www.kartkazpodrozy.blog.onet.pl
Kartka z podróży – ścieżki camino…
14 lip
Upał dusi, powiewy ciepłego wiatru zza okna wysuszają wilgotne od potu czoło. Ale żrące, słone krople nadal wyciskają łzy z kącików oczu. Ciało swędzi w tym ukropie, podkoszulka drapie jak włosiennica. Czytam codzienne informacje. Coraz gorzej, napięcie rośnie – ciężkie i podłe słowa o trumnach i trupach, awantury o krzyże – symbole cierpienia i bólu, jacyś ludzie o rozgorączkowanych oczach udają zmasakrowanych pasażerów rozbitego samolotu. Danse macabre – ekspresja politycznej, słodkiej udręki sado – maso. Facet o lodowatym spojrzeniu tak tłumaczy ten ekshibicjonizm bólu dającego satysfakcję – „trzy miesiące milczeli, tłumili napięcie w sobie, więc muszą je z siebie wyzwolić”. Ten człowiek znający ludzkie, psychiczne jądro ciemności czuwa nad wyzwalaniem – on się zna na tym. Ja też coś o tym wiem, więc pewien jestem, że będą wyzwalać na potęgę i ciągle im będzie mało – tak nieraz już w historii bywało. Gdy słucham jego słów o upuszczaniu frustracji myślę o biczownikach, którzy idąc kolumnami przez Europę 700 lat temu tez wyzwalali z siebie ciążące napięcie burząc przy okazji porządek ówczesnego świata.
Jak to się stało, że tajemnica rozkoszy, którą daje ból i śmierć wypełzła niegdyś na ulice miast z skalnych pustelni, zamkniętych na głucho zakonów, dyskrecji małżeńskich sypialni i rozpusty burdeli? Jak to się stało, że narzędzie kary – bicz i rózga – stały się narzędziem dobrowolnej pokuty i umartwienia, a zarazem doznawania niezwykłej rozkoszy?
Po raz pierwszy biczownicy wyszli na ulice miast w XII wieku, w trawionych konfliktami Włoszech. Nie wiem kto kazał im wyjść na ulice Perugii – pewnie jakiś polityczny gracz bez zahamowań. Kraj pustoszony był wojną gwelfów i gibelinów, więc ludzie fanatyczni, przygnębieni nędzą i dręczeni wyrzutami sumienia, pragnęli odpokutować swe grzechy za pomocą biczowania ciała aż do krwi – publicznie i zbiorowo. Psychozę otaczał swą opieką kościół, więc dręczono się w trakcie obrzędów religijnych. W świątyni lub na placu przed nią ludzie padali na ziemię, wyciągali ręce i biczowali się po grzbiecie, dopóki się nie skończono śpiewać hymnu o męce i śmierci. Biczowano się publicznie dwa razy na dzień i prywatnie, intymnie raz w nocy. Satysfakcję wzmagał zachwyt publiczności, bo zadawany sobie przez biczowników ból budził powszechne współczucie. Otaczano ich czcią – cichły rozmowy, śpiewy i muzyka wobec publicznie wyrażanej boleści.
By akt biczowania przyniósł satysfakcjonujące efekty doskonalono jego praktykę. Umartwiające przygotowania do bicia trwały 33 dni – tyle ile lat żył Jezus. Przez ten czas nie można było się kąpać, golić, prowadzić rozmów, przebierać się, spać w łóżku, oraz uprawiać seksu. Do bicia używano wyrafinowanych narzędzi, które tak opisywał Henryk z Herefordu – „Każdy bicz był pałką, a z jej wierzchołka zwisały trzy węźlaste rzemienie. Przez środek każdego węzła przywleczono w obie strony niby igły ćwieki, tak że wszystko razem miało kształt krzyża, którego końce wychodziły na wierzch poza ów węzeł na grubość ziarna pszenicy, choć niekiedy nieco mniej. Tymi to biczami smagali gołe ciała, dopóki poranione i opuchnięte nie spłynęły krwią tryskającą na pobliskie ściany. Nieraz ćwieki owe, jak sam widziałem, wrzynały im się przy biczowaniu tak głęboko w skórę, że trzeba było czasem więcej niż dwóch szarpnięć, żeby je wyciągnąć”. Po obrzędzie biczowania zakrwawione strzępy szat zbierała publika i przechowywała w domach z czcią jako relikwie.
Epidemia „czarnej śmierci” czyli dżumy, która wybiła jedną trzecią mieszkańców Europy wyzwoliła kolejną falę biczownictwa. W ślad za przenoszoną przez ludzi i szczury zarazą, od Hiszpanii do Polski kontynent przemierzały procesje chłoszczących się ludzi. Zapowiadała ich legenda o liście od świętego Piotra nakazującym masochistyczną pokutę, który podobno spadł z nieba na ołtarz w Jerozolimie.
Kościół nadal ich chronił, więc czymś normalnym stały się procesje i wędrówki półnagich, biczujących się do krwi kobiet i mężczyzn – prowadzonych przez księży z krzyżami i flagami. Tak opisywał gromady biczowników Długosz – „Ludzie, do tego bractwa należący, chodzili procesjami z zakrytemi głowami na kształt mnichów, a obnażając się po pas, smagali jedni drugich po plecach biczyskami, kręconemi z poczwórnych rzemyków, mających w końcach węzełki. Obchodzili stacje, odpusty i czynili dziwne nabożeństwa, śpiewając pieśni, każdy w swoim języku, niestworne i grube; była to bowiem hałastra ludzi rozmaitego plemienia i języka. Sami się nawzajem, nie będąc księżmi, słuchali spowiedzi i odpuszczali sobie największe grzechy.”
