałek chleba wielkości pudełka od zapałek i litr czystej wody na dobę. Zdziwiłem się, gdy raz dostałem kawałek chleba od strażnika więziennego. Był to katolik, Austriak, przeciwnik hitleryzmu. Okazał mi wiele serca … .” Austriak ten w lipcu 1942 roku, w przeddzień wyznaczonej egzekucji umożliwia Kubszowi ucieczkę. Niestety parafia jest zdziesiątkowana terrorem, Kubsz nie ma dokumentów, więc nie może uciec ani się ukryć. Pozostaje mu tylko jedno – dołącza do oddziału rosyjskich partyzantów. Przyjmują go życzliwie, znają go, bo rwał im zęby. Katolicki, polski ksiądz zostaje więc dentystą oddziału zwanego „Brygadą imienia Lenina” dowodzonego przez niejakiego „Dziadzię Wasię”. Z „Dziadziem Wasią” Kubsz tuła się po lasach i błotach użerając z Niemcami do wiosny 1943 roku. Jest odważny i twardy – męstwem zaskarbia sobie uznanie Rosjan. Jednak pewnej majowej nocy ekspediują go z leśnego lotniska samolotem do Moskwy. Tam dowiaduje się, że ma objąć opiekę duchową nad formującą się polską dywizją. Nie wiem dlaczego akurat na niego padł wybór – czy pomogły dobre referencje z rosyjskiej partyzantki czy po prostu innych, żywych księży już wtedy w ZSRR nie było. Z miejsca zostaje wybrany do prezydium Związku Patriotów Polskich, a przez Berlinga mianowany majorem i kapelanem dywizji. 15 lipca 1943 roku, w rocznicę bitwy grunwaldzkiej odprawia mszę przed przysięgą żołnierską dywizji. „Jako pierwszy złożył przysięgę na moje ręce dowódca dywizji – płk Zygmunt Berling. Byłem ubrany w komżę, a w ręku trzymałem krzyż. Następnie poszedłem z płk. Berlingiem na trybunę, gdzie dowódca, stojąc w asyście Wandy Wasilewskiej i kapelana dywizji odbierał przysięgę od żołnierzy” – wspominał po latach duchowny.
Bierze udział w bitwie/rzezi pod Lenino – jest na pierwszej linii. Tak wspominał tę jatkę – „Poszli jak huragan, parli naprzód, raz po raz ciężko padając na ziemię. Byłem wtedy wraz z nimi, błogosławiłem walczących, koiłem umierających, znakiem krzyża wskazywałem jednym drogę do wolności, drugim do zmartwychwstania”.
Jeszcze sprawa katyńska o którą też się otarł. 30 stycznia 1944 roku odprawia mszę przy symbolicznych mogiłach pomordowanych przez NKWD oficerów. Niestety otoczka polityczna mszy jest fatalna – uroczystość zorganizowano na rozkaz władz radzieckich, które oficjalnie zbrodnią obciążają Niemców.
W 1944 roku zostaje dziekanem I Armii Polskiej w ZSRR. Dociera z nią na terytorium Polski. Jednak popada w konflikt z gen. Żymierskim, którego geneza jest dla mnie niejasna. Niektórzy piszą, że konflikt dotyczył traktowania żołnierzy AK na wyzwolonych terenach. Inni sugerują, że źródłem tarć było jednoznaczne podporządkowanie kapelanów Armii komunistycznej władzy. Nie potrafię tego rozstrzygnąć. Jedno jest pewne – z końcem 1944 roku Wilhelm Kubsz zostaje wydalony z armii i znów zaczyna się ukrywać.
Pomagają mu Oblaci do których zgromadzenia wciąż należy. Pod fałszywym nazwiskiem Franciszek Kopiec zostaje przełożonym ich zakonu na Świętym Krzyżu w górach świętokrzyskich. Później tuła się po Polsce – jest księdzem w Poznaniu, misjonarzem ludowym w Gdańsku, proboszczem w Laskowicach w województwie kujawsko-pomorskim. Ale cały czas marzy o powrocie do armii. Stare, frontowe przyjaźnie umożliwiają mi rehabilitację. W 1964 zostaje kapelanem, a następnie proboszczem kościoła garnizonowego św. Elżbiety we Wrocławiu. Od 1969 do 1972 roku jest proboszczem parafii garnizonowej św. Kazimierza Królewicza w Katowicach, natomiast w latach 1972–1978 proboszczem garnizonu i parafii św. Krzyża w Jeleniej Górze. Wtedy właśnie poznałem historię burzliwych zakrętów jego życia.
Umiera w Jeleniej Górze, gdzie zostaje pochowany na cmentarzu komunalnym. W 1993 roku Rada Miasta nadaje jego imię jednej z ulic okalających jeleniogórski kościół garnizonowy – dawniej zwanego kościołem Łaski. Po śmierci losy kapelana Kubsza, Ślązaka splatają się więc z historią tego starego, śląskiego kościoła.
Pośmiertnie kapelan Wilhelm Kubsz zostaje odznaczony odznaczony Krzyżem Virtuti Militari IV klasy.
