tri

Wczoraj, tuż przed meczem elektroniczne media obiegła informacja, że artysta Rafał Betlejewski spalił stodołę w gminie Zawada, niedaleko Łodzi. Oto zdjęcia ze spalenia stodoły

http://wyborcza.pl/duzy_kadr/1,97904,8129063,Splonela_stodola.html

Betlejewski podłożył ogień pod stodołę w 69 rocznicę spalenia około 300 Żydów w Jedwabnem. Historia o tym – jednym z wielu – pogromów urządzonych w trakcie wojny i później przypomniana przez Grossa kilka lat temu przyczyniła się do dość spazmatycznej i zakłamanej próby rozliczenia się z niechlubnymi i przemilczanymi kartami z naszej przeszłości. Nie będę do tego wracał, bo nie tyle interesują mnie traumy i psychozy zbiorowe co raczej indywidualny człowiek i jego reakcje na ekstremalne wydarzenia. Poszedłem już dawno tym tropem, bo czułem bezsens prób przekształcania zbiorowej świadomości. Przyjąłem więc do wiadomości, że dokonywano pogromów, przemyślałem to, zyskałem wiedzę gdzie i z kim żyję – mam się na baczności, choć z tego co wiem to nie jestem Żydem. Jedynym zadośćuczynieniem, które wynikać może z mojej obiektywnej przynależności do wspólnoty, której członkowie przed laty palili Żydów w stodołach jest to, że gonię antysemitów w internecie. Przyznam, że robię to tylko dla siebie, bo skutek moich utarczek i awantur z antysemitami jest niewielki, by nie powiedzieć żaden. Nawet gdy zatkam któremuś gębę ostrym słowem, to na jego miejsce dwóch następnych wchodzi i zatruwa wyziewami chorych mózgów atmosferę. A piszę przecież tylko o tym co się wyprawia w internecie. Słowo pisane zostaje – jest materialnym dowodem tej choroby. Ale przecież obok myśli zapisanych są jeszcze myśli szeptane. Na tę tajemną wiedzę o demonicznych Żydach przekazywaną sobie wprost do ucha nie mam już siły reagować. Podobnie zresztą jak na wiedzę o Niemcach, kryjących się podstępnie pod polskimi nazwiskami, ruskiej agenturze w rządzie i innych spiskach, o których szepcze na okrągło ta kraina.

Spalenie stodoły przez Rafała Betlejemskiego też jest, moim zdaniem wyrazem bezsilności wobec powszechnego tu, podskórnego antysemityzmu. Jest próbą rozpoczęcia dyskusji o nim na nowo. Niewątpliwym sukcesem akcji Betlejewskiego jest to, że ludzie nie wiedzą jak ją zinterpretować. Stodoła efektownie spłonęła, chłopi jak widać na zdjęciach obserwowali wydarzenie ze zwykłą obojętnością. Ktoś chciał nie dopuścić do – jak sądził – bezczeszczenia pamięci żydowskiej, więc się w stodole przed podpaleniem zamknął. No ale stodoła była Betlejewskiego, więc policja intruza wyprowadziła, bo właściciel ma prawo spalić co jego jeśli dopełni stosownych formalności. Poza tym ludzie spieszyli się na mecz i chcieli bez zwłoki zobaczyć ogień. Nie odbył się co prawda planowany przy zgliszczach poczęstunek dla wioski, który przygotować miały panie z koła gospodyń wiejskich, bo sołtys tuż przed spaleniem zrozumiał kontekst sytuacji. No ale coś się działo … . W sumie wszyscy mają mieszane uczucia – i rozmaite środowiska żydowskie i polskie. Nikt nie wie co o tym myśleć, bo to jest niejasne. I o to chodzi – ważne by niejasność wzbudzała refleksje.

To nie pierwsze podpalenie symbolu przez Betlejewskiego. Wcześniej przeprowadził kilka edycji akcji „Spal wstyda”. Chodziło o to, by umożliwić ludziom spalenie na stosie tego co musieli stworzyć (do czego ich zmuszono np. w pracy) a czego się wstydzą. Akcja cieszyła się dużą popularnością co dobrze świadczy o świadomości ludzi, którzy czują, że muszą tworzyć, produkować gówna i im to ciąży. Akcja niemal ewangeliczna, bo artysta jak Jezus pomógł im dokonać rachunku sumienia i odciążył ze wstydu ciążącego w sercach.

Betlejemski lubi i świetnie aranżuje intrygujące aczkolwiek niejasne sytuacje. Przed laty, w trakcie kilkudniowych pobytów w Rio de Janeiro i Kapsztadzie realizował projekt pod tytułem „Wolę Polskę”. Wypoczywającym na plażach turystom, sprzedawcom lodów i hotelowym portierom wkładał w ręce kartony z wypisanymi flamastrem hasłami: „Sopot to dla nas legenda”, „Pomieszkałoby się w Radomiu”, „Bałtyk to prawdziwy wypas” czy „Niech żyje bigos”. Zdjęcia wydał w formie pocztówek – trzeba przyznać, że to dość jadowity pomysł na popularyzację naszej buraczanej krainy. I też skłaniający do refleksji nad dętym i oderwanym od realiów wymiarem deklarowanego przez nas patriotyzmu.

W wywiadzie dla Piotra Pacewicza z Gazety Wyborczej Betlejewski opowiada o zdarzeniu artystycznym, które zaaranżował w trakcie swej wystawy w Nowym Jorku. Między nim a panią kustosz wystawy, jak mówi zaiskrzyło erotyczne napięcie. Było tak silne, że tylko kwestią czasu była konsumpcja rodzącego się uczucia. Problem w tym, że pani kustosz i Betlejemski tkwili w stałych, kontraktowych związkach. By nie dopuścić do nieuchronnej, banalnej zdrady artysta zaproponował kustosz trzy dni tylko we dwoje w jednym z ogólnodostępnych pomieszczeń galerii. Kilka miesięcy przekonywał ją do tego artystycznego wydarzenia. W końcu zgodziła się – co się przez trzy doby tego aktu artystycznego działo Betlejemski nie wyjaśnia. Wzrusza ramionami w odpowiedzi na pytanie jak przyjęli ten happenig ich małżonkowie. Nie był to przecież jednoznaczny i banalny numerek na boku. Znów podstawa do dyskusji na temat emocjonalnych fundamentów świętej tu rodziny.

Spalenie stodoły było symbolicznym zakończeniem akcji „Tęsknię do Ciebie Żydzie”, którą Betlejemski prowadził od kilku lat malując powyższy napis na ścianach, murach i na nielicznych pozostałych po polskich Żydach budynkach. Akcja zyskała rozgłos, wielu ludzi się do niej przyłączyło. Miała na celu „oswojenie”, ocieplenie społeczne słowa Żyd, które w potocznym języku wciąż ma negatywny kontekst. Myślę, że odrobinę mu się to udało. Troszkę oswoił słowo „Żyd” a potem spalił stodołę – pustą. Były w niej tylko karteczki ze złymi myślami o Żydach, które przysłali mu ludzie. Takie jest tutaj życie – znów jego rękami spalili wstyda. Betlejewski te wstydliwe potrzeby czuje i rozumie.