Psychoza powoli przechodziła w fazę kompletnego szaleństwa. Masochistyczna ekstaza wymknęła się spod kościelnej kontroli. Biczownicy, jak pisze Długosz spowiadali się nawzajem, odpuszczali sobie grzechy, odrzucali sakramenty. Ich procesje przeradzały się w ociekające krwią seksualne orgie. Heretyccy, wyzwoleni spod kurateli kościoła budzili sprzeciw, bo życie po epidemiach wracało do normy. Poza tym biczownicy – fanatyczni, anarchiczni, wyzwoleni rozkoszą z lęku przed śmiercią – kruszyli feudalny porządek społeczny. Wreszcie papież Klemens VI w 1349 roku w bulli Inter sollicitudines pod groźbą klątwy zakazał publicznego samobiczowania. Choć praktykowano jeszcze orgiastyczne bicie ruch tępiony przez władze zaczął zanikać. Znów wrócę do Długosza, który tak opisuje ten okres – „Gdy zaś to bractwo przybyło do Krakowa, po zwiedzeniu kościołów i dostąpieniu niby odpustów, natychmiast z niego wynosić się musiało. Prandota bowiem, biskup, zagroził onym biczownikom więzieniem, gdyby natychmiast z miasta nie ustąpili. W innych także djecezjach polskich wyśmiani zostali i pogardzeni, gdy Janusz, arcybiskup gnieźnieński, i inni polscy biskupi wraz z książętami polskimi, powydawali zakazy, ażeby nikt, pod ciężkiemi karami i utratą majątku, nie łączył się z tą sektą gorszącą. W r. 1351 z obawy powietrza, grasującego na Węgrzech, zgraja biczowników z chorągwiami i śpiewem zawitała do Polski, ale za zgodną uchwałą biskupów polskich została wypędzona z Polski”.
Oczywiście potrzeby doznawania masochistycznej przyjemności z bólu nie można zlikwidować nawet represjami. Praktykę biczowania utrzymano w zakonach – oczywiście pod stosowną kontrolą. Tak tę słodycz bolesnej pokuty opisuje w Dzienniczku siostra Faustyna Kowalska – „Dziś poznałam jak niedaleko naszej furty popełniały się grzechy ciężkie. Było to wieczorem, modliłam się w kaplicy gorąco, potem poszłam odprawić biczowanie, kiedy zaś uklękłam do modlitwy, dał mi Pan poznać, jak cierpi dusza odrzucona przez Boga…” (…)”Nieraz się zdarza, że czuję zupełny rozkład własnego trupa, co to jest za wielkie cierpienie, to trudno wyrazić. Choć wolą jestem najmocniej z tym zgodzona, ale jednak dla natury jest to wielkie cierpienie, większe aniżeli noszenie włosiennicy i do krwi biczowanie”.
Ci, którzy chcieli doznawać równie silnej satysfakcji bez kurateli kościoła byli tępieni przez inkwizycję. Na ciekawy pomysł wybijania praktyk flagellacyjnych z głów zagubionych wiernych wpadli duchowni włoscy – tam gdzie to szaleństwo się narodziło. Otóż karą dla złapanego biczownika była publiczna chłosta. Oczywiście praktyki grupowego biczowania przetrwały represje. Tak w XVIII wieku polski ceremoniał biczowniczy opisuje Jędrzej Kitowicz – „Kładli się wszyscy krzyżem i poleżawszy tak do pewnych słów w śpiewaniu kościelnym nadchodzących (…) podnosili się na kolana i zawinąwszy kaptura z pleców na ramie, biczowali się w gołe plecy dyscyplinami rzemiennymi albo nicianymi, w powrózki kręte splecionymi. Niektórzy końce dyscyplin rzemiennych przypiekali w ogniu dla dodania większej twardości, albo szpilki zakrzywione w dyscypliny niciane i rzemienne zakładali, ażeby ciało swe lepiej wychłostali”.
Biczownictwo przetrwało do dziś jako praktyka o podłożu religijno – seksualnym. Oczywiście praktyki flagellacyjne nie są już uprawiane publicznie. Chyba, że chodzi o biczowników politycznych. Ci nadal budzą zachwyt publiki. Tych nie trzeba daleko szukać – mamy ich tuż obok siebie. I jak dawniej zaznają przyjemności pod kościelną kuratelą. Ciekawe czy z rozkoszy znów się spod niej nie wymkną? A może już się wymknęli?