Życiowa droga księdza Wilhelma Kubsza mogłaby być tematem niejednego filmu wojennego. Przewalała się z hukiem wokół niego historia. Żył w trudnych, lecz bardzo ciekawych czasach, wymagających znaczących życiowych wyborów. Co mu pomogło w tych wyborach? Teologia? Filozofia? A może śląskie pochodzenie i umiejętność niemieckiego? Myślę, że wszystko po trochu, ale głównie – oprócz życzliwości Boskiej – pomogła mu umiejętność wyrywania zębów.
Na zdjęciu ostatnia parafia księdza Kubsza, kościół garnizonowy dawniej zwany kościołem Łaski.
95 Responses for "sztuka wyrywania zębów"
Kartku
myślałam , a może tylko miałam nadzieje , że jak zapraszasz na górny pokład to popłyniemy na bardziej “ciepłe” wody , ale może jeszcze nie wszystko stracone
Cześć Nietoperzyco
Najpierw przeczytaj kartkę – moim zdaniem jest optymistyczna. Tytuł jak w tabloidzie ma szokująco przyciągać.
Pozdrawiam
Witam,
Takim życiorysem może się pochwalić jedynie ten, kto dokładnie wie czego w życiu chce, ma zasady i umie w odpowiednim momencie właściwie postąpić. Tu nie ma miejsca na emocjonalne rozdarcia, a jeśli one są, to tak dobrze ukryte, że na zewnątrz widać jedynie upór i konsekwencję.
Sądzę, że trzeba być tak po prostu porządnym człowiekiem, żeby jak Kubsz zaskarbić sobie zaufanie tylu i do tego tak różnych ludzi. O kim nam współczesnym możemy powiedzieć coś takiego? Chociaż myślę sobie, że nasze czasy nie są bogate ani w zaufanie, ani szacunek dla innych.
Pozdrawiam
Ałło
smutno zabrzmiało ostatnie Twoje zdanie
Kartku
przeczytam , ale ja niestety jeszcze pracuje , wiec zaczynam od końca czyli komentarzy
Wiesz, Nietoperzyco,
wystarczy poczytać albo pooglądać wiadomości… chociażby ten cyrk smoleński…
Witajcie wieczornie
Ja tylko na chwilę, gdyż swemu cyklicznemu obowiązkowi pakowania przyjaciela na wyjazd do Kenii oddać se muszę. Wrócę późno, może zdążę z Dyszczem coś zakropić
Buen Camino
Być sobą – to zapewne recepta na szczęście , ale by takim być , trzeba niezwykłej odwagi oraz miłości i szacunku do drugiego człowieka. W kartce wywołałeś również Baranowicze.Zaprzyjaźnieni jesteśmy z Sybiraczką mieszkającą w Australii, która urodziła się i mieszkała tam do czasów zesłania na Syberię / ojciec był milicjantem/. Nasuwa mi się takie pytanie – czy we wspomnieniach pozostaną kapelani ,którzy pragną się wyróznić coraz “wspanialszą” świątynią. Dzisiejsza kartka jest spełnieniem moich marzeń – promujmy to , co dobre, godne zapamiętania.ps. dzisiejszy spacer po Jurze to czyste wariactwo , ale odrestaurowany zamek przez braci Laseckich w Bobolicach/ jeszcze trwają prace/ powalił mnie.Nie chcę wiedzieć dlaczego , skąd , czym się kierowali , po prostu – dzięki Im za to!!
Allo! Staraj sie nie czytać , nie słuchać , może nas nie skonfliktują a sami się wypalą.
Witaj Watro!
No przypadkiem mi się dziś włączyło.
Tak normalnie to staram się pilnować i dbać o własną higienę psychiczną.
Świetnie, że wędrówka Ci się udała
Ałło
i juz nie muszzę ………
ja wiem , że Ty wiesz , cholernie warto dbać o higienę psychiczną , zresztą co my tu innego robimy , dbamy , prawda ?
w ramach dbania
http://www.youtube.com/watch?v=CsrfovOPcjk
Nietoperzyco, masz rację
link świetny – ulepszona wersja
Witam
Już po spacerze po fajki i po kolacji jestem. Dzień meteorologicznie piekielny – upał i duszno. Czytalem, że huragan Emili (?) pustoszy Niemcy. Tutaj na odmiane powietrze w absolutnym bezruchu.
Cieszę się, że dobrze przyjęliście historię życia kapelana Kubsza. To nietuzinkowa postać – porządny ksiądz i dobry człowiek. Nie ukrywam, że jestem krytycznie nastawiony do kleru ale takich cichych bohaterów po prostu szanuję. A raczej szanuję tych, którzy autorytet mają w sobie, przez skomplikowane życie a nie wymuszają go na mnie za pomocą władzy. Tym bardziej, że potrafię sobie wyobrazić warunki w których przyszło mu żyć no i zachować twarz. Co ciekawe w internecie jest sporo informacji o nim na stronach śląskich, lewicowo kombatanckich i prawicowo koscielnych – na żadnej z nich nikt nie pluje na niego jadem. Nie licząc oczywiście jakiś lokalnych, tutejszych frustratów.
Z Kubszem wiąże się jeszcze moje wspomnienie z młodych lat. Po studniówce zaplanowaliśmy imprezę prywatną, bez nadzoru. Koleżanki dziadkowie mieszkali w budynku parafii Kubsza. Udało się jej jakoś ich na noc wywabić i miałem tam piękną, dekadencką imprezę do rana. Nieźle sprofanowaliśmy grzesząc na całego to bogobojne miejsce. Teraz jest tam chyba jakiś klasztor – nie wiem.
Przepraszam huragan nazywa się “brutalna Olivia” – oto relacja o niej
http://www.dw-world.de/dw/article/0,,5794663,00.html
Nietoperzyco – sądzę, że wkrótce “rżniemy” wszystko i rozsiądziemy się TU, bez wyrzutów sumienia, gdy się “coś” zawali
Dopiero teraz wróciłam na dobre do domu i jedyne czego pragnę, to przeczytać kartkę – ale w tle mam Kępę, za przeproszeniem, posłankę – jako antidotum przyswajam pyszną aroniówkę obniżającą ciśnienie
Dobry wieczór wszystkim czekającym na deszcz
Kartko,
nigdy nie wiemy jakie umiejętności mogą się przydać i na co nas stać w momentach ekstremalnych, strachu lub odwagi..
Pozdrawiam
Witaj Hirundo, ciesz się, że to Kępa a nie Wrobel z Antkiem
http://bi.gazeta.pl/im/7/5246/z5246477Z.jpg
Cześć Lui
Mam dobrą ceche, w takich momentach spinam się i zaczynam myśleć racjonalnie. Chocbym nie wiem jak był zdołowany, wkurwiony albo ogłupiały po prostu się cucę i kombinuję co robic. Ludzie czesto głupieja, patrzą jeden na drugiego, poddają się panice a ja jakoś biorę się w garść i rozsądnie myślę. Przydawało mi się to w różnych nerwowych sytuacjach życiowych.
Tylko nie wiem czy bym komuś wyrwał zęba – pewnie gdybym musiał to tak.
Kartku
rozumiem huragan niejedno potrafi , ale zeby zatrzymał Hirunde przed nocnym ahoj
To prawda pod Lenino była rzeż, za jedno zdanie ( wypu ścili nas jak kaczki a potem ostrzelali) wypowiedziane zbyt glosno z kolegą zdawaliśmy egzamin komisyjny z historii.Wykladowczyni chciała nam udowodnić ,że nie zasługujemy na “5″.Tak było co roku .Historycy , którzy nas egzaminowali nabijali sie z niej pocichutku.
Pewnie łatwiej być porządnym człowiekiem w burzliwych czasach .My mamy niby spokojne czasy , powinnismy szanowac to i doceniać , mysleć o czyms pozytywnym , ale jakis “diabeł” ludzi nakreca .
To trywialne co powiem , ale ludzie sa niekiedy “głupi” .W miejscu gdzie mieszkam obecnie ktos wpadł na pomysł by zrobic zamykany smietnik.Dlaczego? Bo element chodzi i zbiera śmieci i psuje okolice .Tak sobie mysle , jak puste łby mają ludzie i jak brakuje im wyobrażni , przecież niewiele trzeba by role się odmieniły
Przepraszam Nietoperzyco, ale na co zamykany? Na kłódki? Moj Boże, jak tych ludzi wali w głowy.
Miałem ciekawy fragment o tej bitwie. Podobno Stalin się wkurzył nawet tą rzezią i uznał dowodzącego nią generała Gordowa za wariata
Hirundo , Lui
http://www.youtube.com/watch?v=VZbM_MIz4RM
siedzę i poprawiam umowę dla klientki , która poszła do “fachowca” a teraz bank chce ją ” wydudkać ” , ale nie ze mna te numery , jedna nocka i bedzie dobrze , kurier odbierze papiery , dostarczy do banku i poczekamy .Najpierw sie powściekaja , ze jakiś nietoperz robi im kolo piórek a potem podpisza aneks , uff .Takiej muzyki mi dzis trzeba , stymulujacej
Kartku
zrobili małe ogrodzenie na smietniki , dali nam klucze jak uczniom , bo chodżacy po smietnikach psuli wizerunek okolicy
Kartku
ps. choc raz się Stalin zachował przyzwoicie .Chyba czytalismy ten sam kawałek
Nietoperzyco
To podarowuję Ci stymulujący fragment filmowy. Mnie w każdym razie stymuluje
http://www.youtube.com/watch?v=i9eIXN6Sp40&feature=related
Kartko – obniżyłam ciśnienie i przeczytałam “Sztukę wyrywania zębów”. O kapelanie Kubszu słyszałam opowieści od przyszywanego Wujka – lekarza I Armii. Wydaje mi się, że jakieś wspomnienia przetrwały w ciekawej książce “Nigdy dość się nie umiera”, do której napisania bardzo Wuja namawialiśmy. W Armii dogadywał sie z Lucjanem Szenwaldem – nieprawomyślnym dziś poetą. Musiał byc niegłupi, skoro Wuj erudyta wspominał go ciepło. Tak jak kapelana, losy Wuja były pokręcone do ostatnich dni – napisał ww. wspomnienia w starym ustroju, a wydano je w nowym. Musiał staruszek sam sobie je rozprowadzać, bo nagle stały się niepoprawne politycznie – na szczęście Wuj pisał także piękne wiersze i potrafił pięknie trzymać dystans. Jemu także zawsze pomagały medyczne umiejętności.