Na filmie dokumentalnym z 1960 roku flagellanci włoscy.
http://www.youtube.com/watch?v=aCeXiayJvFw
Materiał na podstawie Encyklopedii Staropolskiej
http://pl.wikisource.org/wiki/Encyklopedia_staropolska/Biczownicy
Strony Kościół Średniowieczny
http://www.arekbednarczyk.republika.pl/her.shtml
Strony Nieznana Historia
http://nieznanahistoria.blox.pl/2009/12/Biczownicy.html
oraz Słownika herezji w kościele katolickim Herve Massona
129 Responses for "biczownicy"
Kartku
Dopotem
mam nadzieję ,że będziemy się dzis “biczować “czyms odpowiednim .Coś zimnego z lodem
Kartko – bez biczowania czuję się jak na mękach – upał chyba osiąga szczyt i może zacznie skręcać. Nie czytałam jeszcze tekstu, ale jak zwykle z wielką radością witam TUbylców i Kasiulka – witaj wśród nas i dobrze się poczuj
Boga – brnę przez upał z pokłonem dla Ciebie – nasze samopoczucie to betka w porównaniu z przygodą, jaką teraz przeżywasz – nie trać otuchy – pozdrawiam
Zośko – uściski z wzajemnością
Nietoperzyco – “ikony” zapisałam w pliku “blogi”
O wieczornych “biczach” wódnych można by pomyśleć – Dyszczo zapodał pieśń o chodzeniu wódki – ta to się nachodzi, bo ojców mrowie
Starszy Dyszczo – bezrolna pozdrawia małorolnego
Witam Nietoperzyco, Hirundo
U mnie też cieplne piekło. Na dokładkę w swej głupocie szukałem cienia pod jakimś pylącym krzakiem. Zanim się zorientowałem zdąrzyłem się poryczeć. Więc teraz sie wentyluję chłodnymi powiewami znad gór. Jutro tutaj podobno ma być jeszcze upalniej.
Nie wiem czy to pocieszające ale Szwedzi – niektórzy – mają gorzej
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,8138479,Ludzie_uwiezieni_w_pociagu__50_st__Celsjusza_w_przedzialach.html
To dla ochlody
http://il.youtube.com/watch?v=U2kG4WExdPI&feature=related
Kartku
bardzo stymulujace doznania “zimna” , a na alergie najlepsze wapno , ale prawdziwe nie jakies tam smakowe , tubka nie pamietam producenta kosztuje ok 30 zł .Wapno w wapnie
Hirundo
o “biczach” pomyslimy w stospwnym momencie , jeszcze za ciepło , “ściełoby “nas , a wieczór przed nami
Kartko,
Jakbym miała 100 % pewność, że biczowaniem “przepędzę” co niektórym z głów i serc ten jad, tę gorycz, złośliwość, podstępność, kłótliwość tę niezdrową chęć skłócenia każdego z każdym..to bym tych wszystkich delikwentów wychłostała…. własnoręcznie! W imię “spokoju narodowego” ! Wyzszego celu!
Hej Dziewczyny,
pisać nie będę, że u mnie upał::)
Cześć Lui
No to znalazłaś południowy sposób – “Na ciekawy pomysł wybijania praktyk flagellacyjnych z głów zagubionych wiernych wpadli duchowni włoscy – tam gdzie to szaleństwo się narodziło. Otóż karą dla złapanego biczownika była publiczna chłosta.”
Jednym słowem pięknym za nadobne, a raczej praktyczna realizacja pragnień – podoba mi się to!
Witam,
Mroczny temat. Rzeczywiście zadręczają i męczą nas ci politykierzy wszelkiej maści. I pomyśleć, że kiedyś biczownikom przeciwstawiał się polski Kościół, a teraz wielu duchownych zamiast gasić i uspakajać emocje, woli je zaogniać.
Jeden, chory z nienawiści człowiek zbiera i kanalizuje wszystkie stresy i frustracje po to, by użyć ich do zdobycia władzy. Strach myśleć, czym to się skończy.
Hej Alla
Ja wolę nie myśleć. Jestem przerażona poziomem jego zachowań, wypowiedzi, jadem.
Nie ma facet honoru i nie potrafi z godnością przegrywać.
Cisną mi się słowa..chroń nas przed takimi..
Ałło , Lui
chłodem powiało , odrobina wiatru
dostarczyliel usmiechu przesyła
http://demotywatory.pl/1888689/Moj-Szef#comments
powiedzcie Poznań czy Toruń , proszę obstawiać Maleństwo ma “dualizm”
Lui,
Wiesz, to mnie jakoś tak przygnębia, bo oni przecież nie będą się czepiać i utrudniać życia tym, co równo z nimi maszerują, ale takim jak my, co to chcą ciszy, spokoju, normalności…
A to pewnie znaczy, że takich maszerujących równo, w takt werbli może być coraz więcej.
Na politykę “ala kaczka” nie mam ochotę , ale na to tak
http://www.youtube.com/watch?v=dN3GbF9Bx6E
Witaj Nietoperzyco,
Trudna sprawa – oba miasta piękne. Sama studiowałam w Poznaniu, to trochę mam sentyment.
Dostarczycielowi Uśmiechu przesyłam promienny uśmiech
Śliczny democik, życiowy hehe, oraz wrzucam taki:
http://demotywatory.pl/1885384/Chodze-po-wodzie.
Biczowanie z jednej strony jest dość mroczną praktyką ale z drugiej wygląda zabawnie. Oto jak widział to Luis Bunuel, mój ulubiony hiszpanski reżyser w filmie Widmo Wolności z 1972 roku. Może w ten sposob jest lepiej popatrzeć na naszych współczesnych, politycznych biczowników
http://www.youtube.com/watch?v=5Ac4qpQJvXc&feature=related
To chyba psychicznie strawniejsze.
Kartko,
O kurcze!