Kartku
bardzo stymulujacy , uwielbiam go !!!!!!!
Hirundo
to chyba Szenwelda ??
http://www.youtube.com/watch?v=2Q1EnbrLiGk
Hirundo, dzięki za uzupelnienia i informacje. O Hubszu sporo pamietam z opowieści domowych. Jest też sporo materiałów. No ale kartka musiala być w miarę zwięzła, więc ująłem tylko kluczowe w jego życiu momenty.
Niestety trudna, polska lewicowa historia staje się coraz bardziej zapomniana albo wykoślawiana ideologicznie. Pamiętam jak na 1 maja szukałem na youtube polskich rewolucyjnych pieśni – jeszcze sprzed wojny. W mojej rodzinie kultywowano tradycje socjalistyczne sięgające aż do 1905 roku. zasoby polskiego internetu są puste. O ile Hiszpanie, Wlosi, Niemcy, Brytyjczycy itp mają mnóstwo piesni socjalistycznych, anarchistycznych itp o tyle u nas jest pustynia. Warszawianka 1905 roku jest w kilkudziesięciu wersjach narodowych – polska interpretacja jest tylko jedna z rosyjskimi żołnierzami(?) na zdjęciu.
http://www.youtube.com/watch?v=k5nx7wH6Nps
A tu masz trzy wersje hiszpanskie – to hymn ich anarchistów – wersja rockowa
http://www.youtube.com/watch?v=vvONbo3GVho&feature=related
liryczna
http://www.youtube.com/watch?v=-JX5×16lFeo
i klasyczna
http://www.youtube.com/watch?v=Odrfx7WmNWQ
A to tylko część hiszpańskich wersji warszawianek.
Nietoperzyco
A tu w wersji Malenczuka
http://www.youtube.com/watch?v=D5eCtt2Ayl4&feature=related
Kartku
, ale skakac do gardeł jak mało kto potrafimy
oj tak w tym jesteśmy dobrzy , co chwile ktoś jest nieprawomyslny.Nie potrafimy naszej historii ani dokumentować ani przedstawiac , ani uczyć
Tak sobie myślę ,że Ty jesteś odpowiednia osobą do opisywania historii lewicowej .Co o tym sądzisz , nie pociaga Cię to ? Zaś kartki powinienes wydać w formie felietonów , pomyśl proszę .Pierwszych odbiorców już masz , to jak ?
GPS
co Dyszczu sam bedzie robił , patrzył sie do lustra
mam nadzieję ,że nie spakowali Cie do jakiegoś kosza i nie nadali do Kenii
Jutro doczytam Waszą dyskusję.Pozdrawiam i dobrej nocy.
Kartko – dzięki – szczególnie za “Niech żyje wojna”. Jako uczennica liceum bardzo chciałam, by naszej szkole nadano imię Baczyńskiego. Przegrał z Szenwaldem.
“Warszawianka” rytmicznie porywająca – nie moge powiedzieć, że widziałam o jej popularności w Hiszpanii. Za to my cenimy “Mury”:
http://www.youtube.com/watch?v=aX4eZ1fpYwA
Nietoperzyco
Powiem Ci tak. Mam poglady liberalne, wolnosciowe ale żal mi dupę ściska, że w tym kraju nie ma porządnej lewicy. No nie może być normalnym kraj w ktorym jest tylko prawica. Więc czasem o tym pisze i staram sie popularyzować lewicowe ideały. To historia moich bliskich, którzy 100 lat temu ganiali po ulicach walcząc o bochenek chleba w czasie łódzkiej rewolucji. Albo spółdzielczość w okresie międzywojnia organizowali. Ale poglądy mam jednak liberalne z tym, że ze skłonem na lewo.
Myślę, że te moje kartki mają takiego ducha w sobie. Tylko powiedz kto by mi w tym papalandzie je wydawał. Na razie Onet je popularyzuje, napisali do mnie, że Biczownicy trafią na pierwszą stronę. Tylko musiałem film usunąć o hlastajacych się Włochach, bo drastyczny. No ale na tym blogu został. No i będzie znów mala rewolucja. A co potem zobaczymy.
Watro – dobrej nocy – po emocjonującym dniu – tak jak Ty cieszę się, gdy ktoś “mi” coś pięknie odrestauruje, wybuduje – i też nie lubię zaglądać do kieszeni – napawam wzrok i duszę
Hirundo
Lluis Llach! Lubię. Zaraz się Lui wkurzy, bo to kataloński nacjonalista.
Watro
dobranoc , do jutra
Hirundo , Kartku
Wam równiez mówie dobranoc .Cos spokojnego do myslenia
http://www.youtube.com/watch?v=9a4p4rQglFI&feature=related
muszę chociaz trzy godzinki sie przespać .Najlepiej pracuje się o trzeciej nad ranem , cisza
do jutra
Dobranoc Nietoperzyco, słodkich snów
Kartku
nie ważne jakie masz poglady , wązne ze stać Cie na obiektywizm w ocenie zjawisk , wydarzeń i postaw ludzkich .
Zle zacząłeś od kto by je wydał ? Jak mawiał nasz prakseolog : jesli ma się coś nie udać , nie uda sie na pewno .Zacznij od , a czemu nie mialbym poszukać wydawcy , może warto .Ja wiem ,że nie ma baznadziejnych spraw , zawsze jest jakieś wyjście , należy szukać , nie negować , nie poddawać się .Przepraszam ” rozpaplałam ” się , ale zauważ odkąd rozrósł sie nasz TUbylczy dom , zmieniłes swoje przyzwyczajenia i odzywasz sie rano i chyba tej sinusoidy tez mniej , wiec moze warto?
Hirundo
Koncówka koncertu Luisa Llacha dla nacjonalistow katalonskich
http://www.youtube.com/watch?v=eWCAZjvJ9wY&feature=related
Przemyślę to Nietoperzyco
A z rana to czasem tylko mi się zdaża.
Kartku
ale jeszcze niedawno , nie .Moze to skrzydła Hirundy sprawiły .Śpijcie spokojnie
Nietoperzyco – specjalnie dla Ciebie trochę miodu na serce – śpij spokojnie:
http://www.youtube.com/watch?v=ykMmV3746A4
Hirundo
frrrr odlatuję
sluchawki w uuszach , pewnie przy “miodzie ” zasnę .Do transfuzji
Kartko – nacjonalizm także mnie niepokoi, ale tradycja “Murów” szczytna, więc nieco odrywa nas od przesłania katalońskiego. Teraz to raczej rozmyślam o tym, gdzie się zgubili Dyszczo i GPS i za Danutą Rinn mruczę sobie cicho dosyć, bo późno http://www.youtube.com/watch?v=HZMmv7sbENc
Co do Twych publikacji – wymyśl(my) coś, bo żal zmarnować Twój talent i potencjał – jego potwierdzeniem jest licznik wejść na kartki onetowe – imponujący wynik. Może juz cos sie kluje ?
Burza jak cholera idzie znad gór. Widzę po błyskach i grzmotach, że jeszcze jest w Czechach. Może przespię w końcu noc twardym snem – o ile się oczywiście nie rozejdzie po kościach. No ale pioruny tłuką w góry jak artyleria
Kartku
jest już nas dwie , no to jeszcze jedne skrzydła
http://www.youtube.com/watch?v=n5xCbM8tnPk&feature=related
Kartku, podeślij burzę. U mnie kisi się po górach drugi dzień i nic.
Ale mi dzisiaj wchodzicie na ambicję – to przyjemne, dzięki. Dla mnie to satysfakcja, że ludzie zaglądają, czytają. Niby się pisze dla siebie ale to miłe gdy można się podzielić
A na razie oglądam niebo niesamowite, podświetlane z wysoka, ponad chmurami przez błyskawice. Momentami góry się pojawiają w purpurowej poswiacie.
Zośka, nie wiem czy ona w kotlinę zejdzie. Też się kisi od rana. Na razie jeszcze w Czechach grasuje. Choć czasem jakaś pozioma błyskawica i tutaj dolatuje. O zaczęło padać – takie grube krople. Zaraz ją pogonię do Ciebie
Kartko – Pożeraczowa dewiza dla Ciebie: “wśród wielu moich zalet najwiekszą jest… skromność” – szczera przewrotność, którą możesz zawłaszczyć
Powiem Ci, że napisanie książki, tak ją nazwę, niebeletrystycznej, jest przedsięwzięciem zadaniowym. To mimo pozorów bardzo rzemieślnicze zajęcie, co przecież czujesz, gdy redagujesz w pocie czoła codzienne wpisy.
Ponieważ piszesz o burzy w górach – znam te Twoje widoki i ciesz się, że nie namawiamy Cię, byś malował – tam tak pięknie, że to właściwie obowiązek. Więc prześpij temat – piszesz, czy wolisz malować
?
?
Dzięki:) to może spróbuję pospać – od rana grupowy nalot “przyszłości narodu” na moją firmę. Choć obserwując na codzień tę “przyszłość” zdaje się być baaardzo wątpliwa.
zdawało mi się, że już grzmi, ale to tylko samolot…
Zośko – witaj. Zaraz sobie MUSZĘ zadać spanie, ale miło Cię widzieć. U mnie burza tez straszy od południa – wolę, że tylko straszy, bo tego co już w Belgii, Holandii, Niemczech bardzo nie chcę (a juz bywało w minionych latach). Pozdrawiam
Tym razem przeczytałem kartkę, potem komentarze i klipy.

Dzisiaj oprócz podglądania jaszczurek, wyganiania żab z prywato-publicznej balii i wyrywania chwastów, zająłem się krojeniem tytoniu.
Potem net miałem zajęty, bo Młode grały w Go, o to które będzie zmywało olbrzymią piramidę garów. Jakoś długo im to zajęło, co zresztą jest główną przyczyną powstawania piramidy
Chwaliłem się już, że zamontowałem pompę i 100 metrów węża? Tak czy inaczej, wtykam wtyczkę do gniazdka i leci woda – wyciągam, nie leci
Kartka ciekawa, u Romskeya znalazłem rano takie “cóś”
Krótki poradnik dla Migalskiego o tym jak unikać nieprzychylnych opinii :
Jeżeli będziesz zachowywał się jak człowiek i coś schrzanisz usłyszysz :
- Spieprzyłeś to Migalski.