Ałło
rzeczywiscie po innych można dziś leżec , w takiej temperaturze
Alla
Luis Bunuel – dobry kumpel Pablo Picassa i Salvadora Dali – to był gość od ktorego sie wiele można nauczyć. W każdym razie sposobu widzenia świata. Nie na darmo pisałem o nim pracę maturalną z ktorej do tej pory jestem dumny.
Nietoperzyco, a może to na upał dobre
http://www.youtube.com/watch?v=24OGHrmC0KU&feature=related
Kartku
jak miłoby było zanurzyc nogi w wodzie i iść wzdłuż plaży, a teraz poczytam wój tekst , może powinnam się pobiczować ……..
Witajcie mili moi
Kartku wszystko O’k w kartce, ale siostra Faustyna to jakoś w niej nie pasuje. W cytowanym fragmencie nie na żadnego odniesienia do przyjemności, rozkoszy itp. nawet aluzji do mistycznej radości. Myślę, że pisała o czym innym niż Tobie przyszło dziś pisać.
Jak świetnie zauważyłeś cierpienie na pokaz dla zaszczytów czy korzyści politycznych nie jest współczesnym wynalazkiem.
BUen Camino
GPS
Młody na WAT czy PG ?? zdecydowany ??!!
Kartko,
Mnie on trochę przeraża i chyba za nim nie nadążam. Musiałabym sporo poczytać.
Na plażę mógłbym zaprosić, ale woda w Zatoce zuuupa. Lepiej może w wannie – od poniedziałku z powodu remontu nie ma ciepłej wody
PG na WAC-ie zbyt wiele waciaków
Alla
Trochę demoniczny był
http://www.milanocultura.com/public/cinema/recensioni-dvd/images/446/1700_luis-bunuel.jpg
ale znał się na sprawach koscielnych, bo kształcili go jezuici – zanał ich wszystkie obsesje. Ale potem został surrealistą czy buntowniczym i anarchicznym reżyserem. Doprowadzał patos do formy groteski. Obejrzyj kiedyś coś Bunuela np Viridianę – naprawdę warto
http://www.youtube.com/watch?v=EMyyBVX6DAk&feature=related
GPS
i blizej domu .Moja rozdarta , muszę poczekać , ale proszę obstawiać UMK czy UAM ,.Ałła jest za Poznaniem , co dalej …
no tak
Kartku
to prawda Bunuel był / jest demoniczny.Pamietam jedynie dobrze : “Dyskretny urok burzuazji” i “Mroczny przedmiot porzadania”
GPS
Z psychologicznego punktu widzenia to są ryzykowne praktyki – to jest wciągające pogranicze między bólem a przyjemnością. To trochę jak z głodzeniem się albo. To niebezpieczne praktyki. I ja wolę patrzeć na nie z psychologicznego punktu widzenia.
A Faustynę znalazłem w materiałach o biczownikach. Nie tylko zresztą ją – jest tam sporo postaci historycznych i współczesnych.
Kartko,
To co piszesz kojarzy mi się również również z Almodovarem. Postaram się nadrobić tyły. Oj, tyle jeszcze do zobaczenia, przeczytania. Zaraz się z tego rozkleję.
To ja jeszcze raz Kokomo posłucham. Doły potem.
Ałło
może to
http://www.youtube.com/watch?v=k1FaflUn4Co&feature=related
Allo – wyjęłaś mi ten zamiar, ale powtórzę, niech się udobitni
http://www.youtube.com/watch?v=24OGHrmC0KU&feature=related
Kartko – z dziś wybieram rajskie plaże, ponieważ biczowanie + tvn24 graniczy z załamaniem –
– dokopała mi polityka, więc “doły potem”
Nietoperzyco
Mroczny przedmiot pożądania – pewnie, że pamietam. Tyle lat mi ta scena tkwiła w głowie
http://www.youtube.com/watch?v=DnBSNPu0p54
Hirundo
taki zestaw :biczowanie + tvn24 , to horror , przy nim ulubiony autor M – King może sie schować .Muszę troszeczkę zmotywaować latorośl , jej najulubieńszy film
http://www.youtube.com/watch?v=JdsMqRaz2WY
ja w myslach też mówię : biegnij , biegnij
Tam grał Fernando Rey – wielki aktor hiszpański, zresztą wspaniały, dojrzały mężczyzna
http://www.nndb.com/people/151/000043022/frey2-sized.jpg
Kartku
pamietam ta scenę i zimny prysznic , który był potem .Czy to starośc czy nie ma już takich reżyserów ?!
Dyszczu
drogi Dyszczu nie chcemy jeszcze spać ………;)
Nietoperzyco – wszystkie dzieci są nasze, Maleństwo takie całkiem nasze –
Pamiętacie pieśń o księciu Witoldzie, jaką zapodał Dyszczo – piosenka Elektrycznych Gitar przy tamtej to betka – a ma to być piosenka na okoliczność.