Jeżeli będziesz zachowywał się jak śmieć usłyszysz :
- Spieprzyłeś to śmieciu.
Gdy będziesz zachowywał się jak śmieć i nic nie zrobisz usłyszysz wyłącznie :
- śmieciu.
Proponuję zamienić Migalski na Kowalski i to by był komentarz do tej kartki – był Zabłocki na mydle, Piekarski na mękach, może być Migalski na śmiecia.
Brzmienie ciszy jest dziś drugi raz
A tu (w odróżnieniu od TU) zapach koszonej trawy, miły nocny chłodek, gwiazdy na niebie, prawo moralne na miejscu, suka, Kira grasuje po okolicy, pilnując porządku i pobrzękując metalowymi kółkami przy uprzęży, cichy szum liści na drzewach i świerszcze!
Hirundo – trafiłaś w sedno. Z przyjemnością chłonę kartki Kartka odzywając się rzadko. Mam przekonanie, że łatwiej mi “pisać” obrazem.
To fantastyczne, że wszyscy jesteśmy tak różni.
Wiem Hirundo, bo napisałem kilka tekstów beletrystycznych z których zresztą korzystam na blogu – wiem ile to kosztuje wysiłki i emocji. To potwornie wyczerpujące zajęcie, Pisanie czy redagowanie codziennych tekstów to przy tym bułka z masłem. Tym bardziej, że kilka tekstów zwykle noszę w głowie albo mam rozpaprane w kompie. Tyle, że przy codziennej pracy są błędy stylistyczne, literówki – no ale taką zasadę przyjąłem. No ale to bardzo przyjemna praca i wiele się przy okazji uczę.
Niestety muszę już konczyć tę przyjemną rozmowę bo zaczyna walić niedaleko i jeszcz mi sprzęt do pisania uszkodzi.
Tak więc dobranoc i zbieram się do malowania.
Ale leje!!!
Wróciłem Dzień dobry – właściwie
Witaj GPS
jak po północy to oczywiście oby był dla nas wszystkich DOBRY
Zazdroszczę tej burzy, po wczorajszym kropieniu niczego więcej nie ma co się spodziewać – jutro drobne 34 stopnie w cieniu – masakra!
szkoda, że Kartek z burzą walczy. Nietoperka popieram – szukać wydawcy nie myśleć, że nikt tekstu nie wyda.
Tak zosiu – dzień będzie – jaki? Od nas zależy.
Wiecie, że w Kenii nie znają szpadli. Używają motyk i łopat.
Dyszczu – zapodaj proszę coś do słuchania.
GPS i Dyszczo – jak sie z D. Rinn zabrałyśmy za przywoływanie, to już jesteście. Teraz, niestety, MUSZĘ (nie dodaję nawet, że nie chcę) nakazać sobie sen, bo budzik zadzwoni “za moment”.
Dyszczo – ad Migalski – jutro przeczytam, bo zgadzam się ze stopniowaniem Romskeya.
Obrazek Twojej rzeczywistości – pycha z Kantem
GPS – Kartka nauczył się chyba od Ciebie przewiewać chmury, bo u mnie burza zaczyna dudnić od południa (do Kartki mam 114 km, więc co to dla Niego)
Żegnam Wszystkich – błyskawicznie – zobaczymy, w co się u każdego te błyskawice przerodzą – dudni coraz głośniej – ide wsadzić głowę pod poduchę – pa pa
Co prawda znam szpadel, ale bez motyki ani rusz. Pojechałem wczoraj “dopiask natarg” w celu nabycia tegoż drogocennego narzędzia, bo to co w sklepach raczej nie nadaje się do użytku. Tam obszedłem stoiska z żelastwem i odpowiedniej nie znalazłem. Jeden ze sprzedających popatrzył na mnie i powiedział:
- PRAWDZIWĄ motykę? Prawdziwe są u kowala, on tu obok ma stoisko, ale dzisiaj jest chory i go nie ma. A taka nie wystarczy? – i pokazał współczesną motykę.
- Ta się odbija od suchej ziemi jak sprężyna…
Na razie pożyczam prawdziwą motykę od sąsiada
Dyszczo – zapodaj linkę do Romskeya dla Pożeracza – powinnam znać, ale pewności nie mam –
http://romskey.wordpress.com/
No cóż spanie na zawołanie – Dziś wieczorem kobitki Jazz śpiewają
Dobranoc
http://www.youtube.com/watch?v=qGEubdH8m0s
i coś na ucho
Dziękujemy –
Zapodaj jakąś muzykę dobrze budzącą, bo o 5.30 będę potrzebowała wspomagania – dobrze śpij, dżdżem się podzielę
A tak mi się jakoś skojarzyło:
http://www.youtube.com/watch?v=BqzGZ5AaeSs&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=DcDY8O8Zbzo&feature=related
A to na poranne przebudzenie – patos i liryka, czyli Ennio Morricone:
http://www.youtube.com/watch?v=mLXQltR7vUQ&feature=related
I to też
http://www.youtube.com/watch?v=JaNogNtT0zA&feature=related
GPS
dobrze ,ze sie znalazłeś , jakby tak trzea było przegladać wszystkie bagaże do Kenii w poszukiwaniu Ciebie
Dyszczu
pamietam kowala we wsi u dziadka .Kuznia była w centrum wsi , mała ale przytulna .Cacka potrafił wyrabiać .Ale jak przyszła demokracja okazało sie ,że jest niepotrzebny ,a co gorsza nie było chetnych wsród dzieci by przejąć po kowalu fach .Smutne .Tak naprawdę gdzieś poginęli i szewcy i krawcowe , choć ostatnio jakby ich przybywało
Ciesz się swoimi pagórkami , to był fantastyczny pomysł by je kupić
Kartek
dmuchnął mocniej , ale póki co do mnie doszły tylko chmury , temperatura nadal zabójcza 26C , trawa spalona całkowicie , smutno wyglada
Hirundo
Mam nadzieję ,że ranek usmiecha się do Ciebie
wyobraż sobie ,ze otrzymalaś budzik , który dzwoni tylko wtedy gdy chcesz
http://www.youtube.com/watch?v=CTqbT747qqg
Kartku
ad vocem , ja Ci wcale nie wchodziłam na ambicję .Jestem co prawda zwykłym czytaczem , ale potrafie mimo wszystko odróznić dobry teks od chlamu. Ty to potrafisz duzo lepiej ode mnie i wiesz ,że Twoje teksty warte są wydrukowania , wiec powiem grzecznie rusz tyłek i zrób coś .OK? .Piszesz ,że dla Ciebie to satysfakcja ,że ludzieTU zagladają , a jak frajda dla nas .TO prawdziwe uczty Bachusa , Ty nas raczysz “napojem” , który działa dobroczynnie
Cos pozytywnego zanim Dyszczo coś podeśle .O Migalskim to cacko było , palce lizać
http://www.youtube.com/watch?v=Eg9jQOebTo8
Piszesz Kartku, że nie ma w Polsce lewicy. Hmm, ja uważam, że prawicy nie ma. Przynajmniej w parlamencie.
Nietoperzyco , podpisuje sie pod Twoim wpisem 74. Wszystkim miłego dnia , przede wszystkim bezstresowego
A jeśli chodzi o zamykane śmietniki.
Zamykamy, bo z okolicznych domków prywatnych noszą smieci do nas.
My płacimy za wywóz śmieci przez to więcej, a ci z domków nie płacą.
I nie chodzi nam o to, że ktoś nam wizerunek psuje
Kyllyan
tak by nie trzeba bylo przeczesywac całego smietnika .Widzisz jak sie chce , mozna miec jedno i drugie i pozostać człowiekiem
to dobrze ,ze nie o wizerunek Wam chodzi , ale zawsze mozna znależć rozwiazanie .Tam gdzie poprzednio mieszalismy tez był taki smietnik , ale miał dwie furtki .Ta druga wszyscy nauczyli sie zostawiac otwarta na noc , bo wiadomo ,ze z samego rana potrzebujacy chodzą .Potem pani , która fantastycznie dbała o porzadek zamykała i my mieszkancy nauczylismy się i stawialismy przed smietnikiem w osobnych torbach : ubrania do uzytku , makulature , puski zgniecione po piwie
Watro
miłego dnia i oby chłodniejszego
Witajcie z rana
W tym upale śmieci to naprawdę śmierdzący temat.
Smutno, że wogółe trzeba się nim zajmować a nie zapłacić za wywóz (utylizację) i zapomnieć o temacie.
Buen Camino
GPS
oj tak , tak , ale nieraz o “pachnacych” sprawach trzeba pogadać
A ja mam dzisiaj swoje “camino” – żarówa taka, że głowa puchnie, obok domu, w cieniu 30 stopni (do tej pory nie przekraczało 28), w mieszkaniu 26, w słońcu jakiś kosmos, na górce łaźnia, pomidorom jakby lepiej, tym bardziej że podlewane, jaszczurki tylko szczęśliwe – wygrzewają się na kamieniach z rozbiórki starych budynków. Przypomniałem sobie, że mam aparat, może by jakieś fotki wreszcie porobić?
Dyszczu
, a tak w ogóle to jakiegos szałasu nie mógłbyś postawić , w nocy byłoby miło , no tak , ale te jaszczurki
może tak w nocy mnie “pstrykniesz”
Mam “szałas” – dosyć stacjonarny – tak można by naszą chałupę nazwać, bo się do zamieszkania tylko latem nadaje. Czeka ją gruntowna przebudowa, ale na razie brak funduszy – na “dzień dobry” trzeba by zainwestować ze 30 ty. zł – to trochę dużo, może za jakieś pięć lat? Poza tym trzeba najpierw budynek gospodarczy wyremontować, a dopiero potem chałupę, to dodatkowe 20 tys. Taki drobiazg jak płot to już nieistotny – my tą działkę kupiliśmy jako miejsce na wakacje, a może na starość tu osiądziemy? Jak fundusze pozwolą.
Dyszczu
moze pogłówkować i starczą mniejsze fundusze
No wybacz, pewnych rzeczy nie przeskoczysz, materiały budowlane kosztują, instalacyjne też – to stare budynki, jak się za prawdziwy remont bierze, to półśrodki są niewystarczające.