Hirundo
czy w tej muzyce nie pobrzmiewa Hiszpania odrobinę , mroczne , ale jaki aktor przystojny
http://www.youtube.com/watch?v=UZIzxZxQpAs
Na razie wskazanie na Poznań , co dalej ………
Kartku
napisałeś :myślę o biczownikach, którzy idąc kolumnami przez Europę 700 lat temu tez wyzwalali z siebie ciążące napięcie burząc przy okazji porządek ówczesnego świata No tak tamci siebie biczowli , a dzisiejsi biczuja nas , jak dla mnie to za wiele
Nietoperzyco,
daję się ponieść i dobrze mi z tym,
Kartko,
ale tuż tuż mroczna miłość, a raczej – no nie wiem, jak to nazwać, bo wsłuchuję się w dialog i jest to rozmowa, jakiej nikt nigdy nie chciałby prowadzić.
Nietoperzyco (38)
Prawda – to jeden z bajecznych
czyli trzeba nam z piratami…
Hirundo,
Dla własnego zdrowia psychicznego musimy ten koktajl Mołotowa, czyli “biczowanie + tvn24 graniczy z załamaniem –
”
odrzucić.
Na Grunwald!
Słavsia Kniaź Witaut, hospodar na Litvie
Nic GPS-ie nie poradzisz – bohater trzech narodów
http://www.youtube.com/watch?v=HVJZBwZUp0Y
Cieszę, się, że ktoś pamięta.
Za niecałe pół godziny rocznica bitwy
Połamało mnie coś dzisiaj, pogoda straszna, w słońcu jakaś plaga much, gzów i bąków. Wieczorem komary, by się jakieś latadła przydały do łapania tego tałatajstwa.
W ramach postępu cywilizacyjnego zamontowałem pompę w studni u sąsiada i 100 metrów węża – przynajmniej wody do mycia nie trzeba nosić wiadrami. Młode wniebowzięte, poszły grać w Go.
Nietoperzyco – intuicja podpowiada Poznań
Będzie lepiej
Poza tym dzieciaki w takim perspektywicznym momencie –
Nietoperzyco
Nie do końca – biczownicy lali się sami ale też nawzajem. Zależy na co mieli ochotę. Tu problem jest inny, bo my nie mamy ochoty. Pisząc miałem na myśli tych którzy tak cierpią na placach, złorzeczą, pomstują i w studiach telewizyjnych też. I dzielą się ze mną (nami) tym cierpieniem a ja na to nie mam ochoty. Pamietasz jak Lui podesłała film na którym piłkarz hiszpański całował dziennikarkę. Ja bym wolał takie bodźce dostawać a nie wciąż żałobne i nienawistne.
Co do reżyserów masz racje – takich wielkich postaci już nie ma.
Rzuciłem okiem na komentarze i wracam na początek do czytania.
Dyszczu
skoro latadła , juz lecę
Alla
Mroczna bo Bunuel zajmował sie obsesjami. Dlatego warto go oglądać, może to nie jest miłe kino ale inspirujące. No i z tej perspektywy lepiej się rozumie co tutaj się dzieje. Przyznasz, że to już nie polityka tylko jakieś szaleństwo obsesji. Gdyby Mistrz żył to może by nakręcił jakiś film zainspirowany współczesną Polską.
Kartku
a jak by tak klonice wziąć i pogonic tych “biczowników” na pole Dyszcza , to i lepiej by malinówki rosły i komarów nie było
Nietoperzyco – obstawiam Poznań dla Maleństwa.
Nie miałam co prawda takich dylematów, moje – najstarsze chyba w tym towarzystwie – po prostu oświadczyło: rozmawiamy wyłącznie o UJ. No i Kraków ją pochłonął.
Mam, mam, mam. Dyscyplinkę , kozią nóżkę /róznie to nazywają/.4 rzemyki , jeden urwany.Nietoperzyca ma rację Teraz biczują nas. Jednak moją użyłabym na tych , którzy słuchają , czytają i emocjonują się tą zajadłą sforą , która prowadzi kraj do katastrofy.
A tak nawiasem wichrzycielom nawet koło łamane nie pomoże a w ogóle to wszelkiego rodzaju dewiacje towarzyszą ludziom od zarania dziejów.
Starsz Dyszczo – witaj – w mojej strefie upał także dogina – na szczęście mało komarów, choć wieszczyli plagę.
Pieśń Starego Olsy nabrała dla mnie dodatkowego blasku, gdy złożyłam ją z piosneczką o Grunwaldzie Kuby Sienkiewicza, który mówił o ważności przedsięwzięcia. Mnie nie przekonał jego historyczny śpiew.
Allo – bardzo się staram oddzielić, ale zawsze jednym okiem zerknę. Zawsze mnie w to oko trafią.
Watro – witaj, czuję się obita Twoją kozią nóżką, u mego Dziadka nazywaną kozią pytką – jak z dziecięcej wyliczanki. Może pomoże ??? Pierwszy raz ktoś mnie złoił i miał rację – pozdrowienia Watro
Zośka
coś mi się zdaje ,ze M do Poznania chce , tylko chce by lekko ja popchnąć .Ja zaś decyzje jej zostawiłam .
Szkoda mi ,że nie poszla na cos mojego , ale jeszcze nie powiedziane gdzie skończy ……. Jedno jest pewne , ma pewne cechy poznaniaków: jak nikt inny potrafi oszczędzać moje pieniądze , zuch dziwczyna
Watro
u nas ten przyrządzik pyda nazywali , niestety nie skosztowałam i widać co ze mnie wyrosło
GPS
zapomniałam , napisałeś : trzym się , skąd to / Mój przyjaciel , który pochodzi ze wschodu , a potem wiele lat mieszkał na Śląsku tak mówi , ale nigdy go nie zapytałam skąd ta naleciałość
O! Tu jest jeden Krzyżak.