Witam,
U mnie wczoraj burza przeszła jednak bokiem i zar z rozgrzanego nieba bucha..Byłam na plazy miejskiej ale niefajnie…brudno bardzo.
To już ostatni wypad mój w tym miesiącu bo w poniedziałek moje nogi postawię na ziemi polskiej…
I będę jeść polskie jedzenie, oglądać polską telewizję, słuchać radia po polsku, rozmawiać w tym języku..ba oddychać polskim powietrzem…
I nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba !
Buen Camino lui w Twojej podróży.
Ciekawe, czy jak już posiedzisz w Polsce to zaczynasz tęsknić za Barsseloną.
Jeśli tak to masz dukrotnie wiecej radości z oczekiwania na podróż – lubię ten stan
Dyszczu
ja Ci a priori wszystko wybaczam , ja bardzo chętnie się uczę nawet jesli myslę ,że cos tam umiem , jakby co daj znać może razem się pouczymy , oczywiście przy jako tako zapełnionej piwniczce
Lui
miękiego ladowania , no myslę że cos do szczęscia jeszcze by się przydało……..czarne oczy
Nietoperzyco,
Tak, Czarnych Oczu brakuje…ale wraca pod koniec września::))
Czas prędko leci..
Ja do Polski na dwa tygodnie tylko::))
GPS
tęsknię ale spędzam ten czas w Polsce w domu mojej Mamy..i na pewno zatęsknię za Barceloną::))
Starszy Dyszczo – za “Donna, Donna” zdobyłeś przyjaciela. Kłaniam Ci się jak subtelna Japonka – miło i z ciepłem w sercu
Nadrabiam czytanie.
Budzenie piękne, choć skonsumowane dopiero teraz (na burzę Pożeracz rozłączył wszystko, a ja nie zarządzam w łączach). Burza raczej straszyła tylko, od 10. rano juz ponad 30 stopni – konca nie widać. Zieleń zestepowiała – pozdrawiam
Nietoperzyco – byłam no nogach już 0 5,40, ale na spętanych. Patrzyłam w net. Nie uśmiechnął się do mnie. Przeżyłam przedsmak rozłąki z Wami, a ta mnie czeka od jutra do środowego wieczoru – w ten upał rezygnuję z taszczenia laptopa. Może być, że moje krokodylowe łzy rozpylą się na ziemię, po której stąpają Wasze stopy. Mimo że atrakcje w realu są brane pod uwagę, to poczuję się jak sierota… Zatęsknię się – Alla już wie jak można zatęsknić – to cudowne, móc przeżyć mocną więź – czuję się związaną, powiązaną, zaplątaną TUbylką
Lui – czuj duch – niech Ci tTUu będzie tak dobrze, jak tam z dystansu, marzysz
Kochani – rozpieszczajcie Lui – gotujcie bigosy, bijcie schabowe, nastawiajcie małosolne, pieczcie wysokie biszkopty na pyszne torty – w najgorszym razie – fasola a la Lui i sernik na zimno, ale z sercem
Starszy Dyszczo – Ty też mógłbyś “skrobnąć” (w nawiązaniu do Kartkowych zobowiązań pisarskich) jakąś “Anię z Dyszczowego Wzgórza” – warunki znakomite – dla mnie Twoje malownicze opisy to tło dzieciństwa spędzanego u Dziadków, niedaleko Dziadków Nietoperzycy (historyjka o kowalu i szewcu łączona – taką samą mam w duszy) – chłodu nie życzę, bo jak się nie spełni, to się skalam. W roli chłodnicy podsyłam niezwykłą Mari Boine z północnego ludu Sami, bardzo moją ulubioną:
http://www.youtube.com/watch?v=RXJqMchNHNU&feature=related
Kartko – idąc za impulsem na północną muzykę – trochę lodu na Twój kark – najpierwsza liga:
http://www.youtube.com/watch?v=ylaBbSDPslU&feature=related
W śpiewie Mari słychać moją odjutrzejszą tęsknotę – (rok temu słuchałam Jej – no, z małymi przerwami) –
Dobry wieczór
Przeczytałem dyskusje, w tym o podróżach wakacyjnych – krotkich i dłuższych. Zachęcam do korzystania z internetu w bibliotekach i przesyłania korespondencji na blog. Jeśli będzie oczywiście trochę czasu. Myślę, że do wątków z dzisiejszej porannej dyskusji wrócimy przy okazji nowego tematu. Wątkom politycznym poświęcę pewnie odrębną kartkę, bo sytuacja jest inspirująca. Dzięki za ciekawą wymianę myśli i muzyke.
Nowy tekst już wklejony więc zapraszam
Mari Boine – cudna – nie znałem

Co do pisania, to nie pcham łapy tam gdzie konie kują – dobrze mi tu gdzie jestem. Normalnie ujadam na politycznych a i to tylko w kręgu “Naszego”, TU zajrzałem z dużą nieśmiałością, z jeszcze większą cokolwiek skrobnąłem – dobrze wiem, że bywam zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem blogerów
Cieszę się, że mnie “adaptowaliście” – staram się, bo i co mi w takim towarzystwie pozostało?
Zostaw odpowiedź