Kto go posłał po piwo? Zupe niech idzie gotować!
http://www.youtube.com/watch?v=nY6Zcoyc88o&feature=related
jesli mam sie biczować , to co najwyżej takimi przystojniakami
http://www.youtube.com/watch?v=S5I5HnWEJOM&feature=related
Hirundo,
Rozumiem Cię. Jak sobie pomyślę, ilu rzeczy czasem wolałabym nie wiedzieć, nie usłyszeć…
No ale to też nie jest rozwiązanie.
Witaj Zośka, Watro i Dyszczu
A propos Grunwaldu. Dzisiejsza Polityka ma na okładce stary, pordzewiały szyszak, tarczę z krzyżem i miecz. A pod spodem tytuł -”Grunwald 1410. Od 600 lat toczymy zwycięską bitwę z krzyżakami” A w środku bardzo ciekawe materiały na ten temat
U mnie też pyta była w rodzinnym domu – kilka razy w użyciu. Rozkoszy nie poczułem. Pewnie dlatego mam teraz sceptyczny stosunek do tych – nazwijmy to – urozmaiceń.
Uciekam spać. Aż żal, bo tu tak ciekawie.
Życzę Wszystkim miłych, spojonych snów.
O Krzyżakach z zupą, o piratach, o niemrocznym pożądaniu.
Do rana
Ałło
do ranka
Kochani – dla Wszystkich dobrze wygrzane dobranoc
padłam …..
Dobranoc Alla, spij smacznie.
Widzisz Dyszczu – o Kniaziu Witoldzie Rusini śpiewają, a Litwini, chłopstwo z dziada pradziada, nie pozoliłło by im tego na Litwie we własnym języku zaśpiewać – Witold tylko po litewsku. Tu nie o pamięć chodzi tylko no gnojenie innych. Cóż – takie kartkowe biczowanie – jak ta Faustyna – nikt nie wspomina, że to zaczęło się w Wilnie. Ot za chwilę wymyślą, że Kovalskas była.
A piosnka Dyszczu, tak jak “Sokoły”
B.C.
Hirundo
a jeszcze Cię widać ……;)
Ad 59 – tu chodzi o pająki ?
A ja jutro z gośćmi marsz po Jurze.Samobiczowanie na ten upał pewne , ale to wspólny wybór i miłe towarzystwo.
Ech Warta – ty choć blisko źródeł swego nika pomieszkujesz
GPS – pająk krzyżak to jeszcze nic , gorzej jak z tarantulą przyjdzie stoczyć boje. Spijcie smacznie , ja czuwam .W przypadku draki , obudzę.
Ja Watra , nie Warta , choc w życiu może coś warta.
Arachnofobia to podobno strach przed mężczyznami – ja tam się pająków nie boję, choć ode mnie silniejsze są.
Odpadam – dobrej nocy Wam życzę !
warta, marta – czego warta?
Do Kromołowa – źródła Warty ok. 2o.km ale bliższe mi góralskie ognisko.
A może i diabła warta. Kto to może wiedzieć.
Dobranoc Hirundo i miłego ranka zarazem
Watra, ja też tak lubię – dać sobie w kość marszem, żeby dech zatykało. A potem nogi od zakwasów bolą i człowiek szczęśliwy, bo doszedł – spokojnie śpi. A nie tak bacikiem ukradkiem. Albo co gorsza publicznie. Przyjemnego marszu
GPS – jasne, że o pająkach w szyszakach.
Hej góóral ja ci góral
Hej spod Kamiennej Góry
(w Gdyni)
GPS
Spod Kamiennej Góry jesteś?
Nie ale podobnie jak Warta mam tam 20 km
Dobranoc Zośka, miłych snow
Miłych snów miłośnico mądrości
Nic nie rozumiem – chyba upał mi dokuczył
Zofia od umiłowania mądrości się wywodzi
GPS – pod samą Kamienną Górą moja Mama dziecięciem będąc
mieszkała, ale to było w czasach , kiedy Gdynia powstawała. Mam na ścianie widok Gdyni z 1929 r.
Kartko – jak TU spać? Upały znoszę nieżle, ale połączenie z tropikiem w firmie powoduje, że padam, choć teraz jest komfortowa
temp.
Idę spać, bo Kartek już mnie nie odbira – może jakiś dyszcz z góry ktoś spuści :0
GPS
Nie, ja myślałem o tym zdaniu – “Nie ale podobnie jak Warta mam tam 20 km”. Od Kamiennej Góry? Przecież Ty nad morzem mieszkasz.
GPS –
dobranoc
No to może to troszkę sprawy geograficzne załatwi
Patrz linka z map google do Kamiennej Góry nie chce wgrać
Dobranoc, tylko zabierzcie mi z warzywnika tę bandę, jeszcze mi jakąś zarazę przywloką! Dla nich mam jeszcze trochę pokrzyw i jeden bieluń
Dzyszczu a lebiodę masz ?
Kaczątka uwielbiają lebiodę.
Dobranoc
Właśnie wyrwałem z korzeniami – ma te pokrzywy dla świń
I bieluń do ześwinienia
No to już się dowiem GPS czy moim i Rozmysła krajanem byłeś. Idę spać – dobranoc, do jutra.
Pozdrowienia
Dzień dobry wszystkim góralom i “niziołkom” – ptakom, ssakom i “pisakom” – albo przypływ talentu, albo upał mówi mi: ku ku
Podobnie jak Zośka, trochę już nie mogę. Marzy mi się kamienna chałupa lub drewniana chata 
), wpadam do GPS-a i jest mi dużo lżej.
Daję spokój fantasmagoriom – przyswajam kawę i TU szukam cienia, a to pod dachem u Dyszcza, a to w piwniczce Watry (dobrego wędrowania, nakryjcie głowy i ramiona
Zamyslenie na dziś: co będzie, gdy wreszcie Krzyżacy wygrają?
GPS – mój kolega z Wilna pryncypialnie twierdzi, że “oryginał” wisi w Wilnie i że stamtąd promieniuje kult. Pozdrawiam gorąco.
Hirundo
kawa, kawa , kawa .Ciebie brak Nadmiar słońca .Watro odważna , ale wie ze po spacerze piwniczka na nią czeka , a na mnie nie
Miłego dnia
Dzień dobry,
Życzę miłego poranka przy kawusi i spokojnego wkręcania się w codzienność.
U mnie dziś chłodniej. Jest nawet kilka chmurek. W nocy nieźle wiało.
Pozdrawiam
Ałło
poproszę te chmurki , może GPS mógłby mocniej “dmuchnąć” by do mnie dotarły
Witam promiennie – sen mara w Bogu wiara
Nie chcę ale tak wyjdzie – trafię w setkę.
Na dzień dobry kawa i czekoladowe markizy.
Zserii wiadomości krzepiących – nietoperzyco, wykop po burzy zalany ponad wysokość ławy fundamentowej a w piwnicy sucho.
Buen Camino
właśnie dmuchnąłem – ode mnie zwiały i nic na niebie nie ma. Może nim wyparują dotrą nad Brdę
Nietoperzyco,
na taką odległość zamiast chmurek mogę zaproponować coś do oczarowania
http://www.youtube.com/watch?v=XdDaS_L2_1M
Cudowny, magiczny Artur Gadowski i IRA
No trochę sentymentalnie. Chyba nie nastraja do walki, ale co tam. Dziś nie będziemy wojownikami, dobrze?
Jeśli chodzi o bitwy to najbardziej lubię jak ci co ocaleli wracają do domu
Masz rację GPS.
To bardzo fajne stwierdzenie
Miłego dnia, uciekam pracować.
Ałło
zatem powalczmy, a co tam
http://www.youtube.com/watch?v=d5PoIrcyd34&feature=related
GPS
do Watry i Bogi
widzę chmurki jak nadciagają , trochę się nimi nacieszę i dmuchne dalej
Transfuzja druga za mna , formularze tylko do Poznania wydrukowałam , kurier zamówiony , M śpi , mam nadzieję ,że w tą stronę mialam ją “dmuchnąć” a potem już będzie dobrze , uff
Witam wszystkich..
A u mnie radość przeogromna..wydaje się, że może będzie padać..Tylko aby burza nie poszła sobie bokiem????!!
GPS
, cholera utworzyla się
.Jak mówi M czy Ty nie mogłabys o pewnych rzeczach nie mówic , nie stałyby się , milknę i juz mi
wolno dziś do mnie dociera , z piwnicą ciesze sie ( na razie w myslach) powiesz jak za dwa trzy dni wyglada
Przyjacielowi zalało mieszkanie , pion był zatkany , mówi szybko zbierał wszystko , bedzie dobrze , ja na to : zobaczymy czy za kilka dni z parkietu nie utworzy sie górka
Lui
oby burza zahaczyła o Ciebie
Nietoperzyco jeśłi by stosować porzekadło “nie chwal dnia o poranku” to co należy powiedzieć kobiecie po wspólnej nocy ?
GPS
może tak
http://www.youtube.com/watch?v=jeR0qd8lAqs
No widzisz – można optymistycznie
Przepraszam za kurację szokową
Dzień dobry
Niebo zasnute chmurkami, nawet trochę siąpiło ale nadal gorąco i duszno. Cucę się Polityką do kawy. Bardzo ciekawy felieton Stommy Jagiełło pod Grunwaldem. I aktualny biorąc pod uwagę sytuację polityczną. Stomma ciekawe rzeczy pisze np – “…Ulryk von Jungingen, który drzazgę z krzyża świętego miał w medalionie na piersi, zginął pod chłopskimi cepami, co powtarzano ze zgrozą w całej Europie …”
Pozdrawiam i do wieczora
Witaj Gospodarzu
Chyba się chłopom naraził ten Urlyk? Zwykle szlachetni stoją na wzgórzach, pleps walczy i ginie. No cóż zginął z rąk tych, których jako pogan w zwierzęce skóry ubranych całej Europie przedstawiał, mimo iż sam w polerowanej zbroi wystąpił. Ciekawe jak wytumaczyli by średniowieczni propoagandziści fakt, że owe relikwie w ręce Jagiełły trafiły? Do dziś je można oglądać.
Przepraszam Allo – ale krew do bitki skłonna
Netopko, jest taki dowcip o bacy, co siedząc na gałęzi piłował ją sobie radośnie – przechodniowi co wieszczył mu upadek nie uwierzył. Gdy spadł razem z konarem, siadło, poskrobał się po ciemieniu i skonstatował:
- Jasnowidz jaki, czy co?
http://www.youtube.com/watch?v=eZGWQauQOAQ&feature=related
Witam po transfuzji
Dyszczu
witaj
GPS
Nie wiem, moja wiedza o tamtych czasach jest wątła. Co najwyżej przemawia do mnie i intryguje legenda o jędrnym tyłku Jagienki, którym łupała orzechy. To mój priorytet badawczy wynikający z dojrzałego już światopoglądu ( o ile nie zestarzałego).
Pozdrowienia
Kartku, warto by podykutować, a może i grant badawczy jakiś wyłuskać, by sprawę “jedrnego tyłka Jagienki” raz na zawsze dla potomności wyjaśnić !
Grant badawczy dla projektu “Czyń miłość nie wojnę – obyczajowe uwarunkowania tężyzny fizycznej markietanek rycerskich”. To już zaczyna mnie intrygować
Jagienka i orzechy
Żyła raz jedna panienka
Która zwała się Jagienka;
Wiele z niej było pociechy,
Bo tłukła pupą orzechy.
Opisał ją, że jest taka,
Sam pan Sienkiewicz w Krzyżakach
Wpierw żyła w cnocie jak mniszka,
A potem wyszła za Zbyszka.
I wiodło im się chędogo,
Chociaż, niestety, ubogo,
Bo się pokończyły wojny,
Zaczął się okres spokojny,
A rycerz – rzecz znana wszędzie -
Żyje z tego, co zdobędzie.
Ruszył więc Zbyszko konceptem
I wpadł na taką receptę:
Przywiesił na bramie druczek,
Że tu się orzechy tłucze
I od każdego orzecha
Zgarniał taryfę do miecha.
Laskowy orzech maleńki
To nie problem dla Jagienki;
Mogła za jednym przysiadem
Stłuc całe pół kilo zadem,
A gdy dorwała fistaszka
Zostawała z niego kaszka.
Niewiele też większej troski
Przysparzał jej orzech włoski.
Aż raz przybył jakiś młokos,
Przywożąc z Afryki kokos,
I zwrócił się do Jagusi,
Że mu tę rzecz roztłuc musi.
Spłoniła się żwawa młódka,
Wzięła dech, napięła udka,
Pomodliła się przelotnie
I w ten kokos jak nie grzmotnie!
Niestety twarda skorupa
Nawet przy tym nie zachrupa…
Wrzasła Jaguś wniebogłosy,
Podskoczyła pod niebiosy
I jak drugi raz przywali!
…a ten bydlak jak ze stali!
Natomiast biedna dziewczyna
Zrobiła się całkiem sina,
Oddech jej się jakby urwał,
Wymamrotała: – O kurwa…
Potem się zaniosła wyciem
I się pożegnała z życiem!
Wniosek: Na ogół umiemy
Rozgryzać własne problemy,
Lecz zagraniczne nowości
Przysparzają nam trudności!
Morał: Tylko wzrost oświaty
Może zmniejszyć nasze straty.
I hasło bezwarunkowo:
Mniej dupą, a więcej głową!!!
http://tanita111.wrzuta.pl/audio/7Vy4ore5MsX/grotowski_zwierzchowska_-_jagienka_i_orzechy
No proszę tylko coś wspomnieć o białogłowie i już Panowie są przy ……….
A czy w tym coś złego? Białogłowy łagodzą obyczaje i jest do kogo wrócić – jak się przeżyje Grunwald
http://www.youtube.com/watch?v=GamuxLENoBc&feature=related
Witajcie,
Dziękuję za tak miłe przyjęcie.Oczywiście, że podzielę się z Wami wieściami od Bogi.Będzie “święta”..bez dwóch zdań…Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz dzięki za przyjęcie:).Miło, że są ludzie tacy jak WY….
Ale Kartku pojechałeś szeroko z tematem – powiedzmy od Judyt do Ewy Braun. Ja tu myślałem na autochtonkach się skupić. Jagienka w temacie miała by i aspekt praktyczny – ewentualnie wykryty przepis na jedrne posladki można by wdo kubów fitnes spieniężyć.
Sposób na kasę zaproponowany w formie rymów przez Dyszcza jak sam wspomnił groźnym jest.
Dyszczu
przecież nic złego nie ma w tym ,że wystarczy wspomnieć o białogłowie i już Panowie są przy ………komputerza
Witam po powrocie – fajnie TU macie – internauci – mnie odcina na czas pracy – sama tego chcę.
Rozważania o Jagience mają bliski mi rodowód, bo to Andrzej Waligórski tekst popełnił – niedawno Pan Andrzej przecinał moją okolicę, w drodze do umiłowanego Studia 202. Pozdrawiam
Hirundo
a ja sie odcinam od pracy by nie zwariowac , dlatego zagladam co tez nasi Panowie wyczyniają
Witam Wszystkich Gośći/Domowników
Miło mi, że dyskusja o jędrnej pupie Jagienki dała witalny impuls Blogowiczom w ten duszny upał. A wiersz przeczytałem z prawdziwą przyjemnością.
Ale proponuję przejście na górny poklad, bo nowy tekst już wkleiłem.
Zapraszam
Zostaw odpowiedź